Spytałam moją 7-letnią córkę, z czym kojarzy jej się słowo „duch”. – Ze straszeniem – odpowiedziała w pierwszej kolejności, po czym dodała: – Z lataniem i byciem niewidzialnym. I jeszcze z nawiedzonym zamczyskiem.
– A czy możesz dotknąć ducha? – dopytywałam. – No nie! Duchy są jakby zrobione z powietrza. Nie można ich dotknąć, mogą przenikać przedmioty, drzwi, ściany… – usłyszałam. Na co zaproponowałam:

Chodź, postraszymy trochę!

Zazwyczaj w grach, w których pojawiają się duchy, gracze wcielają się w tych, którzy stawiają zjawom czoła, mają z nimi walczyć, próbować je złapać czy przechytrzyć. W skrócie – stoją z duchami po dwóch przeciwnych stronach barykady. W grze BUUU! od wydawnictwa Fox Games jest jednak odwrotnie. To my – gracze – stajemy się duchami, a naszym zadaniem będzie nastraszyć gości Zamku na Czarnej Skale w północnej Szkocji. To właśnie tu odbywają się bowiem wielkie zawody straszenia dla początkujących duchów. Zwycięzca turnieju zostanie okrzyknięty „Mistrzem straszenia”.

Buuu! / fot. Przystanek Planszówka

Wejdź w progi Zamku na Czarnej Skale

Nim turniej się rozpocznie, musimy najpierw wznieść Zamek na Czarnej Skale. Konstrukcję rozpoczynamy od murów – identyczne herby i obrazy mają leżeć naprzeciwko siebie. Następnie rozmieszczamy komnaty. Mamy tu do czynienia z planszą typu „u-build” – poza pierwszym kaflem, który musi znaleźć się obok Białej Wieży, wszystkie pozostałe 8 kafli z komnatami układamy zupełnie dowolnie. Dzięki temu za każdym razem, gdy rozłożymy grę BUUU!, plansza będzie wyglądała inaczej, a to niewątpliwy atut gry.

Buuu! / fot. Przystanek Planszówka

Atutem jest też wygląd planszy. Oto naszym oczom ukazuje się przekrój poziomy zamku, a każda komnata jest inna. Ale to nie one będą nas interesować, a ściany w sześciu różnych kolorach. Ściana to wprawdzie dla ducha żadna przeszkoda, ale ponieważ nie bierzemy udziału w typowym straszeniu, tylko w zawodach, muszą nas obowiązywać pewne zasady. W grze BUUU! podstawowa zasada brzmi: duch może dotrzeć do gościa tylko przez ściany jednego koloru.

Gdy nawiedzone zamczysko już stoi, czas umieścić ducha w jednej z centralnych komnat, zaprosić gości i zacząć wielki turniej straszenia. Pierwszym graczem staje się ten, który przywdział na siebie najwięcej białych elementów.

Niech wygra najstraszniejszy? Czy może najszybszy?

Stosik żetonów gości Zamku na Czarnej Skale układamy obok planszy. Mają one rosnące numerki, ale nie jest to punktacja, tylko kolejność „zapraszania” ich w progi zamku. W każdej kolejce pojawiać się będzie bowiem tylko jeden gość. Ne rewersach żetonów gości znajdują się cztery różne lokalizacje wyznaczone przez herb i portret. Przed rozpoczęciem rozgrywki gracze decydują, który numer lokalizacji będzie podczas danej gry obowiązywał. Ten prosty zabieg wpływa na regrywalność BUUU! – trudno jest zapamiętać i przewidzieć zawczasu, gdzie pojawi się gość. To, oraz zmienna plansza sprawia, że niemal niemożliwe staje się nauczenie dróg dotarcia ducha do gościa, a każda runda staje się nowym wyzwaniem.

Buuu! / fot. Przystanek Planszówka

Gdy tylko gość pojawi się w jednej z komnat, turniej rozpoczyna się. Wszyscy gracze jednocześnie zastanawiają się, jak pionkiem ducha dotrzeć do żetonu gościa. Nie mogą wodzić palcem po planie zamku, nie mogą poruszać żetonem zanim nie będą pewni wybranej drogi. Gracz, który odnajdzie drogę krzyczy „BUUU!” i wymienia kolor, który wybrał. Następnie porusza pionkiem ducha. Duch może wchodzić do komnat, wychodzić z nich, a także przechodzić przez ściany w tylko jednym kolorze.

Jeśli trasa ducha okazała się właściwa, gracz bierze do siebie żeton gościa oraz żeton ściany w kolorze, który wymienił. Dopóki ściana w danym kolorze leży przed nim, nie może on przenikać przez te ściany. Duch pozostaje w miejscu, w którym „wystraszył” gościa i stamtąd będzie wyruszał, by przerazić kolejnego.

