Jedne uwielbiają kwiaty, inne zachwycą się przepięknymi wachlarzami. Tę uwiedzie instrument muzyczny a tamtą parasolka lub po prostu filiżanka dobrej herbaty… Mężczyźni wiedzą doskonale, że kobiety uwielbiają być rozpieszczane! A drobne i trafione podarunki są niemal gwarancją, że może niekoniecznie od razu oddadzą serce, ale na pewno odwdzięczą się uśmiechem, rumieńcem na policzkach, trzepotem rzęs czy przychylnym spojrzeniem. A to już dobry początek. Znajomości i… gry. Bo właśnie obdarowywanie i zdobywanie przychylności jest osią gry Gejsze, której autorem jest Kota Nakayama, a który to tytuł znalazł się na polskim rynku dzięki Wydawnictwu Nasza Księgarnia.

Gejsze / fot. Przystanek Planszówka

Witaj w Hanamikoji

Oryginalnie gra Gejsze nosi tytuł Hanamikoji. Tak nazywa się jedna z ulic w Kioto. Na Hanamikoji-dori znajdują się liczne okiya, gdzie mieszkają gejsze i ich uczennice. Z zewnątrz uliczka udekorowana jest charakterystycznymi, czerwonymi lampionami. Ale spokojnie, bardziej pruderyjni gracze nie będą musieli zamykać oczu, otwierając pudełko z grą – ilustracje wykonane przez tajwańską artystkę Maisherly Chan są piękne, subtelne zaś orientalna tematyka jest bardzo wdzięczna, co potwierdza fakt, że fanów gier (jak i samych tytułów) w tym klimacie wciąż przybywa.

Gejsze / fot. Przystanek Planszówka

W grze Gejsze dwoje graczy siada naprzeciwko siebie a pomiędzy nimi ustawia się siedem gejsz, których względy będą zdobywać, wręczając odpowiednie podarunki. Każda gejsza uwielbia co innego a przychylność zdobędzie ten z graczy, który wręczy jej więcej prezentów.

Gejsze w pudełku zamknięte

W pudełku niewiele większym niż spodek pod filiżankę, prócz wspomnianych siedmiu pięknych gejsz (twardych, sztywnych płytek) znajdujemy wszystko, co będzie nam potrzebne, by walczyć o ich uznanie – karty prezentów, żetony przychylności oraz 8 znaczników akcji – dla każdego gracza po 4. Tak – tylko 4 ruchy, aby zdobyć sympatię co najmniej 4 gejsz lub tylu gejsz, by suma punktów na ich płytkach wynosiła 11. 4 ruchy by zakończyć rundę lub nawet… całą grę!

Gejsze / fot. Przystanek Planszówka

Liczby na płytkach gejsz to także informacja, ile podarunków danego typu znajduje się w talii.

Po potasowaniu kart prezentów odkładamy jeden zakryty – ten nie weźmie udziału w rozgrywce. Każdy z graczy dostaje po 6 kart prezentów na rękę. Na początku swojej tury pierwszy gracz (ten, który ostatnio zaparzył herbatę lub najmłodszy) bierze na rękę jedną kartę z zakrytego stosu prezentów (ma ich więc teraz 7), następnie wybiera znacznik jednej z 4 dostępnych akcji i ją wykonuje. Co ważne – dana akcja jest dostępna tylko raz na rundę. Teraz następuje kolej drugiego gracza i tak na zmianę do wyczerpania akcji.

Gejsze / fot. Przystanek Planszówka

Zdobędę ją za 4, 3, 2, 1…

Tylko 4 i aż 4 akcje, by zdobyć serce gejszy i wygrać rundę albo i całą grę Gejsze. Jakie więc są możliwości?

  • Sekret – tu w swoim ruchu wybieramy z ręki jeden z prezentów i… odkładamy zakryty na bok. Wręczymy go danej gejszy dopiero na koniec rundy;
  • Eliminacja – ta akcja pozwala odrzucić z ręki dwie karty prezentów, oczywiście w tajemnicy przed przeciwnikiem;
  • Kompromis – gracz zagra aż trzy karty prezentów z ręki, ale wręczy tylko dwie, bowiem… jeden z nich wybierze przeciwnik i zagra po swojej stronie gejsz;
  • Podwójny podarunek – w tej akcji wybrać należy aż cztery prezenty, z których tworzy dwie pary. Jedna z par trafi na stronę przeciwnika ale – uwaga! – to on będzie o tym decydował.
Gejsze / fot. Przystanek Planszówka

