Z Race for the Galaxy zetknąłem się na początku mojej planszówkowej przygody. Dla gimnazjalisty, który wcześniej grał tylko w gry pokroju Talismana, Race wydawał się być czymś nie do ogarnięcia. Pamiętam, że podczas pierwszej rozgrywki zupełnie nie miałem pojęcia, co się dzieje. Symbole na kartach wyglądały jak jakiś zapomniany kosmiczny dialekt, a zasady gry wydawały mi się tak trudne, jak schemat budowy statku kosmicznego. Przez cały czas zastanawiałem się, co właściwie robię, po co to robię i dlaczego na koniec gry ja mam 16 punktów, a mój przeciwnik 40.

Race for the Galaxy / fot. Przystanek Planszówka

Po grze zrobiłem to, co na moim miejscu zrobiłby każdy  gimnazjalista – poprzysiągłem sobie, że skoro nie udało mi się wygrać, to gra nie ma sensu, jest głupia i w ogóle nigdy więcej już do niej nie usiądę. Jednak nie minęło sporo czasu i moje gimnazjalne przysięgi zostały złamane. Zagrałem w Race for the Galaxy po raz drugi. Nagle okazało się, że gra nie jest wcale taka trudna. Niezrozumiałe symbole stały się jasne a zasady okazały się prostsze niż przy pierwszej próbie. Nawet mój wynik był bardziej pokaźny i chociaż ponownie przegrałem, to nie czułem tej bezradności, która siedziała mi za plecami podczas pierwszej partii. Co więcej, gra tak mi się spodobał, że kilka dni później kupiłem sobie swój własny egzemplarz Race for the Galaxy. Do dzisiaj jest to jedna z tych gier, po którą sięgam najczęściej i zawsze siadam do niej z uśmiechem na twarzy.

O co tyle hałasu

Z zasadami Race for the Galaxy jest trochę jak z odpalaniem samochodu zimą. Albo zaskoczy i zapali, albo nie. Wielokrotnie wyjaśniałem reguły tej gry różnym graczom. Niektórzy od razu wiedzieli o co chodzi i grali tak, jakby w nic innego nie grali od urodzenia. Inni mówili klasyczne: „wyjdzie w praniu”. Niestety, Race ma to do siebie, że wychodzi w drugim albo trzecim praniu, do którego często… nie dochodzi.

Race for the Galaxy / fot. Przystanek Planszówka

Dokładne wyjaśnienie zasad w tym tekście (czyli nie posiadając przed sobą pudełka z grą), mogłoby przypominać naukę pilotażu promu kosmicznego przez telefon. Dlatego postanowiłem, że jedyne co zrobię, to krótko opiszę, o co w tej grze chodzi. Jeśli ktoś się pogubi albo znudzi, niech po prostu przejdzie do dwóch ostatnich akapitów tego tekstu. Nie będę zły 😉

Eksploruj, kolonizuj i produkuj

Aby wygrać, musimy stworzyć lepsze imperium galaktyczne niż nasz przeciwnik. By to zrobić, będziemy zagrywać przeróżne karty. Na początku tury każdy z graczy wybiera akcje, jakie będzie chciał w danej rundzie wykonywać. Wśród możliwych czynności mamy eksplorację, dzięki której możemy poszukać interesujących nas kart, rozwój, który pozwoli nam pozyskać nowe technologie, kolonizację dającą nam możliwość zdobycia nowej planety, produkcję przy pomocy której stworzymy cenne towary oraz konsumpcję, która pozwoli nam owe towary sprzedać.

Race for the Galaxy / fot. Przystanek Planszówka

Kiedy wszyscy wybiorą już swoje akcje, należy je wykonać w określonej kolejności: eksploracja, rozwój, kolonizacja, konsumpcja, produkcja. Akcje odbywają się niezależnie od tego, czy zagraliśmy je wszystkie, czy nie. Czyli np. gdy przychodzi czas na kolonizację, a my zagraliśmy w danej rundzie konsumpcję, to i tak możemy wykonać akcję kolonizacji z tym wyjątkiem, że nie otrzymamy specjalnego bonusu jaki daje zagranie danej karty.

