Niejednokrotnie wspominam gry z mojego dzieciństwa, chociaż nie było ich wiele. Teraz na rynku jest pełno najróżniejszych tytułów, ale z czasów mojej młodości pamiętam, że grałam w Chińczyka, Grzybobranie lub Memory, polegającą na wyszukiwaniu par identycznych obrazków. Była to więc bardzo prosta gra pamięciowa, co nie przeszkodziło mi jednak w spędzeniu nad nią długich godzin. Polska Luxtorpeda od wydawnictwa Egmont również jest grą pamięciową, ale wzbogaconą o wiele elementów. Do tego jej autorem jest nie wymagający chyba przedstawienia Reiner Knizia, twórca wielu gier planszowych (podobno ponad 600!). Na pewno choćby ze słyszenia kojarzycie jego nazwisko czy takie tytuły, jak Pędzące żółwie, Hobbit czy Tygrys i Eufrat.

Pudełko kartami stoi

Okładka pudełka gry Polska Luxtorpeda od wydawnictwa Egmont nie wygląda moim zdaniem zbyt zachęcająco. Jest ciemna, ponura i aż nazbyt prosta. I oczywiście dostajemy trzy razy większe pudełko niż to konieczne, bo w środku znajdują się tylko dwie talie kart i instrukcja. Spokojnie można było zrobić z tego wersję kieszonkową, nie rozumiem po co takie duże opakowanie. Jeśli zaś chodzi o tytuł gry, wydaje się sugerować, że czeka nas karciana ekspresowa podróż luksusowym pociągiem dalekobieżnym po Polsce.

Polska Luxtorpeda / fot. Przystanek Planszówka

Same karty są ładne, ale nie wyróżniają się niczym szczególnym. Warto dokupić do nich koszulki, bo mogą się szybko zniszczyć, tym bardziej, że jest to gra typu „kto pierwszy ten lepszy”, możemy się zatem spodziewać, że po krótkim czasie wygląd kart odzwierciedlać będzie emocje, które towarzyszyły rozgrywce 😉

Polska Luxtorpeda / fot. Przystanek Planszówka

Wiśnia, barszczyk, kotek!

Jak wspomniałam, Polska Luxtorpeda to dwie talie kart – łatwa i trudna. W łatwej mamy następujące kategorie: dzikie zwierzęta, zwierzęta domowe, rośliny uprawne, potrawy, święta, pojazdy, krajobrazy. Trudna to również zestaw siedmiu kategorii: baśnie i legendy, przywódcy, ważne daty, pomniki, sport, sławni Polacy, trudne słowa. W każdej kategorii znajduje się 7 kart. Dużo tu siódemek, może liczyli na szczęśliwą liczbę? 😉

Polska Luxtorpeda / fot. Przystanek Planszówka

Moim zdaniem liczba ta nie jest przypadkowa, ale dokładnie przemyślana, bo kart nie jest ani za dużo, ani za mało jak na jedną rozgrywkę. Możemy się pobawić, a jednocześnie nie zdążymy się znudzić, co mogłoby być problemem, gdyby zgadywanie trwało zbyt długo.

Kto pierwszy ten lepszy

Najpierw należy w rzędzie rozłożyć karty kategorii, następnie pod każdą umieścić po jednej odpowiadającej karcie obiektu. Pozostałe tasujemy i odkładamy na stół. Czekamy chwilę, aż każdy zapamięta, gdzie która karta leży, następnie karty obiektów odwracamy. I wtedy zaczyna się zabawa.

Polska Luxtorpeda / fot. Przystanek Planszówka

Losujemy jedną kartę z potasowanego stosu i wykładamy na stół, aby wszyscy ją widzieli. Jeśli jest to karta np. z kategorii Potrawy, musimy szybko powiedzieć, jaka potrawa leży zakryta na stole. Kto pierwszy zgadł, bierze tę kartę do siebie. Na miejsce zabranej karty pojawia się ta przed chwilą wylosowana. I lecimy dalej, ciągnąc karty aż skończy się stos. Wygrywa oczywiście ten, kto zgadł najwięcej obiektów, czyli ma zebranych najwięcej kart.

Polska Luxtorpeda / fot. Przystanek Planszówka

Czy to nie jest gra dla dzieci?

Zasady gry Polska Luxtorpeda są naprawdę bajecznie proste, zrozumie je zarówno małe dziecko, jak i osoba w podeszłym wieku. Z tego powodu mogło by się wydawać, że to gra dla najmłodszych. Ale prócz łatwej talii mamy przecież również talię trudną, która stanowi trochę większe wyzwanie.

Oczywiście można też kartami kombinować dowolnie, na przykład użyć tylko kilku kategorii gdy grają małe dzieci, albo wręcz przeciwnie – zaszaleć i rozłożyć obie kategorie na raz! Wyjdzie nam wtedy wersja dla twardzieli!

Polska Luxtorpeda / fot. Przystanek Planszówka

Zauważyłam, że najlepiej w Polską Luxtorpedę gra się z ludźmi w podobnym wieku. Gdy graliśmy całą rodziną, babcia (lat 89) nie miała szans. Zagrała jednak mimo to i stwierdziła, że było nawet przyjemnie, ale ze mną więcej nie gra, bo jestem za szybka 😀 (Nadmienię tylko, że babcia to gracz wytrawny, Monopoly Deal, Splendor…, zagra we wszystko!)

Dlatego wydaje mi się, że Polska Luxtorpeda nada się doskonale w gronie rówieśników. Będzie również świetna przede wszystkim dla dzieci i to nie tylko od 5 lat, jak sugeruje pudełko. Czterolatek będzie się świetnie bawił, jeśli mu z talii wybrać np. tylko 3 kategorie, a do tego wspierać, zachęcać i pomagać. Tytuł ten może więc z powodzeniem służyć jako gra edukacyjna, tym bardziej, że posiada w sobie mocny polski akcent. Patriotyzm trzeba wpajać dzieciom od małego.

Polska Luxtorpeda / fot. Przystanek Planszówka

Ogólnie rzecz biorąc gra jest przyjemna i wywołuje sporo śmiechu. Albo frustracji, gdy po raz ósmy ktoś Ci zwija kartę sprzed nosa! Ale spokojnie, raczej nie odejdziecie od stołu pokłóceni, najwyżej będziecie już wiedzieć na przyszłość, z kim lepiej nie grać, bo ciągle wygrywa 😀

Polska Luxtorpeda (jak sama nazwa sugeruje) to rzeczywiście bardzo szybka gra. Można ją zabrać na imprezę, bo sugerowane maksimum graczy to osiem. Pewnie dałoby się zagrać w więcej osób, chociaż podejrzewam, że to byłby już chaos. Podoba mi się, że dobrze działa też dla dwóch graczy. Na długie chłodne wieczory pojedynek w tę grę będzie w sam raz.

Polska Luxtorpeda / fot. Przystanek Planszówka

Gdybym miała oceniać Polską Luxtorpedę jako grę dla dorosłych, dałabym 6/10, bo choć gra się przyjemnie, to jednak nie porywa serca i nie spędza snu z powiek. Jako tytuł dla dzieci dostałaby ode mnie 8/10, stąd ocena końcowa to 7/10, czyli gdzieś po środku. Myślę, że za tę kwotę warto się w nią zaopatrzyć, szczególnie, jeśli będą po nią sięgali także najmłodsi.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont

Kraina z kreska2za przekazanie gry do recenzji