Dlaczego tak się cieszyłem na tę grę? Przecież nie grałem nigdy w wersję komputerową. To skąd to przyspieszone bicie serca, gdy na stronie Wydawnictwa Galakta pokazała się informacja, że planszowa wersja  będzie dostępna w grudniu? Skąd ten niemożliwy do opanowania uśmiech, gdy otwierałem gwiazdkowy prezent? Skąd to drżenie rąk przy wyciąganiu figurek z pudełka? Przecież jeszcze parę lat temu nie wiedziałem, co to jest This War of Mine.

A zaczęło się tak… Któregoś wieczoru siedzieliśmy ze znajomymi nad jakąś grą. Po skończonej partii zaczęliśmy rozmawiać o bitewniakach, wojnie i tym podobnych sprawach. I wtedy padły słowa:

Na wojnie nie każdy jest żołnierzem.

Kolega opowiedział mi wtedy pierwszy raz o komputerowej wersji This War of Mine, w której dość nietypowo nie jesteś żołnierzem a cywilem, zmuszonym do przetrwania w oblężonym mieście. Pamiętam jak pomyślałem wtedy, że to fajny pomysł…

This War of Mine: gra planszowa / fot. Przystanek Planszówka

Stąd więc, gdy usłyszałem, że gra będzie przeniesiona na planszę, powiedziałem sobie: muszę ją mieć! I zaczęło się! Wypatrywanie terminu wydania, listy do Św. Mikołaja, czekanie, czekanie, czekanie, aż wreszcie pod choinką pojawiła się paczka, a w niej upragnione pudło!

Dopóki na świecie będzie istniał człowiek, będą też wojny.

Albert Einstein

W pudełku This War of Mine znajdujemy przepiękną dwustronną planszę, kilka kości, całą masę kart, żetonów, przepięknie wykonane znaczniki drewna, komponentów i wody, a także figurki. Poza tym mamy jeszcze 2 książki – Dziennik i Księgę Skryptów. I o ile Dziennik to tylko kilkanaście stron z dokładnym opisem przebiegu tury, to Księga Skryptów w pełni zasługuje na miano książki. Kilkadziesiąt stron gęsto zapełnionych prawie dwoma tysiącami paragrafów… Robi wrażenie! Jedyne czego brakuje mi w pudle, to jakieś karty pomocy z przebiegiem rundy, żeby nie wertować cały czas Dziennika.

This War of Mine: gra planszowa / fot. Przystanek Planszówka

This War of Mine jest grą kooperacyjną dla 1-6 osób, w której niezależnie od liczby graczy wspólnie prowadzi się do 4 postaci. Wszystkie decyzje podejmowane są wspólnie, po dyskusji, jednak ostatnie zdanie ma lider, który jest wyznaczony przez grę i bardzo często się zmienia.

Wszystko wiemy, więc teraz nie pozostało nic innego, jak tylko rozpocząć walkę… o przetrwanie.

Zaraz, zaraz, a instrukcja? Przecież taka wielka i skomplikowana gra ma pewnie obszerną instrukcję, mnóstwo skomplikowanych zasad i w ogóle… Nic bardziej mylnego. Cała instrukcja mieści się na kilkunastu stronach Dziennika a autorzy wręcz zalecają, by wcale jej nie czytać przed pierwszą rozgrywką. Wszystkiego nauczy nas pierwsza runda, która składa się z 7 następujących po sobie faz (poranek, akcje dzienne, zmierzch, wieczór, wyprawa, intruzi i świt). Podczas każdej z nich do wykonania mamy opisane w Dzienniku czynności.

This War of Mine: gra planszowa / fot. Przystanek Planszówka

Rozpoczyna się nowy dzień…

O poranku rozpatrujemy kartę wydarzenia. W schronieniu robi się coraz zimniej, więc dodajemy odpowiednią ilość żetonów chłodu, a potem coś się dzieje. Zwykle nie jest to dla nas przyjemne, choć zdarza się inaczej. Niestety rzadko…

W ciągu dnia lepiej nie opuszczać schronienia, bo może nas spotkać zabłąkana kula snajpera. To dobry czas na posprzątanie schronienia, szukanie materiałów, budowanie sprzętów i korzystanie z nich. Każda postać ma do dyspozycji 3 akcje, chyba że któryś ze stanów (głód, zmęczenie, rany, choroba, depresja) to ogranicza. Lider rozdysponowuje postaci do konkretnych czynności i wykonuje je. Potem następuje zmiana lidera i kolejne akcje.

