Tę pozycję można opisać w zasadzie pięcioma słowami: idealny worker placement dla początkujących. Jest to również pierwsze amerykańskie euro, które odniosło sukces. Obecnie Lords of Waterdeep znajduje się w pierwszej pięćdziesiątce w rankingu BGG. Jest to wysoka pozycja, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż obecne nowości wspinają się w rankingu niezwykle szybko.

Tematyka gry Lords of Waterdeep została umiejscowiona w świecie Dungeons&Dragons, ale równie dobrze jej otoczka mogłaby być zupełnie inna. Nie ulega wątpliwości, że gracze będący w temacie D&D, na kartach czy planszy znajdą smaczki, o których pozostali niewtajemniczeni nie będą mieli pojęcia. W grze wcielamy się w jednego z Lordów miasta Waterdeep. Za pomocą agentów i poszukiwaczy przygód (kolorowe kosteczki) będziemy realizować zadania, które przyniosą nam pożądane punkty zwycięstwa!

Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę

Zasady gry Lords of Waterdeep są naprawdę banalne. Wszystkie informacje przedstawiono graficznie na planszy w bardzo czytelny i intuicyjny sposób. Gracze po kolei umieszczają swoich agentów w budynkach znajdujących się w mieście i pobierają odpowiednie zasoby. Głównie będą to kostki symbolizujące poszukiwaczy przygód. Pomarańczowe sześciany to wojownicy, biali są kapłani, magów pomalowano na kolor fioletowy a czarne kosteczki to zastępy łotrzyków. W niektórych budynkach można zdobyć złoto. Służy ono głównie do budowy kolejnych budynków o bardziej zaawansowanym działaniu.

Wszystkie wymienione wyżej zasoby zbieramy, aby wykonywać zadania, za które dostajemy punkty. Questy dzielą się na kilka rodzajów. Wspominam o tym dlatego, że każdy z Lordów na koniec gry punktuje zadania innego typu. Warto się więc właśnie takich zadań podjąć. Do tego celu również przeznaczono odpowiedni budynek na planszy.

Ciekawym urozmaiceniem gry są karty Intryg, które wprowadzają odrobinę negatywnej interakcji. Aby zagrać Intrygę na innego gracza, musimy umieścić agenta w odpowiednim budynku. W odróżnieniu od reszty miejsc, agenci „od intryg” będą na koniec rundy ponownie rozstawieni, co oznacza, że wykonają dodatkową akcję. Działanie złośliwych kart z reguły pozwala wzbogacić się kosztem innych graczy. Wśród nich można też trafić na tak zwane zadania obowiązkowe. Kiedy zagramy taką kartę na innego gracza, nie może on wykonać żadnej misji, dopóki nie pozbędzie się otrzymanej karty. To z kolei wymaga oddania kilku cennych kosteczek ze swoich zasobów.

Muszę tu wspomnieć, że to chyba pierwszy tytuł, gdzie negatywnej interakcji wcale nie ma aż tak dużo, a mimo to wzbudza on więcej emocji niż niejedna gra, w której bezpośrednio niszczymy przeciwników.

Czas w Lords of Waterdeep ucieka bardzo szybko. Gra trwa jedynie osiem rund, podczas których mamy do dyspozycji od dwóch do pięciu agentów. Ich liczba zależy od liczby graczy biorących udział w rozgrywce. Miejsca na planszy nie ma dużo i czuć tu presję uciekającego czasu. Nieraz nawet przez kilka kolejek ciężko jest zdobyć upragnionych poszukiwaczy przygód.

