Capital wyjątkowo długo oczekiwał na swoją recenzję, co przyznaję ze wstydem i dużą porcją samokrytyki. Wcale nie dlatego, że gra jest zła (wręcz przeciwnie!), ale dlatego, że potrzebowałam czasu, aby uporządkować myśli, gdyż dawno żaden tytuł tak mnie nie zaskoczył i nie rozminął się z moimi wyobrażeniami. Budowa stolicy okazała się bowiem po prostu budową stolicy, a elementów, do których mam awersję – pompatyczno-martyrologicznego zadęcia, patriotycznych uniesień i braku dystansu – zwyczajnie tutaj nie ma. Nie zmienia to faktu, że przynajmniej w trakcie pierwszych rozgrywek wnikliwie ich wypatrywałam, co pewnie sprawiło, że początkowe partie kończyłam sromotną porażką. Można powiedzieć, że to kara za uprzedzenia i tym samym pragnę wszystkich, którzy nie mieli jeszcze okazji zapoznać się z grą autorstwa Filipa Miłuńskiego lub odwlekają otwarcie pudła z podobnych powodów jak wyżej opisane, zaprosić do jak najszybszego budowania swojej Warszawy.

Capital / fot. Przystanek Planszówka

Materiały budowlane

Jedną z pierwszych rzeczy, która urzeka w przypadku Capital jest jej wykonanie. Grafiki na poszczególnych kafelkach są dopieszczone, jakość komponentów nie pozostawia zbyt dużego pola do narzekania (jedynie nadal mnie nie przekonują syrenki), a przede wszystkim – wręcz idealna wypraska. Wnikliwi mogą się dopatrzeć w jej wyżłobieniach zarysu Pałacu Kultury i Nauki, a jednocześnie na pewno docenią fakt, że trzymają w rękach grę, której żaden komponent nie przemieszcza się w pudełku.

Instrukcja jest napisana prostym i niepozostawiającym pola do interpretacji czy wątpliwości językiem. Znajdziemy w niej również podstawowe informacje na temat pojawiających się na kafelkach służących do rozbudowy dzielnic i kamieniach milowych budynkach. Na pewno dzięki temu można wykorzystać grę w praktyce edukacyjnej czy jako element przygotowujący do pierwszej wycieczki do stolicy Polski.

Capital / fot. Przystanek Planszówka

Warszawo, gdzie mi się schowałaś?

Zadaniem graczy jest wybudowanie od podstaw własnej dzielnicy Warszawy. Przeglądając zawartość pudełka, można pomyśleć, że to nic trudnego, w końcu co może nas zaskoczyć przy układaniu kwadratów? Capital pokazuje, że niespodzianek może być przynajmniej kilka, a o kolejnych dowiadujemy się wraz ze wzrastaniem naszego opanowania zasad gry oraz… skłonności do kombinowania współgraczy.

Gracze układają swoje dzielnice poprzez dokładanie kolejnych kafelków w swoich turach. Podstawowa zasada mówi, że wybudowana w ten sposób część miasta może mieć maksymalnie 3×4 (lub 4×3) kafelki. Tylko w jednym wypadku – dzięki posiadaniu jednego z kamieni milowych można pozwolić sobie na rozbudowanie dzielnicy do wymiarów 4×4.

Na wybudowanie dzielnicy mamy sześć epok. Każdą turę zaczynamy wymianą płytek z innymi graczami (klasyczny draft). To moment, kiedy podejmuje się bardzo ważne decyzje mogące prowadzić do zwycięstwa lub sromotnej przegranej. W końcu decydujemy, czy lepiej „iść w kulturę” i rozbudowywać części kulturalne naszej dzielnicy, a może dużo bardziej opłacalne będzie inwestowanie w parki lub komunikację publiczną? A gdyby tak zamiast skupiać się na swojej dzielnicy nieco utrudnić zadanie przeciwnikom? Wszystko zależy od nas i naszej spostrzegawczości oraz umiejętności szybkiego przeliczania punktów.

Dokładanie kafelków w Capital jest bardzo liberalne w porównaniu do podobnych gier. Więcej można, mniej zasad reguluje ewentualne „nie wolno”, ale też nie zawsze okazuje się to opłacalne. Co istotne, gdy zmienimy zdanie co do układu kafelków, możemy na już istniejącym położyć inny, nowy. Planując rozbudowę dzielnicy nie wolno również zapomnieć o tym, że czekają nas dwie wojny światowe, które zmuszają graczy do odrzucenia fragmentu już wybudowanej dzielnicy.

Capital / fot. Przystanek Planszówka

Każdą epokę kończy podliczanie punktów (a co za tym idzie – przesuwanie figurek syrenek po brzegu planszy) oraz zdobycie „kamienia milowego”, czyli specjalnego kafla dającego dodatkowe możliwości, pozwalającego uzyskiwać więcej punktów czy chroniącego przed skutkami wojny.

Rozgrywka przebiega szybko i sprawnie, zarówno przy dwóch, jak i trzech-czterech graczach. W zasadzie, o ile nie mamy (albo nasi współgracze nie mają) problemów z podejmowaniem decyzji, podróż przez sześć epok rozbudowy Warszawy mija niezwykle szybko, a czas rozgrywki może być nawet krótszy niż wskazany w instrukcji.

Być może to wynik tempa gry, być może nie do końca wykorzystanych historycznych kontekstów w trakcie rozgrywki, ale czasami nieco brakuje iście warszawskiego klimatu. Przed pierwszą rozgrywką chciałam spytać, dlaczego gra nazywa się Capital, a nie „Warsaw”, jednak po bliższym zaprzyjaźnieniu się z grą, mam wrażenie, że tytuł dobrze przekazuje intencje twórców – Warszawa jest poniekąd pretekstem i tłem, bo to gracze budują własne stolice, które z rzeczywistą mogą nie mieć naprawdę wiele wspólnego.

Capital / fot. Przystanek Planszówka

Zbuduj swoją Warszawę 3…2…1!

Capital jest niewątpliwie jedną z ciekawszych gier rodzimych twórców. Powinna ona spełnić oczekiwania początkujących, jak i zaawansowanych graczy. Wbrew pozorom nie jest ani za trudna (chociaż wydawnictwo proponuje ją w serii „Granna Expert”) ani zbyt prosta, zaś dróg do zwycięstwa jest całkiem sporo i trochę czasu zajmie odkrycie ich wszystkich. Na pewno jest pozycją obowiązkową dla wielbicieli gier typu „city building” oraz miłośników Warszawy. Po prostu wstyd jej nie mieć na swojej półce!

 

Dziękujemy Wydawnictwu Granna za przekazanie gry do recenzji

granna logo