Co jest jednocześnie brudne, mokre i szczęśliwe? Powiedziałabym, że pies, który wrócił z deszczowego spaceru. To wcale nie było takie trudne. Co jednak z czymś nieorganicznym, sławnym, tłustym i mniejszym od chlebaka?

Do tego rodzaju słownych potyczek zachęca nas Matt Leacock i jego gra Knit Wit, wydana w Polsce przez wydawnictwo Cube Factory of Ideas. Swoją językową sprawność możemy sprawdzić w gronie od dwóch do ośmiu graczy, a cała zabawa, wyłączając tłumaczenie zasad, potrwa pewnie około kwadransa. Aby wygrać, musimy zdobyć najwięcej punktów – czyli nic szczególnego. Szczególny jest natomiast wygląd gry, który na pewno niejednemu graczowi skradnie serce.

Knit Wit / fot. Przystanek Planszówka

Już samo pudełko otwiera się w nietypowy sposób, a potem jest już tylko lepiej: nitki i klamerki, guziki, szpulki, zasady gry spisane na szarym papierze, urocze kartoniki z przymiotnikami, czarny papier i białe kredki do zapisywania punktów. Przy użyciu tego sprzętu będziemy dziergać, odpowiadać i punktować.

Knit Wit / fot. Przystanek Planszówka

Dzierganie bez drutów i szydełka

Gracz w swojej turze wykonuje akcje: ułożenie pętli ze sznurka (musi się w niej znaleźć jedna szpulka, a pętla nie może zawierać żadnej klamerki, która leży już na stole), dodanie losowego hasła z pudełka i doczepienie go do klamerki przywiązanej do sznurka, a na końcu umieszczenie szpulki wewnątrz dowolnego, niezajętego obszaru we wzorze. Kiedy wszystkie sznurki zostaną zużyte, pierwszy gracz krzyczy „Start!” i rozpoczyna się główkowanie. Na kartce musimy zapisać jedną odpowiedź dla każdej szpulki we wzorze. Ma to być słowo, wyrażenie lub nazwa, która pasuje do każdego hasła przypisanego do szpulki.

Knit Wit / fot. Przystanek Planszówka

Przykład: szpulka z numerem jeden otoczona jest pętlą niebieską i pomarańczową. Pod numerem jeden na kartce wpiszemy coś, co uważamy za wymyślone i sławne.

Knit Wit
Knit Wit / fot. Przystanek Planszówka

Kto pierwszy zdecyduje się zakończyć pisanie (nawet nie mając wszystkich odpowiedzi), bierze guzik z wierzchu stosu leżącego na stole. Będą to dodatkowe punkty. Kiedy ostatni ekstra guzik zostanie zabrany, wszyscy muszą przerwać odpowiadanie. Każda odpowiedź jest warta tyle punktów, ile otacza szpulkę. Warto pamiętać, że punktują tylko unikalne słowa czy wyrażenia.

Guzik z pętelką

Wielce prawdopodobne jest, że będziemy mieli wątpliwości co do pomysłów innych graczy. Nietrafioną naszym zdaniem odpowiedź możemy podważyć, krzycząc „guzik z pętelką”, a wtedy autor odpowiedzi ma 10 sekund, by ją uzasadnić. Po tym czasie gracze głosują, pokazując kciuk w górę lub w dół. W tego typu grach trudno o dobry sposób rozstrzygania wszelkich wątpliwości, więc takie głosowanie jest moim zdaniem dobrym rozwiązaniem. Które, niestety, nie zadowoli każdego.

Knit Wit / fot. Przystanek Planszówka

Czy to ma szansę się… zużyć?

Największą zagadką była dla moich współgraczy kwestia zużywania się bloczku czarnych kartek do zapisywania punktów. Nie trzeba się jednak o to obawiać, gdyż do wydania dołączony jest biały szablon, który można kserować. Ze względu na solidne wykonanie, gra ma szansę służyć nam naprawdę długo. Nie martwiłabym się również o regrywalność – metek ze słowami jest aż 114, a jeśli często zmieniamy towarzystwo do grania, każda rozgrywka będzie wyglądała inaczej.

Knit Wit / fot. Przystanek Planszówka

O tym, że będziemy grać w różnym składzie, jestem przekonana. To towarzyski tytuł, który tłumaczy się w kilka minut; zasady można też prezentować w trakcie pierwszej tury. Myślę, że wielu moich znajomych chętniej usiądzie do tego niż do „typowej” planszówki (nie wiedzą, co tracą ;)). Bardziej wrażliwe osoby może zawieść sposób głosowania, niemożność obronienia swojej myśli i skojarzenia – zasady Knit Wita nie staną po stronie poszkodowanej osoby. Tak to już jest w przypadku gier towarzyskich, w których czynnik ludzki jest prawie że najważniejszy.

knit wit
Knit Wit / fot. Przystanek Planszówka

Choć nie będę w Knit Wit grać na okrągło, wystawiam wysoką ocenę. Za wykonanie i za świeżość, za nowy pomysł, którego ostatnio trochę mi brakowało w grach. Za to, że Naczelny Przystanku Planszówka nie marudził za mocno, gdy grał w grę bliższą imprezówce niż deckbuildingowi. Wreszcie za to, że punkty wydają się tu być sprawą drugorzędną, a rozgrywka z ludźmi o dużym poczuciu humoru zostanie w pamięci na długo. Knit Wit może być pięknym, ciekawym prezentem – i oby zachętą do dalszego szperania w planszówkowym świecie dla obdarowanego.