Rozwój jest najważniejszy

Jednym z najbardziej „punktogennych” (jeśli takie słowo w ogóle istnieje) elementów gry są tak zwane „technologie za sześć”. Zagrywa się je jak zwykłe technologie, ale zamiast dawać określoną i stałą liczbę punktów (tak jak to robi każda inna karta), jej wartość wzrasta wraz ze spełnieniem przez nas pewnych warunków. Niektóre dają punkty za planety produkcyjne, inne docenią nas za nasze odkrycia względem obcych ras, a jeszcze inne dadzą nam punkty za siłę militarną. Każda taka technologia ma wydrukowany koszt sześć, co oznacza, że bez żadnych bonusów będziemy musieli odrzucić sześć kart z ręki, by ją wyłożyć, bo w Race for the Galaxy to właśnie karty na ręce pełnią rolę waluty.

Race for the Galaxy / fot. Przystanek Planszówka

Konsumpcja też fajna

Kolejnym elementem gry przybliżającym nas do zwycięstwa jest konsumpcja.  Podczas tej fazy wymieniamy towary, w które obfitują nasze planety, na punkty. Robimy to dzięki specjalnym zdolnościom niektórych kart. Jedne dają jeden punkt zwycięstwa za jeden towar, inne dają więcej, ale za konkretny rodzaj dóbr a jeszcze inne dają więcej punktów za odrzucenie większej liczby towarów.

Ta akcja bardzo dobrze się sprawdza, kiedy nie mamy na ręce nic wartościowego i chcemy zakończyć nasz kosmiczny wyścig, zanim nasi przeciwnicy wyłożą swoje najmocniejsze karty, bowiem jeśli na stole nie pozostaną już znaczniki punktów zwycięstwa, gra się kończy.

Race for the Galaxy / fot. Przystanek Planszówka

Drugi sposób na zakończenie gry, to wyłożenie przed siebie dwunastej karty. Wtedy też następuje podliczanie punktów.

Kosmiczny zawrót głowy

Jeśli po moim skrócie zasad wciąż nie macie pojęcia, o co chodzi w Race for the Galaxy, nie ma się co zniechęcać. Próbowałem skrótowo nakreślić, o co w tej grze chodzi, ale uwierzcie, że bez pudełka z grą nie jest to proste zadanie. Na szczęście instrukcja wszystko ładnie wyjaśnia, a do tego dostajemy karty pomocy, które ułatwią nam pierwsze rozgrywki.

Z początku prawdopodobnie nie będziemy odczuwać interakcji między graczami, a Race for the Galaxy będzie przypominać klasycznego pasjansa. Jednak po paru grach odkrywamy, jak bardzo można przeszkadzać naszemu przeciwnikowi, na przykład przetrzymując na ręce ważną dla niego kartę.

Race for the Galaxy / fot. Przystanek Planszówka

Czy warto startować w tym kosmicznym wyścigu?

Sam Race for the Galaxy ma kilka mechanizmów, symboli i taktyk, które trzeba opanować. Jeśli dobrze nie poznamy gry i kart, ciężko będzie nam czerpać pełnię przyjemności z rozgrywki. Jednak naprawdę nie warto się zrażać do tego tytułu. Jeśli nie zaskoczy za pierwszym razem, rozdajcie karty jeszcze raz i budujcie imperium od nowa. Z każdą kolejną rozgrywką będziecie odkrywać coraz to nowsze strategie i mechanizmy, a po pewnym czasie opanujecie grę na tyle, że jedna partia będzie trwać około piętnastu minut.

Race for the Galaxy / fot. Przystanek Planszówka

Race fot the Galaxy to jedna z moich ulubionych gier. Mimo, że nie ma w niej figurek, planszy i innych pięknych rzeczy, to moim zdaniem broni się samą mechaniką. Każda rozgrywka jest inna, szybka i ciekawa. Często trzeba wyglądać w przód i próbować przewidzieć, co zagra przeciwnik. Nie wyobrażam sobie planszówkowego wieczoru bez tego tytułu i mimo, że zagrałem już ponad sto, a może nawet dwieście partii (zarówno w wersję papierową, jak i elektroniczną), to cały czas powracam do tej gry i po raz kolejny odkrywam nieznane rejony galaktyki.