Torres…. Wielbicielom sportów kopanych z pewnością na myśl przyjdzie hiszpański zawodnik Atlético Madryt, Fernando Torres. Jednak gdy spojrzymy na pudło z rycerzem na tle wież, to tematyka przestaje się zgadzać. Potrząsając nim, usłyszymy gruchot plastikowych elementów, które – gdy zajrzymy do środka  – okazują się nie być fragmentami hiszpańskiego stadionu El Wanda Metropolitano.

To nie stadion, to wieże

Przeszukując zawartość pokaźnego kartonu, natkniemy się na liczne segmenty wież, które z czasem przemienią się w zamki. Leżący w sąsiedniej przegrodzie sztywny zestaw tektur kryje taktyczne porady w czterech jednakowych kompletach, karty faz oraz mistrzowskich wyzwań. Przywita nas dwudziestu ośmiu rycerzy asystujących króla! Śmiałkowie ci podzieleni po równo, gotowi podjąć rozkazy, z dumą ściskają proporce koloru flagi królewskiego dziedzica.

Torres / fot. Przystanek Planszówka

Gracze w Torres wcielają się w role książąt, którzy wysyłają swoich witezi do budowy zamków. Na przypominającej szachownicę planszy szykuje się zawzięta rywalizacja o to, kto zdobędzie najokazalszą pulę punktów zwycięstwa i zastąpi sędziwego króla. A wszystko to wpasowane w wygodną wypraskę.

By interakcji było więcej…

Torres grą solo nie jest, więc czym prędzej chwytamy za mankiet najbliższego człeka i rekwirujemy godzinę z jego życia. Nic nie stoi na przeszkodzie zawinąć bosakiem dodatkowo dwóch kolejnych ancymonów, gdyż i czterech konkurentów gra pomieści. Jako gospodarze winniśmy wyjaśnić zasady panujące na planszy w przystępny sposób, dlatego też poniżej przedstawiam streszczenie.

Torres / fot. Przystanek Planszówka

Na planszy, w miejscach wyróżniających się, kładziemy po jednym segmencie. Każdy z uczestników otrzymuje komplet potasowanych i zakrytych kart akcji, rycerzy, żeton punktów (wszystkie w wybranym kolorze) oraz kartę pomocy. Jeden z rycerzy każdego z graczy spełniać będzie rolę znacznika punktacji, więc ustawiany jest na zerowym polu toru punktacji. Wybieramy adekwatną do liczby graczy kartę faz i zgodnie z opisem pierwszej fazy rozdajemy każdemu segmenty zamku ułożone na wzór wież. Rozpoczyna najmłodszy, umieszczając jednego ze swoich rycerzy na wolnym zamku na planszy. Pozostali czynią to samo zgodnie z ruchem wskazówek zegara, a ostatni z graczy dodatkowo umieszcza figurę króla w wolnym zamku, czyniąc go tym samym zamkiem królewskim.

Torres / fot. Przystanek Planszówka

Król nie będzie czekać wiecznie

Każda rozgrywka w Torres składa się z trzech faz (lat) i trwać będzie cztery i/lub trzy rundy, w zależności od liczby graczy. W każdej turze gracze mają do dyspozycji podstawowe pięć punktów akcji, które mogą wykorzystać w dowolnej kolejności, nawet wielokrotnie, lecz przestrzegając limitu. Wśród dostępnych akcji mamy możliwość: umieszczenia rycerza (2PA), przemieszczenie rycerza (1PA), umieszczenie segmentu zamku (1PA), dobranie karty akcji (1PA), zagranie karty akcji (0 PA) oraz zdobycie punktu zwycięstwa, czyli zwyczajna sprzedaż 1PA za 1PZ. Wszystkie te akcje cechują się swoimi ścisłymi ograniczeniami opisanymi szczegółowo w instrukcji wraz z przykładami, a na wszelkie odstępstwa od reguł pozwalają nam karty akcji, które niestety są jednorazowego użytku.

Torres / fot. Przystanek Planszówka

Po każdej fazie (roku) następuje punktacja, w której rozlicza się kolejno graczy, począwszy od gracza rozpoczynającego. Punkty przyznawane są tylko za jednego rycerza danego koloru znajdującego się na najwyższym poziomie per zamek. Wartość uzyskujemy poprzez przemnożenie liczby segmentów stanowiących podstawę zamku przez wysokość, na której znajduje się rycerz rozliczanego gracza. Dodatkowo przyznawana jest premia królewska, która zależnie od zakończonej fazy wynosić będzie pięć, dziesięć i piętnaście punktów za posiadanie rycerza w zamku królewskim odpowiednio na pierwszym, drugim bądź trzecim poziomie.

Niedosyt sycimy następująco

Dla wprawionych graczy dostępne są dwa warianty, które dają dodatkowe pole do popisu. Karty mistrzowskie oferują dodatkowe punkty za spełnienie niełatwych celów pod koniec fazy lub gry. Z kolei wspólna talia kart akcji dla wszystkich graczy doda nieprzewidywalności grze. Trzeba przyznać również, że sam podstawowy wariant Torres daje sporo możliwości, gdyż mechanika zmusza nas do kombinowania – dosłownie – na różnych płaszczyznach.

Torres / fot. Przystanek Planszówka

Torres jest grą logiczną z elementami strategii. Choć klimatu próżno nam tam szukać, osobiście nie widzę innej tematyki dla tej gry jak średniowiecze. Planszówka wykonana jest star(r)annie i nie mam do niej zastrzeżeń, prócz jednej: pudełko tak spasowane, że trudno je otworzyć. Grafiki wydają się jałowe, lecz widzę w nich pewien plus, a mianowicie nie rozpraszają w umysłowej batalii. Całość jest czytelna, a grafiki na kartach nie budzą wątpliwości, jakie akcje skrywają.

Wiadomym jest, że zamki solidne są

Do Torresa można usiąść w różnym gronie, gdyż skalowalność wypada znakomicie. Karty faz dobrane do liczby graczy trzymają w ryzach kwitnące „miasto” zamków. Zarówno w dwójkę jak i w czwórkę czas gry jest zbliżony, a paraliż decyzyjny ujawnia się dopiero w końcowych rundach rozgrywki. Warto wspomnieć, że miłośnicy negatywnej interakcji nie uświadczą jawnie jej skutków. Najczęściej robienie na przekór przeciwnikowi jest efektem naszego ruchu, determinacji i dążenia do zwycięstwa.

Torres / fot. Przystanek Planszówka

Dodatkowym atutem wydania, które opisuję, jest wielojęzyczność. Instrukcja, opis kart, karty pomocy gracz zostały przetłumaczone aż na cztery języki: polski, angielski, niemiecki i francuski. Szkoda jednak, że w języku polskim znajdziemy w pudełku tylko dwie karty pomocy, co może być problematyczne, jeśli nie lubimy się dzielić z innymi graczami kartami w ojczystym języku.

No i na co, po co to komu?

Torres przeznaczony jest dla osób, które docenią jasne zasady rodem z klasycznych gier logicznych jak szachy, warcaby, pokazane w całkowicie nowym świetle. Dodam, że początkującym graczom trudność może sprawić poruszanie się po różnych płaszczyznach i analizowanie dostępnych akcji, dlaczego warto dać tej grze minimum dwie, trzy szanse. Nie ma co zrażać się, jeśli za pierwszym razem nie zapałamy do pudła sympatią, bo Torres – choć eurosuchy – jest bardzo przyjemną grą.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont

Kraina z kreska2za przekazanie gry do recenzji