Pudełko z Miasta Wspaniałości

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam pudełko gry Lords of Waterdeep, byłam mocno zdziwiona. Nie jest ono takie, do jakich przyzwyczajeni są gracze. Boki wieka nie sięgają do podstawy pudełka a tylko do połowy jego wysokości. Wygląda to bardzo oryginalnie, ale jest trochę niefunkcjonalne. Takiego pudełka nie postawimy pionowo, gdyż zaraz się otworzy. To jednak nie jedyny minus. Wypraskę zaprojektowano tak, aby mieściły się w niej wszystkie elementy, każdy z nich ma swoje miejsce. Przegródki na karty są tak idealne, że można zapomnieć o jakichkolwiek koszulkach. Udało mi się co prawda upakować je w pudełku w koszulkach Ultra-ProFit, ale po pewnym czasie koszulki zaczęły mieć ośle uszy. Dlatego też ostatecznie z nich zrezygnowałam. Do reszty komponentów nie można mieć zastrzeżeń. Wszystko jest solidne. Karty, pomimo tego, że wydają się cienkie i giętkie, są wydrukowane na specjalnym papierze, przez co nie zauważyłam, żeby się zużywały. Z drugiej strony karty misji przez większość czasu spoczywają spokojnie na stole. Bardziej narażone na zniszczenie są karty Intryg.

Rozgrywka jest płynna i szybka. Tura gracza trwa zazwyczaj kilka sekund. Same zasady również tłumaczy się błyskawicznie. Jedyną przeszkodą może okazać się zależność językowa gry. Angielszczyzna znajduje się na kartach Zadań i Intryg. O ile Zadania są jawne, to kart Intryg raczej nie powinniśmy pokazywać innym graczom. Gra póki co nie była i najprawdopodobniej nie będzie wydana po polsku. Przy odrobinie cierpliwości i wysiłku można jednak opanować słowa kluczowe występujące w grze i dać sobie z nią radę.

Prostota może być trudniejsza od komplikacji

Lords of Waterdeep to tytuł, który bardzo dobrze się skaluje. Rozgrywka  na dwie osoby jest zupełnie inna niż w pełnym gronie, ale gra bardzo dobrze działa w każdym składzie. Duża jest też regrywalność pozycji. Do dyspozycji mamy 11 lordów, całą gamę misji, intryg i budynków. Niestety, już w momencie wydania gry wiadomo było, że lada moment pojawi się dodatek. Na planszy znajduje się miejsce dla szóstego gracza, który jest jednym z elementów rozszerzenia. Przy tej okazji chciałam też wspomnieć, że gra jest dość droga. Gdyby w pudełku zamiast kolorowych kosteczek znalazły się meeple przypominające magów czy wojowników, mogłabym się zgodzić z jej ceną. Wzrósłby też klimat odczuwalny podczas rozgrywki. Zamiast rekrutować kosteczki, najmowalibyśmy maga z prawdziwego zdarzenia.

Rozgrywka jest tak szybka, że praktycznie nie ma czasu na podziwianie świetnych ilustracji, które znajdują się na kartach. Grafika znajdująca się na planszy również jest bardzo ładna i klimatyczna. Zaletą jest także to, że na planszy znalazło się miejsce na talię kart, zadania i budynki, które powstają podczas rozgrywki.

Gra to prosty worker placement, który jednak oferuje sporo wyborów. Dzięki wzbogaceniu o negatywne efekty kart Intryg jest ciekawie i emocjonująco. Jeśli lubicie tę mechanikę, szukacie tytułu do wciągnięcia nowych graczy i jednocześnie nie przeraża Was angielski – polecam rozważenie tej pozycji.

Tekst ten został opublikowany na blogu Red Dice 12 marca 2015 roku. Czy od tego czasu coś zmieniło się w mojej opinii o niej?

Absolutnie nie! Nadal uważam, że jest to najlepsze proste euro, jakie posiadam w swojej kolekcji. Jedyne co mogę dodać, to to, że obecnie już nie jest to jedyne świetne american euro, jakie istnieje na rynku gier planszowych. Od pojawienia się Jamiego Stegmeiera mamy do dyspozycji jeszcze kilka rewelacyjnych eurasów w stylu USA. Pozycje takie jak Scythe, Viticulture czy tegoroczny Charterstone należą jednak już do bardziej zaawansowanych gier.

Wracając do Lords of Waterdeep, to pomimo, że gra ma na karku te 6 lat, nie czuć żeby się zestarzała. Na pewno jeszcze długo będę się przy niej świetnie bawić!