Czy też zauważyliście, że na rynku sporo „królewskich” gier? To znaczy gier z jakąś odmianą słów „król” i „królestwo” w nazwie? Od dłuższego czasu cieszymy się grami Królestwo w budowie czy Król i zabójcy.  Znamy Królestwo, Ucho Króla czy Podziemne Królestwa. Z kolei całkiem niedawno na rynku pojawiły się takie gry jak Kingdomino czy Królestwo królików. Mam wrażenie, że to nowy trend w planszówkach, chociaż pewnie nie prześcignie tematycznie liczby gier/filmów/książek o zombie. I powiem szczerze, że ta królewskość w grach bardzo mnie cieszy, bo jak dotychczas każda tego typu tytuł przypadał mi do gustu. Jak było z grą Majestat: Królewska Korona? Zapraszam do czytania.

No i to się nazywa ładne pudełko

Niby nie ocenia się książki po okładce, a gry po pudle, ale kiedy wzięłam pierwszy raz do ręki Majestat: Królewska Korona, już byłam zakochana. Pudełko jest po prostu śliczne. Solidne, kolorowe, błyszczące, z piękną grafiką autorstwa Anne Heidsieck. Szybsze bicie serduszka powodowała u mnie także myśl, że jest to gra autorstwa Marca André, twórcy Splendoru, jednej z najpopularniejszych i wciąż mocno docenianych gier na rynku (choć jak się przekonałam, oba tytuły poza osobą autora właściwie nie mają z sobą nic wspólnego).

W środku moim oczom ukazała się równie ciekawa i ładnie wydana zawartość. Grafiki mogą się podobać i są bardzo czytelne.  Ogólnie: wykonanie jest w porządku, nie mam się tu do czego przyczepić, również jeśli chodzi o jakość.

Majestat: Królewska Korona / fot. Przystanek Planszówka

W pudełku znajdziemy cztery zestawy kart lokacji (po osiem w każdym zestawie), cztery karty poddanych, na których każdy gracz umieszcza swoje pionki poddanych, żetony reprezentujące bogactwo oraz karty postaci, które mają rewersy zielone (te schodzą jako pierwsze) i brązowe. Wszystko jest ładnie ułożone w wyprasce, która jednak nie zabezpiecza zawartości przed przesuwaniem się.

Ale o co w tym chodzi?

Majestat: Królewska Korona jest reklamowana jako ekonomiczna gra familijna. Nie jestem pewna, czy to dobry opis, nie brzmi jak dla mnie zbyt zachęcająco i jakoś mocno kojarzy mi się z Monopoly.

Majestat: Królewska Korona / fot. Przystanek Planszówka

W Majestacie mamy do dyspozycji po osiem kart lokacji dla każdego gracza – jest to takie nasze małe królestwo. Znajdują się w nim: Młyn, Browar, Chatka Czarownicy, Strażnica, Koszary, Tawerna, Zamek i Szpital. Każda lokacja daje nam inne bonusy, ale są to przede wszystkim pieniądze. Wygra ten, kto po 12 turach zgromadzi w swoim skarbcu największą kwotę. Lokację aktywuje się poprzez zaproszenie do niej jednej z akurat dostępnych na stole postaci. Są one ułożone w konkretnej kolejności i jeśli chcemy wziąć postać bardziej oddaloną od początku, będzie ona nas kosztować więcej pionków poddanych. Tych mamy do dyspozycji 5, więc trzeba mądrze z nich korzystać, bo niekoniecznie szybko do nas wrócą. Po wybraniu postaci natychmiast na stole pojawia się nowa.

Majestat: Królewska Korona / fot. Przystanek Planszówka

I to właściwie całe zasady, streszczone w jednym, krótkim akapicie. Cała reszta jest graficznie przedstawiona na kartach. Mamy tu też pewną interakcję, bo nasze poczynania mogą zapewnić komuś niezły dochód, albo wysłać do szpitala jedną z naszych pracownic lub pracowników. Ale to właściwie tyle, więc jeśli szukacie gry na imprezę, dającą emocje i adrenalinę – lepiej wybierzcie inne tytuły.

Majestat: Królewska Korona to naprawdę prosta gra. Przyznam, że moim zdaniem nawet trochę… za prosta. Mało tutaj możliwości kombinacji czy snucia dalekosiężnych planów. Zresztą gra trwa na to zbyt krótko. Spora jest też w niej losowość, bo może się zdarzyć partia, podczas której co chwilę do wzięcia będą same młynarki, a kolejnym razem młynarek może prawie wcale nie być. A ja lubię młynarki, przydają się w czasie gry 😀

Majestat: Królewska Korona / fot. Przystanek Planszówka

No i fajnie

Pomimo tych nielicznych wad, Majestat: Królewska Korona to moim zdaniem naprawdę sympatyczna gra. Możemy stopniować poziom trudności, bo karty lokacji mają stronę A (łatwiejszą) i B (trudniejszą). Na dodatek nie wszystkie lokacje w naszym królestwie muszą być odwrócone na tej samej stronie. Gra po stronie B to większe wyzwanie, spora część naszych wyborów da monety przeciwnikowi. Już przy dwóch osobach robi to sporą różnicę, a przy pełnym składzie zły wybór może być naszym gwoździem do trumny.

Majestat: Królewska Korona / fot. Przystanek Planszówka

Majestat: Królewska Korona sprawdzi się jako niezbyt długa gra, która ma być wstępem do cięższej rozgrywki lub po prostu jako miły wypełniacz wieczoru. Nie oczekujcie jednak, że będzie spędzać Wam sen z powiek. Ja na pewno jeszcze nie raz po nią sięgnę, szczególnie, gdy będę chciała zagrać z kimś niezbyt obeznanym z planszówkami.

Dziękujemy wydawnictwu Bard za przekazanie gry do recenzji