This War of Mine: gra planszowa / fot. Przystanek Planszówka

O zmierzchu trzeba odzyskać siły. Każda postać musi napić się i zjeść, w przeciwnym razie podniesie się jej poziom głodu lub depresji.

Wieczór to czas decyzji, co dana postać będzie robić nocą. Może odpoczywać, stać na warcie lub wyruszyć na wyprawę w poszukiwaniu dóbr. Im więcej osób (maksymalnie 3) pójdzie na wyprawę, tym więcej rzeczy udźwigną i przyniosą z powrotem. Jednak ktoś musi pilnować schronienia przed intruzami. I obie te czynności męczą. Przecież kiedyś trzeba się przespać, inaczej nie obniżymy zmęczenia naszych postaci.

Nocą można o wiele bezpieczniej przemierzać miasto. Wciąż słychać wystrzały, ale znacznie rzadziej.

This War of Mine: gra planszowa / fot. Przystanek Planszówka

Noc to najlepszy moment na wyprawę. W jedno z trzech dostępnych miejsc przenosimy wybrane postacie wraz z przydzielonym im ekwipunkiem czy przedmiotami na handel. Ale uwaga, każdy zabrany przedmiot ogranicza nam udźwig. Przygotowujemy talię kart przeszukiwania, które po kolei rozpatrujemy w trakcie wyprawy. Większość tych kart spowoduje, że narobimy hałasu, który może przyciągnąć potencjalnych mieszkańców. Te spotkania mogą skończyć się walką albo handlem. Jest też szansa, niestety nie tak często jak byśmy chcieli, na karty, dzięki którym możemy coś znaleźć. Na koniec wyprawy musimy zdecydować, co ze sobą zabrać do schronienia. Jeśli jesteśmy w stanie coś jeszcze unieść, możemy dobrać dowolne zasoby (wodę, drewno lub komponenty). Rzeczy, których nie udźwigniemy, możemy spróbować schować w lokacji. Może w przyszłości uda się je odnaleźć…

This War of Mine: gra planszowa / fot. Przystanek Planszówka

W czasie kiedy przeszukujemy miasto, na nasze schronienie ktoś napada. Dobieramy kartę z talii intruzów, na której mamy informację o szkodach i ranach, jakie intruzi zadają. Szkody określają liczbę żetonów i zasobów, które nam ukradziono, a rany – liczbę ran zadanych naszym wartownikom. Możemy ich wyposażyć w broń, a wyrwy w schronieniu zasłonić deskami. Niestety, nasi przeciwnicy stawać się będą coraz trudniejsi – po każdej fazie intruzów dokładamy dwie trudniejsze karty do talii intruzów i/lub mieszkańców, w dowolnej kombinacji.

Ostatnią fazą rundy jest świt. To czas powrotu z wyprawy z całą zdobyczą, przydzielania opatrunków i leków rannym i chorym postaciom. Następnie rozpatrujemy kartę losu, która mówi, czy nasze leki i opatrunki w ogóle skutkują… Po tym dobieramy dwie karty akcji specjalnych, które naprawdę mogą pomóc nam w przetrwaniu. Zatrzymujemy jednak tylko jedną z nich. Jeśli podczas tej rundy jakaś postać umarła lub opuściła naszą grupę, musimy przetestować empatię pozostałych, by sprawdzić, czy ich depresja się podniesie.

Koszty wojny mam ciągle przed oczami. Starannie wypisane w księdze rachunkowej, w której kolumny są nagrobkami.

George Marshall

Co mogę powiedzieć o This War of Mine? Przede wszystkim – jest przepiękna. Elementy są bardzo dobrze wykonane, zwłaszcza woda, drewno i komponenty – cieszę się, że nie są zwykłymi żetonami. Karty i grafiki są klimatyczne, mroczne i doskonale wpasowują się w tematykę gry. No i figurki. Kocham figurki. Niby drobiazg, a jednak…

This War of Mine: gra planszowa / fot. Przystanek Planszówka

Po drugie klimat. Gra jest ciężka, mroczna, depresyjna, często frustrująca, co doskonale współgra z fabułą. Tak naprawdę to nie ma większego znaczenia w ile osób gramy. Próbowaliśmy we dwójkę i w czwórkę, grało się tak samo dobrze. Wiadomo, że im nas więcej, tym więcej pomysłów, większa różnorodność, ale moim zdaniem nie ma specjalnej różnicy. Nie próbowałem grać samemu, po prostu planszówka dla mnie jest rozrywką dla co najmniej 2 osób. Ale wydaje mi się, że na jedną osobę skalowałaby się równie dobrze.

