Inspektor Tusz na pewno nie jest typowym tytułem. Wydawać by się mogło, że temat kalamburów został już całkowicie wyeksploatowany i nic nowego nie da się wymyślić. I wtedy pojawia się Inspektor Tusz w swoich gadżeciarskich okularach i udowadnia, że wyobraźnia ludzka nie ma granic.

Chwała technice!

Aż trudno pomyśleć, jak daleko zaszła nasza technologia. Jeszcze niedawno cała muzyka odtwarzana była na kasetach, telefony potrzebowały kabla, ich priorytetową funkcją było nawiązywanie połączeń a przeciętna strona internetowa ładowała się długie sekundy. Na szczęście dzięki szybkiemu rozwojowi, całą rozrywkę mamy w jednym urządzeniu, strony internetowe ładują się najczęściej błyskawicznie, a lodówki robią za nas zakupy. Dlatego nic dziwnego, że w tym całym technologicznym wyścigu, ktoś w końcu wymyślił okulary, przez które nie widać niektórych kolorów.

Inspektor Tusz / fot. Przystanek Planszówka

Czerwień widzę, czerwień

Inspektor Tusz to gra imprezowa, dlatego jej zasady nie są zbyt skomplikowane. W trakcie rozgrywki naszym celem będzie odgadnięcie jak największej liczby haseł, a co za tym idzie – zdobycie jak największej liczby punktów. Hasła losujemy z talii kart. Następnie rysujemy je żółtym mazakiem na najzwyklejszej kartce. Ot, kalambury. Czym to się różni od innych gier tego typu, zapytacie? Otóż przed wylosowaniem karty należy rzucić kostką, by określić, kto założy tajemnicze okulary. Może to być część grających, może to być nawet sam rysujący a mogą i wszyscy gracze. Specjalne okulary sprawiają, że cały świat widzimy… na czerwono! Jednocześnie ten niezwykły gadżet sprawia, wykorzystując zapewne jedno ze zjawisk optycznych, że nie jesteśmy w stanie dojrzeć śladu, jaki pozostawia żółty marker. Dlatego w odróżnieniu od innych gier typu kalambury, w grze Inspektor Tusz albo ktoś będzie musiał rysować „na ślepo”, albo zgadywać, co rysownik ma na myśli, odczytując to wyłącznie z ruchów jego ręki.

Inspektor Tusz / fot. Przystanek Planszówka

Przydzielanie punktów, które w tej grze symbolizują żetony mikrofilmu, zależy od wybranego wariantu rozgrywki: czarnego lub niebieskiego. Jak można się domyślić, czarny to wariant trudniejszy. Na kartach z hasłami mamy zawsze dwa napisy. W przypadku wariantu czarnego, odgadnięcie jednego z zapisanych haseł wiąże się z utratą punktu. W przypadku niebieskiego wariantu, jedno z haseł jest zawsze priorytetowe a odgadnięcie go daje dwa punkty, przy czym dopóki piasek w klepsydrze się nie przesypie, zgadujący mogą jeszcze próbować odgadnąć drugie z haseł, warte jeden punkt. Jednak jeśli owo drugie hasło zostanie odgadnięte przed pierwszym, to przydzielany jest tylko jeden punkt, a rysowanie dobiega końca.

Inspektor Tusz / fot. Przystanek Planszówka

Czy warto opłacać tego inspektora?

Inspektor Tusz głównie ze względu na swoje gadżeciarskie okulary może nie wszystkim przypaść do gustu. Jeśli gramy w domu, to oczywiście czerwone szkła (choć powinienem powiedzieć – kawałki plastiku) nie stanowią większego problemu, bo nawet okularnicy mogą bez większego dyskomfortu założyć czerwone okulary na swoje własne. Jednak jeśli gramy poza domem (a pamiętajmy, że gry imprezowe często lądują na barowych stolikach), to niektórzy mogą się wstydzić czy krępować założyć te okulary i chyba nie ma w tym nic dziwnego.

Chciałbym powiedzieć coś więcej o grze i rozgrywce, ale chyba niewiele więcej można dodać. I wydaje mi się, że nawet nie trzeba. Dość łatwo sobie wyobrazić, jak to wszystko przebiega. Zasady są proste i przejrzyste, instrukcja i komponenty też całkiem w porządku a sama rozgrywka sprawia jako taką przyjemność. I to jest chyba największy minus tej gry. Wszystko jest „ok”, nie ma się za bardzo do czego przyczepić, a z drugiej gra jednak nie wywołała we mnie efektu „wow!”, który wyróżnił by ją na tle innych. Niby są te czaderskie okulary, ale zasadniczo jednocześnie zachęcają i odpychają od tej gry. Przynajmniej mnie.

Jeśli ktoś lubi kalambury i wszystkie ich pochodne, to Inspektor Tusz będzie świetnym uzupełnieniem kolekcji. Rysowanie i odgadywanie haseł „po omacku” może okazać się świetną zabawą. Późniejsze podziwianie naszych dzieł po zdjęciu okularów również potrafi zaskoczyć i wywołać salwy śmiechu.

Inspektor Tusz / fot. Przystanek Planszówka

Ostatnie pytanie, na które trzeba odpowiedzieć w przypadku gry Inspektor Tusz brzmi: na jak długo wystarczy marker? Odpowiedzi nie znam, ale sprawdziłem i pisak z gry można bez problemu zamienić po prostu na żółty zakreślacz.