W latach osiemdziesiątych w Polsce, w której jeszcze ostatnimi tchnieniami tlił się PRL, coś takiego jak komputery, gry komputerowe dopiero raczkowało. Niewielu mogło się poszczycić posiadaniem ośmiobitowca. Na zachodzie komputery typu Commodore, Atari, Amstrad czy Amiga robiły furorę. U nas z racji zamkniętych granic takie dobra nie docierały, no, chyba że ktoś miał rodzinę na Zachodzie. To co innego.

Należałem do tych szczęśliwców. Jako jedno z pierwszych dzieci na osiedlu wszedłem w posiadanie mikrokomputera o magicznej nazwie ZX Spectrum+. Prezent oczywiście komunijny. Nietrudno się domyślić, kto od tego czasu był królem na „dzielni” 😉

Boss Monster: Następny Poziom i Twarde lądowanie / fot. Przystanek Planszówka

Lata mijały a rozgrywka komputerowa ewoluowała. Nowe generacje sprzętu, lepsza wydajność, znakomitsza grafika. No i niestety „spektruś” poszedł w odstawkę. Niemniej sentyment do ośmiobitowej grafiki czy pisków wydobywających się z magnetofonu przy wgrywaniu gry pozostał.

U mnie ten sentyment żywo się odradza średnio raz, dwa razy do roku. Tym bardziej byłem przeszczęśliwy, gdy na półkach sklepowych zobaczyłem grę pt. Boss Monster. Dlaczego zwróciłem na nią uwagę? Czym zafrapowało mnie to niewielkich rozmiarów pudełko? Moją uwagę przykuły grafiki żywcem jakby wygenerowane z jakiejś gry z Amigi.

Boss Monster: Następny Poziom i Twarde lądowanie / fot. Przystanek Planszówka

Zawartość godna opakowania

Otwierając pudełko dostajemy świra, bo wszystkie karty, a w zasadzie cała zawartość jest w klimatach graficznych sprzed epoki. Autorzy i wydawcy pokusili się, aby karty były niepowtarzalne. Niby każda występuje w kilku egzemplarzach, ale gdy dobrze się przyjrzymy, to ujrzymy drobne smaczki, które je zmieniają – a to inne ułożenie postaci na grafice, a to dodany jakiś element. Dotyczy to zarówno pierwszej części gry, samodzielnego dodatku Next Level jak również odrębnego dodatku Twarde lądowanie oraz dodatku Niezbędnik bohatera. Samo przeglądnie grafik daje całkiem sporą dawkę frajdy.

Boss Monster: Następny Poziom i Twarde lądowanie / fot. Przystanek Planszówka

Dzisiaj opowiem o Boss Monster jako całości, przeplatając go wątkami z dodatków.

Na pierwszy rzut oka podstawka i druga część niewiele się różnią, bo mamy tę samą szatę graficzną i podobne mechanizmy. Dochodzą nam na pewno nowi bossowie, którymi gramy oraz bohaterowie, którzy będą nas nękać. Chwila, chwila, czy Ty przed chwilą powiedziałeś, że w tej grze to my jesteśmy tymi złymi, a naszym przeciwnikiem są Ci dobrzy? Ano tak. I tu kolejne nawiązanie do gry komputerowej. Boss Monster bazuje na budowaniu podziemi i przygotowaniu się na odparcie najazdu tych dobrych, którzy zawieruszyli się w pobliżu by szukać skarbów w naszej domenie. Czy to nie przypomina Wam czasem znakomitej gry komputerowej Dungeonkeeper, która swego czasu brylowała na komputerach klasy PC? Nic dodać, nic ująć.

Boss Monster: Następny Poziom i Twarde lądowanie / fot. Przystanek Planszówka

Podziemia, podziemia, potwór, potwór

Tak jak zasygnalizowałem, ta niepozornie wyglądająca gra będzie polegać na budowaniu podziemi królestwa składającego się z aż pięciu kart, które będziemy rozbudowywać i ulepszać. Zaczynamy tylko z jedną komnatą i w każdej swojej turze dokładamy kolejną część lochu. W międzyczasie możemy utrudnić przeciwnikowi rozgrywkę, rzucając określone czary. Pod koniec rundy czekamy na bohaterów, których staramy się zgładzić. Prostota gry polega na pewnym paradoksie: z jednej strony nie chcemy, żeby jacyś paladyni, czarodzieje, elfowie, wróżki i inne dobre stworzenia kręciły się w pobliżu naszych latyfundiów, a z drugiej – staramy się skusić ich odpowiednimi skarbami, bo za to mamy punkty zwycięstwa.

Boss Monster: Następny Poziom i Twarde lądowanie / fot. Przystanek Planszówka

Warunki ukończenia gry są dwa. Albo zgładzimy bohaterów, którzy dadzą nam 10 punktów chwały, albo sami otrzymamy od nich pięć ran, które usuną nas z rozgrywki.

Gra jest przygotowana dla 4 graczy, ale dodatek Twarde lądowanie rozszerza ten tytuł już na 5-6 rozgrywających. I tu kolejna ciekawostka. Każdy gra tym złym, a więc koniec końców powinniśmy ze sobą współpracować przy likwidowaniu bohaterów. Nic bardziej mylnego. W grze liczy się tylko jeden zwycięzca, niczym bohater filmu Nieśmiertelny. Co to oznacza? Pokłady ogromnej ilości negatywnej interakcji! Przeszkadzanie sobie, usuwanie komnat, dokładanie większej liczby bohaterów do podziemi przeciwnika – to chleb powszedni serii Boss Monster. Wspomniany na początku dodatek Niezbędnik bohatera nieco komplikuje rozgrywkę, wyposażając naszych wrogów (czyli tych dobrych) w przedmioty, które mogą doprowadzić do naszej klęski.

Boss Monster: Następny Poziom i Twarde lądowanie / fot. Przystanek Planszówka

Kolejny poziom… dobrej rozgrywki

Jak już wspomniałem, Boss Monster. Następny poziom to w zasadzie samoistny tytuł, który może działać bez pierwowzoru. Weterani 8-bitowej rozgrywki na pewno pokuszą się o połączenie kart z obu podstawek, tworząc tym samym naprawdę soczysty tytuł. Szczególnie, że pojawią nam się tutaj bohaterowi wieloklasowi oraz elitarni przeciwnicy. Sam klimat gry to podziemia i ich eksplorowanie, niczym w grach RPG, krążenie po lochach, używanie magii – to wisienki, które tu znajdziemy.

Najświeższy dodatek, czyli Twarde lądowanie, lekko modyfikuje rozgrywkę. Klimat fantasy przeradza nam się w klimat sci-fi, bo nagle na naszej planecie rozbił się statek obcych, który dodaje nowych przeciwników, ale też i nowych bossów, którymi zagramy.

Boss Monster: Następny Poziom i Twarde lądowanie / fot. Przystanek Planszówka

Zapytacie pewnie w tym momencie, jakie są moje odczucia. Powiem krótko. WARTO, WARTO, WARTO! Jest to świetny tytuł dla początkujących i dla zaawansowanych graczy. Świetna rozgrywka, z dużą dawką humoru. Dla bardziej dociekliwych wspomnę tylko, żeby przyglądać się kartom bohaterów. Na pewno każdy z nas zauważy tam jakąś ikonę popkultury, a to Indianę Jonesa, a to postać z Assasin’s Creed. Moja ocena zgodnie z punktacją BGG to 8/10.

Dziękujemy Wydawnictwu Trefl Joker Line za przekazanie gry do recenzji.

Trefl Joker Line