Ciekawym rozwiązaniem jest system „open and play”. Autorzy zakładają, że można grę rozpakować i od razu grać, zamiast czytać instrukcję. Rzeczywiście można. Pierwszy dzień walki o przetrwanie wszystkiego nas nauczy. Ale mnie nauczył na błędach. Po prostu nie wiedziałem kiedy będzie można zdobyć potrzebne zapasy, a kiedy będzie trzeba zużyć te, które już się ma. Tak więc o poranku okazało się, że nie będziemy mieli szansy już zdobyć wody, a pić coś trzeba…

This War of Mine: gra planszowa / fot. Przystanek Planszówka

Grałem w wiele gier kooperacyjnych i w którymś momencie zawsze pojawiał się problem „gracza alfa”. Zwykle znajduje się ktoś, kto albo lepiej zna grę i wie co jest najkorzystniejsze, albo najszybciej wpada na odpowiednie rozwiązania. Zwykle zaczyna się od sugestii, typu „zróbmy tak”, ale nie raz zdarzało się, że „gracz-alfa”, przejmował rozgrywkę. W This War of Mine, dzięki narzuceniu przez Dziennik roli lidera, który ma ostateczne, decydujące zdanie i jako jedyny może dotykać elementów na planszy, ten problem znacznie się redukuje. Ostatecznie można powiedzieć, że „teraz ja jestem liderem i ja decyduję”;-). A lider zmienia się na tyle często, że każdy zdąży się wykazać.

Gra jest długa (o ile przeżyjemy wystarczająco długo) i nie zawsze można znaleźć czas a rozegranie całej partii podczas jednego posiedzenia, a zostawienie rozłożonej na stole gry zwykle nie jest możliwe. Są dzieci, koty, psy, kurz, a poza tym gdzieś trzeba jeść. No chyba, że ktoś ma specjalny stół do gier, albo games-room… Na szczęście wydawca i tu daje nam dobre rozwiązanie – system zapisu. Można całą grę spakować i rozłożyć na nowo, zachowując postęp. Po każdej rundzie mamy możliwość przerwania i „zapisania” stanu rozgrywki. W pudle znajdujemy dwa worki – archiwum i śmietnik, do których wrzucamy odpowiednio elementy do rozłożenia w następnej grze i te już wykorzystane. Są też arkusze zapisu, na których zapisujemy jak rozłożyć karty i żetony na nowo na planszy. Na stronie Galakty możemy pobrać czyste arkusze zapisu. Proces zachowania stanu gry i restartu działa świetnie i jest dokładnie, krok po kroku opisany w Księdze Skryptów, więc nie sprawia żadnych problemów, mimo wielu elementów, o których trzeba pamiętać.

This War of Mine: gra planszowa / fot. Przystanek Planszówka

A czy gra ma jakieś wady? Oczywiście, że ma, w końcu wszystko ma jakieś wady. Ale moim zdaniem nie jest ich wiele. Głównym mankamentem jest brak skrótu zasad albo innej karty pomocy – wertowanie Dziennika robi się z czasem dość męczące. Poza tym wadą tego tytułu może być klimat. „Ale jak to klimat? Przecież pisałeś, że klimat jest super i pasuje do koncepcji gry i w ogóle?”. Bo tak jest. Natomiast jest też ciężki, dołujący, co może sprawiać, że nie chce się po tę grę zbyt często sięgać. Nie jest to gra dla początkujących, mimo dość prostych i intuicyjnych zasad. Trudno byłoby dzięki niej przekonać kogoś nowego do zanurzenia się w planszówkowym świecie. No i nawet wygrana, nie dość, że trudna, to jeszcze w ostatecznym rozliczeniu i tak ciężko wyjść na plus.

This War of Mine: gra planszowa / fot. Przystanek Planszówka

Podsumowując, This War of Mine jest bardzo dobrą grą. Wszystko do siebie pasuje, trzyma klimat, zasady są proste, a gra jest ładnie wykonana. Jest też grą ciężką, dołującą, taką, po którą nie sięgniemy zbyt często. Moim zdaniem to tytuł dla bardziej zaawansowanych graczy lub dla fanów gry komputerowej. Początkujących planszówkowiczów niestety może zniechęcić. Ale nigdy nic nie wiadomo…