Łowcy kryształów to kolejna już propozycja FoxGames dla nieco starszych graczy. Motywem przewodnim tym razem jest kopalnia drogocennych kamieni, a nam przypada w udziale posmakowanie uroków krasnoludziego życia, czyli kopania, wydobywania i radosnego śpiewania „hej-ho”. Sprawdźmy zatem, co słychać pod ziemią…

Witamy w podziemiach

Po pierwsze, wcale nie słychać żadnego „hej-ho”, a otoczenie jest bardzo mroczne. Kopalnia jest całkiem duża, najemnicy czekający na zatrudnienie ustawiają się w kolejce, a kryształy tworzą kuszące układy. Nie jest to na pewno tytuł kompaktowy, nadający się do zagrania na niewielkim stoliku (w takim wypadku sugerowane od razu rozłożenie się na podłodze – zawsze bliżej ziemi!).

Łowcy Kryształów / fot. Przystanek Planszówka

Zadaniem graczy jest zdobycie jak największej liczby punktów zwycięstwa na koniec gry. W zależności od liczby graczy, zmienia się liczba rund, jednak całość rozgrywki powinna zamknąć się w trzech (może czterech) kwadransach. Teoretycznie Łowcy kryształów skierowani są dla nieco starszych planszówkowiczów (powyżej 12 lat), choć zasady gry nie powinny sprawić większych trudności również młodszym dzieciom (szczególnie tym, dla których świat planszówek to żadna nowość).

Łowcy kryształów to pod wieloma względami klasyczny deck building. Mamy bogatą w złoża kopalnię, z której trzeba wydobywać kryształy, zanim zrobią to inni gracze. Przy okazji wypada też pozyskać najemników (w końcu ktoś musi w kopalni pracować!), a jak wszystko się dobrze ułoży, to posiąść artefakty. Kafle artefaktów mają dwie strony, zaś o tym, która z nich jest aktywowana na czas całej rozgrywki, decyduje się w momencie pozyskania.

Łowcy Kryształów / fot. Przystanek Planszówka

Tura graczy składa się z trzech faz: początkowej, akcji oraz porządkowania. W pierwszej aktywowane są artefakty oraz istnieje możliwość skorzystania z umiejętności lidera, czyli ostatniej karty ze stosu odrzuconych w bazie (ciekawy mechanizm i zmuszający do naprawdę strategicznego planowania, żeby właściwa karta była naszym liderem!).

Następnie przystępujemy do wykonywania dwóch akcji z czterech dostępnych: rekrutujemy najemnika, fedrujemy kryształ, zdobywamy artefakt lub zagrywamy kartę najemnika i korzystamy z jego umiejętności. Można również zrezygnować z akcji i pokusić się o przejęcie dowolnej bazy w grze. Jest to bardzo wredne, ale przy tym dodające smaczku zagranie, za którym idzie pozyskanie totemu kolejnej frakcji.

W fazie porządkowej uzupełniamy brakujące kryształy oraz najemników na planszy głównej oraz odrzucamy nadmiarowe liczby kart (maksymalnie w bazie gracza może być 7 kart!). Czas gry wyznacza znacznik zawalania się kopalni, który przesuwa się wraz z każdym wydobyciem kryształu oznaczonego specjalnym symbolem lub brakiem kart najemników określonego rzędu w puli. Wygrywa gracz z największą liczbą punktów, a że stan posiadania każdego z graczy jest tajny, zwykle do samego końca nie wiadomo jak blisko lub daleko od zwycięstwa kto się znajduje.

Łowcy Kryształów / fot. Przystanek Planszówka

Rozgrywka przebiega bardzo sprawnie, choć przy większej liczbie graczy decydujących się na bardziej pokojowe postępowanie (skupionych na klasycznym kolekcjonerstwie kart i żetonów) może wydawać się nieco monotonna. Łowcy kryształów to zdecydowanie jeden z tych tytułów, gdzie naprawdę ciekawie układa się sytuacja, gdy wszyscy dobrze znają zasady, a do tego każdemu z osobna zależy na wygranej i robi wszystko, by odnieść zwycięstwo.

Ups, groźba zawalenia kopalni!

