Nieczęsto mam okazję grać z dziećmi. No, chyba że z takimi 20+, co na swej półce mają sporo kolorowych pudełek i mówią, że to zabawki nie dla dzieci. Ale w ostatnim czasie akurat gdy na moim biurku pojawiła się paczka z wydawnictwa Egmont a w niej gra Tomcio i wiosenne porządki, za drzwiami usłyszałem głos trzylatka, który przyjechał w odwiedziny. Rozum podpowiedział: to idealna okazja do testów! Serce zapytało: czy na pewno to dobry wybór pierwszej gry?

Miłość od pierwszego wejrzenia?

Kilka lat  temu bratu owego trzylatka kupiliśmy jako pierwszą grę Dzieci z Carcassonne. W naszych głowach pojawiła się idealistyczna wizja, że przecież dziecko musi lubić planszówki, że to najprzyjemniejszy z prezentów! Kolorowa, ładna i prosta planszówka. Zaczęliśmy grać i przeżyłem niemały szok. Pierwsza przegrana trzylatka i… histeria! A raczej powinienem napisać HISTERIA!

Tomcio i wiosenne porządki / fot. Przystanek Planszówka

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ dopiero wtedy zobaczyłem, że dziecko patrzy na gry innymi kategoriami, niż dorosły planszomaniak. Na szczęście ów trzylatek z czasem polubił wygrywanie i zaczął akceptować przegrywanie.

Szybko zrozumiałem, jak ważny jest dobór dobrych gier dla najmłodszych, gdyż przecież dziecko to potencjalnie przyszły planszomaniak. A twórcy tego typu gier stoją przed nie lada wyzwaniem, bo szkraby to wyjątkowo surowy odbiorca… Odbiorca, którego nie koniecznie przekona to, że na pudełko widnieje nazwisko Marco Teubnera (autor wspomnianych Dzieci z Carcassonne, Kiwi – Leć, Nielocie, Leć! czy Epoka kamienia Junior). Obietnica genialnej mechaniki to też argument nie dla nich. Gra musi zauroczyć już pudełkiem, wykonaniem, nie zanudzić zasadami i dać frajdę. A jak do tego czegoś będzie uczyć, to i rodzic się ucieszy.

Tomcio i wiosenne porządki / fot. Przystanek Planszówka

Nowy kumpel – Tomcio

Tomcio i wiosenne porządki to gra przeznaczona praktycznie dla najmłodszych graczy, 3-4-latków, którzy właśnie poznają świat i wiedzą to, o czym my już dawno zapomnieliśmy: że tyle jest do odkrycia – kolory, kształty, zasady ładu (nie tylko społecznego).

Tomcio i wiosenne porządki / fot. Przystanek Planszówka

W pudełku gry Tomcio i wiosenne porządki znajdziemy sześć fragmentów planszy, które po ułożeniu stworzą okrąg. Każda z części to inny kolor symbolizujący inne pomieszczenie: łazienkę, kuchnię, pokój dziecka itd. Co ważne, w każdym z nich widoczne są białe plamy, które będziemy wypełniali przedmiotami: kubkami, zabawkami, szczoteczkami do zębów, kanapkami… Ot, bałagan z całego domu zebrany w jednym miejscu – w środku okręgu. Gracze będą mieli ten bałagan uporządkować. Pomoże im w tym Tomcio: drewniana figurka w czerwonej czapce.

Tomcio i wiosenne porządki / fot. Przystanek Planszówka

W zależności od tego, czy wasza pociecha dopiero zaczyna przygodę z grami, czy już trochę lepiej sobie radzi, w Tomcio i wiosenne porządki można grać na dwa sposoby – rozkładając przedmioty obrazkami ku górze lub utrudniając nieco rozgrywkę, kładąc je obrazkiem do dołu. W drugim przypadku dojdzie aspekt rozpoznawania kształtów.

Tomcio i wiosenne porządki / fot. Przystanek Planszówka

A jak będą wyglądały porządki? Każdy z graczy w swojej kolejce rzuca kostką, na której jest sześć kolorów i przenosi Tomcia do pomieszczenia w kolorze wskazanym przez kostkę. Ze środka okręgu musi wybrać jeden z kształtów. Jeżeli kształt pasuje do brakującego miejsca – luka jest wypełniana; jeżeli nie – przedmiot jest odkładany na bok. Każdy fragment planszy może pomieścić trzy przedmioty. Jeżeli gracz dokłada trzeci z nich, to znak, że dane miejsce jest już uporządkowane. W nagrodę za uporządkowanie pomieszczenia otrzymuje żeton. Ten gracz, który na koniec gry (czyli w momencie, gdy wszystkie przedmioty zostaną dopasowane) będzie miał owych żetonów najwięcej – wygrywa.

Tomcio i wiosenne porządki / fot. Przystanek Planszówka

Sprzątanie – czy to można polubić?

Tomcio przez zabawę ma dzieci uczyć. Czego? Najbardziej oczywiste są kolory i kształty. I tutaj apel do rodziców: nie wstydźcie się grać z pociechami w najprostszy wariant rozgrywki. Jeżeli gracie z 3-latkiem, już samo określanie, jaki przedmiot ma być w danym pomieszczeniu może stanowić wyzwanie. Gdy po 2-3 rozgrywkach pozna przedmioty, przejdźcie do wariantu trudniejszego. Wykorzystajcie grę do powtarzania kolorów, nazw pomieszczeń, nazw przedmiotów.

Tomcio i wiosenne porządki / fot. Przystanek Planszówka

Mało kto lubi sprzątanie. A z tego co pamiętam, jako dziecko bardzo tego nie znosiłem (teraz umilam je sobie, słuchając podcastów o planszówkach lub audiobooków – jakoś trzeba to przetrwać). Tomcio pokazuje ważną rzecz i jest w tym bardziej konsekwentny, niż niejeden dorosły – nagroda przysługuje tylko temu, kto dokończy całe zadanie, czyli w tym przypadku – sprzątanie. Nie wystarczy zrobić tego powierzchownie i tylko z grubsza. Owszem, jest w tej grze spora losowość, wręcz czasem się zdarzy, że dziecko ułoży dwa przedmioty a trzeci trafi się innemu graczowi. Ale gra jest szybka i przy następnej próbie może być łatwiej. A to, że czasem przegra – to też ważna lekcja. Choć wiem, że bywa trudna.

Tomcio i wiosenne porządki / fot. Przystanek Planszówka

Czy da się zatem lubić Tomcia? Jest ładnie i solidnie wykonany, uczy poprzez zabawę. I jest uszyty na miarę 3-4 latka. Dla starszych dzieciaków gra będzie zbyt łatwa, ale wspomniany 3-latek do niej chętnie wraca, pomimo, że zna już dokładnie wszystkie kształty.

Tomcio wykonał ważne zadanie: przeprowadził młodego gracza przez pierwsze lekcje w świecie gier planszowych. I kto wie, czy kolejne tytuły z serii Zagraj ze mną nie będą tymi, które stopniowo doprowadzą go do trudniejszych tytułów, jak Pędzące żółwie, Ewolucja czy wreszcie Caylus. Ale na te przyjdzie czas… jak dorośnie i posprząta pokój.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont

Kraina z kreska2za przekazanie gry do recenzji