„Marchewkowe pole rośnie wokół mnie
W marchewkowym polu jak warzywo tkwię”

Lady Pank – Marchewkowe Pole

Króliki są słodkie, prawda? Niewielkie, puchate, śliczne kuleczki. Nic, tylko je tulić i głaskać. W każdym razie tak się pewnie wydaje małym dziewczynkom, na przykład takim jak Elmirka z Looney Tunes. Ale nie dajmy się zwieść. Króliki nie raz jeszcze nas zadziwią, bo potrafią być… bezwzględne i krwiożercze w walce o atencję króla.

Niech marchewka będzie z Tobą

Królestwo Królików to gra autorstwa Richarda Garfielda. Tak, tego samego, który stworzył Magic: The Gathering. Na próżno jednak szukać jakichkolwiek powiązań między tymi grami, to dwa kompletnie różne bieguny. W Królestwie Królików mamy do czynienia z walką o korzystne tereny i intratne skarby, a to wszystko opatrzone zostało przepięknymi grafikami Paula Mafayona. Kupiłabym tę grę dla samych obrazków, serio! No, zresztą sami widzicie na zdjęciach, jakie to ładne. Na dodatek nie ma się do czego przyczepić jeśli chodzi o jakość wykonania. Elementy gry nie powinny się zniszczyć przez długi czas.

A tak szczerze mówiąc, króliki są tu raczej chwytem marketingowym. Bo przecież któż by nie chciał zagrać królikiem? Zamiast zwierzątek równie dobrze mogli to być ludzie, ale pewnie wtedy gra nie zwracałaby tak na siebie uwagi.

Królestwo Królików / fot. Przystanek Planszówka

Żyzna ziemia podstawą królestwa

Całość gry jest jednak królikowo spójna. Obszary o które rywalizujemy z innymi graczami to pola marchewek, stawy pełne ryb albo lasy, które dostarczą nam drewno do budowy naszego królestwa. Sęk w tym, że terytorium, które możemy zająć, jest zależne od kart, które zostaną nam rozdane. Każdy z graczy dostaje 10 lub 12 kart (w grze trzyosobowej) na rękę. Wybiera z nich dwie a resztę kart przekazuje kolejnej osobie. Te dwie, które zatrzymał, są od razu rozpatrywane i mogą dać skarb albo pozwolić zająć teren lub zbudować faktorię. Następnie wybiera się kolejne dwie karty i tak aż się skończy talia przez cztery rundy. Trzeba uważać, jakie karty przekazuje się przeciwnikom. Czasem warto zachować dla siebie kartę, która mogłaby komuś za bardzo pomóc. Dla rozgrywki dwuosobowej zasady zostały lekko zmienione, bo oprócz 10 kart na ręce, jest jeszcze 10 kart rezerwowych a zagrywa się i rozpatruje tylko jedną kartę. Dzięki tym niewielkim zmianom gra dwuosobowa jest równie przyjemna, co w pełnym składzie.

Królestwo Królików / fot. Przystanek Planszówka

W grze Królestwo Królików oprócz kart lokacji są też karty pergaminów, które rozpatruje się dopiero w fazie podliczania punktów. Moim zdaniem te ukryte karty aż za bardzo wpływają na punktację. Ktoś może prowadzić przez wszystkie cztery rundy, a po odsłonięciu kart pergaminów okazuje się, że przegrał z kretesem. Na minus można zaliczyć także to, że właściwie w grze jest mało interakcji, zarówno tej pozytywnej jak i negatywnej. Można powiedzieć, że każdy sobie rzepkę skrobie i jedynie trzeba uważać, żeby nie przekazać dalej jakiejś świetnej karty. A raz zajęty teren, jest nie do odbicia.

Królestwo Królików / fot. Przystanek Planszówka

Mechanicznie gra jest podobna do np. Kingdomino czy Królestwo w budowie, bo im większy wspólny obszar, tym więcej punktów (zobrazowanych oczywiście jako marchewki) dostaniemy. Spotykamy się też tutaj z bardzo popularną mechaniką draftu, którą Garfield zastosował już w innej swojej grze – Łowcy skarbów. Chodzi oczywiście o to, że spośród rozdanych kart, część pozostawiamy dla siebie, a resztę przekazujemy dalej. Jeśli ktoś lubi tego typu gry, Królestwo Królików pewnie mu się spodoba.

Pokaż króliczku co masz w środeczku

W pudełku oprócz mnóstwa królików (nawet różowych!) znajdziemy jeszcze znaczniki miast, które wyglądają jak małe zamki, żetony faktorii, obozów i wież, karty eksploracji i pomocy, planszę i instrukcję. Umieszczając królika na planszy, oznaczamy zajęte przez nas terytorium. Wszystko się ładnie ze sobą składa, bo gdy stawiamy razem z królikiem żeton lub budynek, elementy te odpowiednio do siebie pasują, np. żeton ma okrągłe wyżłobienie na postawienie królika, a miasto ma odpowiednie zagłębienie. Pojawia się tu niestety pewien mankament – jeśli pukniemy przypadkiem w planszę i pionki nam się zbyt mocno poprzesuwają, to właściwie nie będziemy w stanie odtworzyć układu. A pod koniec gry robi się na planszy naprawdę gęsto.

Królestwo Królików / fot. Przystanek Planszówka

Długie uszy są w modzie

Przyznaję bez bicia, że gra mi się spodobała. To nie było takie „wow, jaka genialna!”, a raczej „fajne to, na pewno jeszcze zagram”. Królestwo Królików jest przede wszystkim ładne. Zasady są też przystępne na tyle, że po jednym przeczytaniu instrukcji można siadać do gry a potem jedynie od czasu do czasu trzeba do niej zaglądać – ot, dla przypomnienia. Liczenie punktów zostały objaśnione z przykładami aż na całych dwóch stronach! Te wyjaśnienia są chyba jednak skierowane typowo dla dzieci, bo ja zrozumiałam podliczanie punktacji po przeczytaniu połowy strony. Gra zajmuje niecałą godzinę, więc ani to krótki filler, ani jakaś mega rozbudowana gra. Królestwo Królików jest kierowane do graczy od 14 roku życia, ale uważam tę granicę za nieco zawyżoną. A ze względu na tematykę, to jest właściwie gra dla każdego!

Dziękujemy wydawnictwu Egmont

Kraina z kreska2za przekazanie gry do recenzji