Gra Łowcy kryształów ma zasadniczo dwa słabe punkty. Pierwszym z nich jest instrukcja. Z jednej strony należy docenić, że jest przejrzysta, zasady opisane są sposób prosty, wiele wątpliwości pomagają rozwiać zamieszczone ilustracje. Po jej lekturze naprawdę nikt nie spodziewa się problemów, szczególnie, że reguły Łowców kryształów nie są specjalnie skomplikowane. Pomimo tego jednak już w trakcie pierwszej rozgrywki pojawiły się pierwsze wątpliwości, a pomocy w ich rozwianiu niestety w instrukcji zabrakło. Przy kolejnych podejściach do tytułu wyszło na jaw, że zarówno kwestii spornych, niejasności, a wreszcie ewidentnych błędów (choćby w opisach zdolności najemników) jest więcej. Niestety takie pozorne drobiazgi mogą zadziałać nieco zniechęcająco.

Łowcy Kryształów / fot. Przystanek Planszówka

Drugim mankamentem Łowców kryształów jest rozgrywka dwuosobowa. Już sam fakt, że w instrukcji wariant dwuosobowy nie jest specjalnie opisany ani że nie zmieniają się żadne kluczowe zasady może stanowić pewną podpowiedź, że – wbrew opisowi – niekoniecznie jest to tytuł akurat dla lubiących grać w parach. Dobra rada – zachęcam, aby do Łowców kryształów zasiadać w gronie przynajmniej trzyosobowym, gdyż dopiero wtedy pojawia się szereg możliwości kombinowania, budowania strategii, większe znaczenie ma spostrzegawczość, obserwacja poczynań przeciwników, a rozgrywka nie dłuży się i nie sprowadza do – w gruncie rzeczy – kilku powtarzalnych ruchów (bo na wiele przewidzianych w instrukcji po prostu nie ma szans). W moim przypadku dopiero porządne partie w większym gronie zatarły dość smętne wspomnienia z pierwszych rozgrywek dwuosobowych.

Wielkim atutem Łowców kryształów z kolei jest warstwa wizualna. Elementy gry zaprojektowane są starannie, a ich wykonanie na tyle solidne, że nie ulegają szybkiemu niszczeniu w trakcie użytkowania.

Łowcy Kryształów / fot. Przystanek Planszówka

O ile same kafle kryształów są dość proste i przewidywalne (w końcu ile sposobów na przedstawienie cennych kamieni można wymyślić, żeby nadal było wiadomo, że to one?!), o tyle karty krasnoludzich najemników oraz totemy są niesamowicie klimatyczne. Mroczne, nieco posępne grafiki, do tego iście krasnoludzie imiona. Gdzieś w tyle głowy pojawiają się nawet myśli, że niewiele trzeba, aby zaatakował któryś z Wielkich Przedwiecznych. W tym wypadku jedyne, czego można żałować, to że zestawy poszczególnych frakcji są dokładnie takie same. Przy takim tytule aż chciałoby się więcej i więcej dla samej przyjemności podziwiania ilustracji. Gdyby do tego totemy frakcji zastąpić figurkami, to Łowcy kryształów mogliby uchodzić za jedną z ciekawszych wizualnie pozycji.

Łowcy Kryształów / fot. Przystanek Planszówka

Wreszcie na powierzchnię

Łowcy kryształów to tytuł przyjemny, a przy tym niezbyt wymagający. Gra przebiega sprawnie (aż za sprawnie przy dwójce graczy!), czas spędzony nad planszą upływa miło, poszczególne elementy prezentują się bardzo dobrze, jednak przy tym wszystkim ciągle czegoś brakuje i ostatecznie pozostaje uczucie niedosytu i zawieszone w powietrzu „Wow!”, które bardzo chciało być wypowiedziane. Zachęcam jednak do zapoznania się z tą pozycją wszystkich tych, którzy właśnie lżejszego tytułu potrzebują albo dopiero wprowadzają mniej zaawansowanych graczy w świat planszówek. Jeżeli przy tym lubią deck building, to może się okazać, że właśnie znaleźli jedną z pozycji niezbędnych.