Po wykonaniu wszystkich akcji czas sprawdzić i oznaczyć, kto zdobył przychylność poszczególnych gejsz. Żetony przychylności ułożone na każdej z gejsz przesuwa się w stronę gracza, który wręczył więcej prezentów. I co ciekawe, okazać się może, że już po pierwszej rundzie gracz spełnił jeden z wymaganych warunków zwycięstwa. To sprawia, że rozgrywka w Gejsze może trwać nawet krócej, niż wskazane na pudełku 20 minut! Jeśli jednak tak się nie stało, gra rozpoczyna się od nowa, przy czym żetony przychylności nie zmieniają swojego położenia.

Patrz uważnie, co się wkoło dzieje. Każda rzecz może zdecydować o twojej przyszłości

Cztery akcje, 20 minut, pudełko wielkości spodka pod filiżankę… Prostota tej gry zaskakuje. Ale za banalnymi zasadami kryje się sporo decyzji do podjęcia. Jednak nie spodziewajcie się eksplozji emocji – Gejsze to gra, która dzieje się głównie w głowie. To gra, przy której się wiele myśli, mniej działa. Wygrana czy przegrana nie zawsze zależy od podejmowanych wyborów ale często uzależniona jest od tego, co zrobił drugi gracz. Trochę niczym w pokerze – w Gejszach nie do końca grasz swoją ręką, grasz też ręką gracza siedzącego naprzeciwko Ciebie.

Gejsze / fot. Przystanek Planszówka

Mała przestrzeń decyzyjna, trochę losowości i dość spore ograniczenia nie będą podobać się wszystkim. Patrzę w swoje karty i zawsze wydaje mi się, że mój przeciwnik jest w lepszej sytuacji. A tak naprawdę żadne z nas nie ma przewagi na starcie. 10 kart do zagrania, ale na początku znasz tylko 6 z nich. Sporo, ale wciąż za mało, by zdecydować o strategii, która rozciąga się na kilka poziomów – wymaga takich działań, by nie dać przeciwnikowi na tacy zbyt wielu informacji a jednocześnie samemu zebrać jak najwięcej danych.

Gejsze / fot. Przystanek Planszówka

Każda decyzja wydaje się być interesująca, wszystkie ciężko podjąć – nawet wybór pierwszej akcji często bywa trudny i bolesny. Planowanie kolejnych ruchów to luksus, z którego rzadko w Gejszach da się korzystać. Im jednak więcej rozgrywek, tym więcej pomysłów czy blefu.

Gejsze / fot. Przystanek Planszówka

Ulica japońskiej wiśni
niech Ci się przyśni co jakiś czas

Gejsze to prosta, zwarta, sprytna gra w przepięknej oprawie. Ale nie ma co liczyć na to, że zabierze nas w wyjątkową podróż do Japonii. Poza cudownymi, eleganckimi grafikami próżno szukać w niej klimatu. To inteligentny, jednak zupełnie abstrakcyjny tytuł, nieco pozbawiony charakteru. I choć zadaniem gracza jest zdobycie przychylności kobiety, zupełnie nie oznacza to, że rozgrywka w damskim gronie jest zabroniona czy pozbawiona uroku.

Gejsze / fot. Przystanek Planszówka

Grę szybko się rozkłada, szybko się tłumaczy i szybko się w nią gra. Niektórzy zarzucają, że nawet zbyt szybko, jednak dla mnie to jej spory atut – nie zdarzyło się chyba, bym poprzestała na jednej rozgrywce. Zawsze chcę rewanżu. Kolejnego i kolejnego, i kolejnego… Czy będę grać w Gejsze każdego dnia? Nie. A jednak wciąż pojawia się na stole częściej niż niektóre cięższe tytuły. Cieszę się, że mam ją w swojej kolekcji, bo mogę po nią sięgnąć jak po filiżankę herbaty – zawsze wtedy, gdy mam niewiele czasu a do tego wielką ochotę zagrać we dwoje. Uwielbiam chichotać za wachlarzem kart, w oczekiwaniu na ruch przeciwnika. I wciąż zaskakuje mnie, jak wiele można było zmieścić w tak niewielkim pudełku. Dla mnie Gejsze to wielkie pozytywne zaskoczenie.