Buuu! / fot. Przystanek Planszówka

Jeśli gracz wybrał błędną drogę, zapomniał trasę albo użył koloru kafelka ściany, który ma przed sobą – wszyscy gracze dalej szukają drogi. Jeśli natomiast któryś z graczy uzna, że trasy nie da się ustalić, podnosi rękę do góry. Gdy więcej niż połowa graczy uniesie rękę – poszukiwania kończą się, żeton gościa zostaje odrzucony, pojawia się nowy gość w innej komnacie i zabawa zaczyna się od początku.

Na planszy można umieścić jeszcze dodatkowo żetony „zapadni” i „przemiany”. Pierwsze pozwalają przemieszczać się tajemnym przejściem bezpośrednio do drugiej komnaty z zapadnią. Żeton przemiany pozwala zmienić kolor ścian, przez które będzie przechodził duch. Przyznam, że zawsze gramy z tymi żetonami, zdecydowanie przyspieszają i uatrakcyjniają one rozgrywkę.

Buuu! / fot. Przystanek Planszówka

No i najważniejsze – kto wygrywa? W grze BUUU! tytuł „Mistrza straszenia” zdobywa ten, kto zebrał 4 kafelki ścian, 5 żetonów gości, bądź – gdy stos żetonów gości się wyczerpał – ma najwięcej wszystkich żetonów.

Kolorowy zawrót głowy

Zasady gry BUUU! od FoxGames są naprawdę proste, a 7-latki złapią je w lot. Czy złapią i młodsze dzieci? Nie miałam okazji się przekonać, ale sądzę, że także dla 5- czy 6-latków nie będzie to żadna wielka filozofia.

BUUU! to gra, w której liczy się skupienie, spostrzegawczość, refleks i umiejętność myślenia przestrzennego. Każda runda wymaga sporej pracy intelektualnej i wciąż aktywnego myślenia, dlatego – choć to przyjemna gra dla dzieci – raczej nie warto siadać do BUUU! po jakimś cięższym tytule. Nie jest to też niestety gra dla każdego. Mam w domu daltonistę, dla którego znalezienie trasy w gąszczu kolorowej plątaniny ścian jest po prostu niemożliwe… I choć, jak wyczytałam, daltonizm dotyka tylko około 8% mężczyzn (bo to u nich niestety występuje najczęściej), to jednocześnie oznacza to, że te 8% zostanie zupełnie wykluczonych z rozgrywki. Szkoda.

Buuu! / fot. Przystanek Planszówka

Czy chętnie straszymy gości Zamku na Czarnej Skale? Moja 7-letnia córka nawet to lubi. W gronie rówieśników rzeczywiście rozgrywka nabierała tempa, pojawiało się więcej hałasu a każda runda zyskiwała żywsze tempo. Ja niestety przy BUUU! bawię się bardzo średnio… A już zupełnie nie wyobrażam sobie zaproponować ten tytuł w gronie wyłącznie dorosłych graczy. Owszem, gra jest bardzo przyjemna dla oka, a łatwość tłumaczenia zasad i zmienność rozgrywki sprawia, że BUUU! naprawdę może się podobać. A jednocześnie bardzo brakuje mi tu emocji, jakie dają inne tytuły dla dzieci – zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Rozgrywka nawet na maksymalną liczbę graczy często przebiega w milczeniu, gdy wszyscy skupiają się nad planszą, poszukując właściwej drogi. Pierwszy, drugi, trzeci gość – jeszcze się angażujemy, jeszcze mamy zapał i energię. Ale z przybyciem każdego kolejnego ów zapał zmienia się w zmęczenie, rozkojarzenie, frustrację czy wreszcie nudę…

Buuu! / fot. Przystanek Planszówka

Radość i euforia pojawiają się, gdy w pocie czoła ustalona trasa okazuje się być tą właściwą, ale to chwilowe rozładowanie, bo przecież wkracza kolejny gość i znów trzeba wytężyć umysł. No i wiem, że w poważnym „móżdżeniu” przy planszówkach nie ma nic nadzwyczajnego czy nowego, jednak w grze BUUU! nie przynosi to jakiejś wyjątkowej satysfakcji. Przynajmniej mnie. A widzę, że dzieciom również – nie za każdym razem dały radę dotrwać do końca rozgrywki, bardzo często też bez większych emocji czy radości z wygranej kończyły grę i sięgały po inną.

Chętnie dowiem się od innych „Mistrzów straszenia”, czy mają podobne odczucia, czy może to ja po prostu na taki znamienity tytuł nie zasługuję 😉