Na pytanie, jaka jest najśmieszniejsza i najbardziej absurdalna gra w historii, większość zapewne bez zastanowienia poda którąkolwiek odsłonę Munchkina lub Kart Przeciw Ludzkości. I nie ma w tym nic dziwnego, bo przez wiele lat w tej kategorii nie było godnego przeciwnika. Tymczasem pojawiła się gra, której poziom abstrakcji jest na tyle duży, że słynny Munchkin to przy niej małe piwo.

Nie Testowaliśmy Tego Wcale oraz Nie Testowaliśmy Tego Również to dwie bliźniacze gry, które – niczym twórczość Witolda Gombrowicza – wychodzą poza planszówkową formę. Zgodnie z tym co mówi tytuł, twórcy nie przeprowadzili żadnych testów, a samo wykonanie gry sprawia wrażenie, jakby rzeczywiście była to jedynie wersja prototypowa planszówki. Gra, to tak naprawdę jedynie pudełko, które wyjątkowo trudno otworzyć oraz kilka kart wydrukowanych na papierze bardzo dziwnej gramatury i bardzo dziwnej jakości. Zupełnie inne niż te piękne i gładkie, znane z większości gier. Karty są na swój sposób szorstkie, szybko się brudzą i przecierają. Warto jeszcze dodać, że nie ma na nich żadnych kolorowych grafik, a jedynie surowy tekst.

Nie testowaliśmy tego również / fot. Przystanek Planszówka

W takim razie… co w tej grze jest?!

Nie Testowaliśmy Tego Również to przede wszystkim cała masa absurdalnego humoru i swego rodzaju pastisz gry planszowej. Zasady są bardzo proste. Musisz wygrać. Jeśli przegrasz, to nie wygrałeś. I to koniec.

Na start każdy z graczy dostaje dwie karty a kolejną dobiera na początku swojej tury. W trakcie swojej kolejki musimy zagrać jedną kartę i to tyle. Do dyspozycji mamy dwa rodzaje kart. Zwyczajne i gwiezdne (są lepsze, bo na rewersie narysowaną mają gwiazdę). Sposobów na wygranie albo przegranie jest multum. Możemy na przykład zostać porwani przez tornado, które zagrał na nas jeden z graczy. Możemy nie przyjąć od jednego z przeciwników tajemniczego prezentu, którym był kotek, a innym razem, gdy ktoś zaoferuje nam prezent, ten okaże się być jadowitym wężem i… przegrywamy. To tylko kilka spośród wielu kart. Rozgrywka przeważnie trwa kilka minut, a przy stole zasiąść może od trzech do nawet dziesięciu osób. Gra sprawdza się zarówno w małym, jak i w dużym gronie, ale im więcej osób, tym więcej zabawy.

Nie testowaliśmy tego również / fot. Przystanek Planszówka

I nawet jest dodatek!

Twórcy gry są na tyle szczodrzy, że do każdego egzemplarza dorzucają również dodatek, a nawet dwa! Jeden z nich to niebieskie karty. Poznamy je po tym, że są wydrukowane na… szaro. Zagrywamy je losowo przed siebie, a każdy z czterech boków karty wprowadza do gry zupełnie inny efekt. Może to być to po prostu „wygrywasz”, „wygrywasz, jeśli którykolwiek z graczy rzuci papierkiem”, czy też „pożarł ciebie dinozaur czarodziej, przegrywasz”.  Możliwości jest cała masa, a sam dodatek wprowadza do gry jeszcze więcej losowości i jeszcze więcej groteski.

Nie testowaliśmy tego również / fot. Przystanek Planszówka

Drugi z dodatków to „zabójcze kości”. Wprowadza on do gry rzuty kością, a to jeszcze bardziej podnosi losowość, a co za tym idzie – jakość rozgrywki. Oczywiście twórcy Nie Testowaliśmy Tego Również nie dokładają od gry kostki i aby wzbogacić rozgrywkę o dodatek „zabójcze kości”, musimy zaopatrzyć się w swoją własną kość. Ale co to za problem, prawda?

Przypadek, czy geniusz?

Trudno stwierdzić, czy gra rzeczywiście nie była testowana, tak jak to sugerują autorzy. Wiele wskazuje na to, że rzeczywiście ten tytuł mógł nie zostać poddany żadnym próbom. W końcu gra jest na tyle prosta, że sami moglibyśmy wymyślić jakieś karty (co zresztą oferuje nam jeden z dodatków do bliźniaczego tytułu Nie Testowaliśmy Tego Wcale).

