Kto by pomyślał, że pełzające robaki zyskają tyle uznania i sławy. Pisał o nich Darwin, stały się głównym bohaterem serii gier komputerowych, polscy naukowcy badają możliwość ich wykorzystania do walki z nowotworami i wreszcie stały się bohaterem gry planszowej Gnaj robaczku!. Pognaliśmy zatem za robaczkami, aby ocenić ich udział w wywoływaniu uśmiechów na twarzach najmłodszych graczy. Jaki jest wynik naszych obserwacji?

Gnaj robaczku! / fot. Przystanek Planszówka

Głęboko pod ziemią… a przynajmniej w głębokim pudle

Gnaj robaczku! to wydana przez wydawnictwo Zoch Verlag w 2011 roku, a od niedawna dostępna także w Polsce dzięki Simba Toys Polska gra planszowa dla 2-4 osób. Gdy otworzycie pudełko, pewnie zaczniecie się zastanawiać, dlaczego ono jest tak duże?! Więcej w nim powietrza niż elementów… Dzieciom nie przeszkadza (bo miło dostawać DUŻE prezenty), ale dorosłym, którzy muszą wszystkie gry gdzieś pomieścić, a często mają ich więcej dla siebie niż dzieci, już trochę tak. No ale takie prawa marketingu, wszystko musi być „Big”. Pozostaje mieć nadzieje, że przynajmniej zabawa przy tej grze będzie przednia.

Gnaj robaczku! / fot. Przystanek Planszówka

Co więc znajdziemy w pudle? Pierwsze to plansza składająca się z dwóch części: podstawy i nakładki. Dzięki temu powstaje coś, co przypomina grządkę pod którą dżdżowniczki drążą swoje tunele. W dwóch miejscach nawet będziemy mogli je podejrzeć. Jest też kostka, na której zamiast cyfr mamy kolory. I wreszcie są dżdżownice. W częściach. I choć brzmi to brutalnie, nie bójcie się. Te kolorowe segmenty nie tylko są częścią zabawy, ale także będą uczyć. Czego? O tym za chwilę 🙂

Robaczek gna od punku A…

…do mety. Bo Gnaj robaczku! to bardzo prosta w założeniach gra dla najmłodszych. Na pudełku przeczytamy, że dla graczy, co sięgają głową już ponad stół, czyli w wieku 4+. Jednak, jak się za chwilę przekonacie, spokojnie można zacząć zabawę także z nieco mniejszymi szkrabami.

Na początku każdy wybiera główkę swojego robaczka i tor, na którym ją kładzie. Następnie każdy z graczy, po kolei, rzuca kostką i wsuwa do swojego toru segment dżdżownicy w takim kolorze, jaki wypadł na kostce. Cel: pierwszym przebyć cały tunel. Banalnie proste i mogłoby być nudne, gdyby nie fakt, że nie wspomniałem jeszcze o dwóch ważnych kwestiach.

Gnaj robaczku! / fot. Przystanek Planszówka

Pierwsza to segmenty. Są one w różnych kolorach, a każdy kolor to także inna długość. Dlaczego to jest ważne? Ponieważ w dwóch miejscach na naszej grządce jest „okienko”, które pozwala nam podejrzeć, która dżdżownica najszybciej pełza. Druga to „hazard”. Bo skoro jest wyścig, to czemu nie zacząć obstawiać wyników? Wiem, że na słowo hazard rodzicom z reguły zapala się czerwona lampka w głowie, ale tutaj nie obstawiamy pieniędzmi a… stokrotkami i truskawkami. A do tego możemy się czegoś nauczyć. W swojej turze gracz może położyć swój segment ze stokrotką (a w późniejszym etapie gry z truskawką) i jeżeli dobrze wytypował, która z dżdżownic się wyłoni pierwsza z podziemnego tunelu, może wykorzystać ów segment, by przyśpieszyć swojego robaka.

Gnaj robaczku! / fot. Przystanek Planszówka

 

Darwin, ryby, gracze i krytycy

Gnaj robaczku! to gra dla bardzo wymagającej grupy docelowej. Dzieci. Dla nich z jednej strony ważne jest wykonanie gry. Solidne, by nieprędko ją popsuły. Atrakcyjne, by nie zginęła w morzu zabawek.