Trudno traktować ten tytuł jako poważną grę. Sami autorzy już od wykonania pudełka, poprzez instrukcję, aż do samej rozgrywki skutecznie wybijają nam ten pomysł z głowy. Rozgrywka jest szybka, łatwa i przyjemna, ale nie dla każdego. Ktoś mógłby postawić tezę, że autorzy po prostu poszli na łatwiznę, wydrukowali kilka kart najtaniej i najszybciej jak się dało, zamknęli jest w pancernym pudełku, nadali mu przewrotny tytuł i od tak puścili go w świat. Tak powiedziałby ignorant.

Nie testowaliśmy tego również / fot. Przystanek Planszówka

Ja uważam, że Nie Testowaliśmy Tego Wcale oraz Nie Testowaliśmy Tego Również to planszówkowe dzieła sztuki. Mimo że tytuł sprawia wrażenie niedokończonego i nieprzemyślanego, to tak naprawdę jest dopięty na ostatni guzik. Samo pudełko, którego praktycznie nie da się otworzyć w tradycyjny sposób, jest swoistym puszczeniem oka w kierunku odbiorcy i informacją o tym, że w środku czeka nas jeszcze więcej. Karty, które wydają się być wydrukowane i przycięte „na szybko” i po taniości, także są częścią tego performance’u. Ich struktura, matowość i fakt, ze brudzą się wyjątkowo szybko, wprawią wielu planszówkowiczów w zakłopotanie i dekoncentrację. Nie można tu mówić o nieprzemyślanym drukowaniu kart, bo jak mogliśmy się przekonać po Labiryncie Śmierci, jeśli się chce, karty można wydrukować jeszcze gorzej.

Nie testowaliśmy tego również / fot. Przystanek Planszówka

Czy warto inwestować w ten tytuł?

Cóż. Trudno traktować tą grę na poważnie i nie do końca wiadomo, czy warto w nią inwestować. Absurdalny humor zawsze jest ryzykowny, bo jedni mogą leżeć ze śmiechu, gdy pożre ich dinozaur czarodziej, a innych taki humor nie przekonuje i po prostu wzruszą ramionami, czekając na swoją kolejkę. Z Nie Testowaliśmy Tego Wcale jest trochę jak z Kartami Przeciw Ludzkości czy innymi Kartami Dżentelmenów. Gdy te gry lądują na stole u moich znajomych, zawsze pojawia się ten błysk w oku. Śmiejemy się już przy samym otwieraniu pudełka, ale mnie po drugiej rozgrywce ta gra zupełnie przestała bawić. I podobnie dzieje się z Nie Testowaliśmy Tego Wcale, chociaż ta gra w przeciwieństwie do wspomnianych Kart Przeciw Ludzkości bazuje bardziej na absurdzie niż czarnym humorze. Jedni mogą do niej ciągle wracać, innych rozbawi za pierwszym razem, po czym odłożą grę na półkę, a jeszcze inni będą omijać ją bardzo szerokim łukiem.

Nie testowaliśmy tego również / fot. Przystanek Planszówka

Kolejną rzeczą, której brakuje grze i która może zniechęcić nowych graczy, jest brak jakichkolwiek ilustracji na kartach. Oczywiście ja w pełni rozumiem ten zabieg, no bo skoro gra ma stwarzać wrażenie nietestowanej, no to po co w niej ilustracje? Jednak gdyby dodać kilka nawet pokracznych rysunków, tytuł mógłby przekonać do siebie nieco więcej osób.

Dla kogo ten absurd?

Gra na pewno sprawdzi się, jako ciekawy prezent czy też „grzeczniejsza” alternatywa dla wspomnianych Kart Przeciw Ludzkości. Lepiej jednak nie traktować jej jako pełnoprawnej planszówki, bo można się lekko rozczarować. Bardzo dobrze sprawdza się na imprezach, głównie ze względu na dość sporą liczbę potencjalnych graczy. Atutem jest szybkość rozgrywki (musimy tylko rozdać każdemu dwie karty, a partie trwają około 3 minut) no i oczywiście gdy ubrudzimy tą grę, nie będzie płaczu. Jeśli jednak ktoś nie jest fanem absurdu i woli tradycyjne, ładnie wykonane, pełne żetonów i plansz, ciężkie pudełka, to niech lepiej trzyma się z daleka od tego tytułu.