Na równi z wykonaniem ważna jest prostota. Bo po co się uczyć trudnych zasad, skoro w koło tyle zabawek?

Wreszcie potrzebne są emocje. Rodzic, racjonalizując zakup powie jeszcze: „gra ma bawić i uczyć”, tak jakby będąc dzieckiem na to drugie zwracał uwagę 😉

Jak już wspomniałem we wstępie, dżdżownice to niepozorne stworzenia, które jednak docenił np. Darwin, poświęcając im 29 lat życia, by wyjaśnić ich udział w tworzeniu gleby. Doceniają je wędkarze, a jak nie oni, to przynajmniej ryby, ogrodnicy i… gracze komputerowi. A dzięki Gnaj robaczku! doceniła je nowa grupa społeczna: planszomaniacy. I to ci najbardziej krytyczni.

Gnaj robaczku! / fot. Przystanek Planszówka

Gnaj robaczku! to gra, która trafiła na planszówkowe salony, zdobywając w 2011 roku prestiżową nagrodę Kinderspiel des Jahres. A mówiąc mniej nadętym językiem, takiego planszowego Oskara w kategorii gier dla dzieci. Dlaczego? I czy słusznie?

Idź tam, gdzie toczy się kostka i obserwuj grę

Może niektórych zaskoczy parafraza słów E. Babbiego z podręcznika badań społecznych w kontekście gry dla 3-4 latków. Cóż, my dorośli lubimy racjonalizować, oceniać, krytykować.  Ale recenzje gier dla dzieci są dla nas takim kubłem zimnej wody. Przypominają, że w grze nie tylko ważne są „parametry”. Ważne jest to, czy trafia do odbiorcy. W przypadku Gnaj robaczku! najważniejsze jest to, jak bawią się przy niej dzieci.

Jeżeli zapytacie mnie o ten tytuł, oczywistym jest, że odpowiem, iż dla mnie jest zbyt prosty. Ale perspektywa dziecka jest inna. Siadając z 4-latkiem do rozgrywki, najpierw widzę jego emocje. Dużo emocji, gdy na kostce pojawia się trzeci raz niebieski (najkrótszy) kolor. Są wybuchy radości, gdy robaczek dziecka wysuwa jako pierwszy swój łebek. Są też westchnienia smutku, gdy zostaje w tyle. Jest to wszystko, czego ja, jako dorosły, oczekuję od gier dla dzieci. Łącznie z czasem gry, który nie przekroczy 15 minut (czyli rodzic się nie zanudzi). A dodatkowo dostaje on pretekst, by w zabawny sposób nawiązać do tego, co dzieje się w naszych ogródkach, polach, lasach.

Gnaj robaczku! / fot. Przystanek Planszówka

Jest też mini „hazard”. Ostawiamy, kto pierwszy wyłoni się przy truskawkach a kto przy stokrotkach. Z jednej strony to miła „wisienka na torcie”, z drugiej zauważyłem, że najmłodsze pociechy średnio sobie radzą z obstawianiem. Częściej „papugują” ruchy starszych. Ale też dzięki temu 6-7-latek chętniej zagra z młodszym, bo znajdzie coś więcej niż tylko rzucanie kostką. A z czasem i ten młodszy nauczy się oceny długości robaka schowanego pod grządką. Bo gra ma uczyć, ale tak przy okazji, a nie nachalnie.

Losowość, która w części gier nas frustruje, tutaj ma swój urok. Jest czymś, czego brakuje mi nieco w recenzowanej wcześniej grze Tomcio i wiosenne porządki. Bo dzięki losowości zyskujemy zmienność rozgrywki. A może się zdarzyć, jak i u mnie się zdarzyło, że na jednej, dwóch a nawet kilkunastu partiach się nie skończy zabawa…

Gnaj robaczku! / fot. Przystanek Planszówka

Gnaj z robaczkiem, gnaj!

Gnaj robaczku! mnie zaskoczyło. Przy tak prostej grze nie spodziewałem się tak pozytywnych emocji. I przyznać muszę, że w kategorii gier dla najmłodszych graczy tytuł ten sprawdza się świetnie. Proste reguły, sprytnie rozwiązana plansza, krótki czas rozgrywki i emocje wyścigu. Śmiało można postawić ten tytuł koło Dzieci z Carcassonne i Tomcia. Bo każda z nich świetnie wprowadza najmłodszych w świat gier.