O kocie w kłopocie – rozstrzygnięcie konkursu

0

Kotki, koteczki, sierściuchy, wycieruchy, mruczusie, wąsacze, dachowce, podwórkowce, myszołapy… Czas rozstrzygnąć koci konkurs, który organizowaliśmy z wydawnictwem Fabryka Kart Trefl z Krakowa. Kto otrzyma grę O kocie w kłopocie?

Mówi się, że koty mają siedem żyć… Nic zatem dziwnego, że również mają bardzo wiele przygód. Niejeden raz wpakują się w kłopoty, czasem przysparzając swym właścicielom radości, czasem trosk. I wiele takich historii nam przesłaliście, opisująć wasze najciekawsze wspomnienia z kotem. Dzięki sponsorowi konkursu Fabryce Kart Trefl z Krakowa możemy nagrodzić trzy osoby, które otrzymają po egzemplarzu gry O kocie w kłopocie. Jak to w przypadku takich konkursów bywa, wybór nie jest łatwy. Oto historie nagrodzonych osób (i kotów:) ).

Krzysztof W.

Działo się to bardzo dawno temu – w czasach, gdy papier toaletowy był rarytasem. Choć nie było to w średniowieczu, jak można by sądzić, tylko w czasach PRL-u. Historię tę opowiedziałem nie dalej jak wczoraj moim córkom i chciałbym ją opowiedzieć również Wam.

W czasach, gdy w sklepach nie było niczego prócz pustych półek, a największym smakołykiem podczas Świąt Bożego Narodzenia były importowane pomarańcze, przyszedł do naszego rodzinnego domu wujek, mój ojciec chrzestny, z niezwykłym jak dla dziecka prezentem. W wiadrze przyniósł dla mnie żywą rybę – Karasia. Przyniósł go na Wigilię. Wszystkim wiadome było, że Karaś miał być podczas wieczerzy daniem głównym. Jednak skoro ów niezwykły prezent był przeznaczony dla mnie, postanowiłem, że nikt z domowników Karasia nie zje, a zamiast tego powinien on wrócić do jeziora. Moi rodzice przypomnieli sobie, że w ich zakładzie pracy znajduje się staw przeciwpożarowy, wobec czego zgodzili się, aby ułaskawiony przeze mnie Karaś trafił do stawu po świętach. Była to pierwsza ryba, która w naszym domu przeżyła Wigilię, chociaż groźba zjedzenia Karasia pojawiła się z zupełnie nieoczekiwanej strony.

Jedynym czworonożnym członkiem naszej rodziny był Klakier – czarno-szary prążkowany kot, a właściwie Pan Kot. Pan Kot – Klakier miał w naszym  domu swój ulubiony fotel, na którym nikt inny nie mógł siedzieć, wychodził z domu kiedy chciał i wracał kiedy mu pasowało. Był całkowicie niezależny, a przy tym nikt z domowników nie był w stanie odmówić mu żadnej przekąski, jaką sobie upatrzył. Pech chciał, że Pan Kot upatrzył sobie pływającą w misce rybę.

Karaś z nudów lub dla sportu pływał w koło, wzdłuż ścian miski. Klakier spoglądał na niego z zaskoczeniem, zaciekawieniem, aż w końcu zaczął na niego spoglądać z rosnącym apetytem. Lecz cóż miał zrobić zgłodniały kot, który nie lubi się kąpać? Po nieudanych próbach dotknięcia płetwy Karasia pazurkiem, sprytny Pan Kot stwierdził, że jedynym sposobem dosięgnięcia ryby jest opróżnienie miski z wody. Zawzięcie zaczął chłeptać wodę, sprawdzając co chwilę, czy jego pazur dosięga już płetwy Karasia. W pewnym momencie poziom wody obniżył się do tak niebezpiecznego dla ryby poziomu, że moja mama musiała interweniować. Nabrała do dzbanka dużą porcję wody i wlała ją „spragnionemu” Klakierowi do miski. Pan Kot spojrzał na moją mamę takim wzrokiem, że cała rodzina wybuchła śmiechem. Klakier całą minutę patrzył na zdrajcę, który zniszczył jego genialny plan i mogę przysiąc, że nie mrugnął przez ten czas ani razu, po czym ostentacyjnie przeciągnął się i arystokratycznym krokiem udał się na swój fotel.

Aurelia C.:

Opowiem o moim kocie, który na co dzień ma lepsze pomysły niż twórcy Monty Pythona. Zacznijmy od tego, że to kot cmentarny, przekazany potajemnie jakby był co najmniej jajkiem faberge, za które zapłacono olbrzymi okup, na dodatek w wersji „wszystkie koty są czarne” i reszty się domyśl….
Po kolei. Etap 1-wielka radość w domu Gucia, tata Gucia…znalazł kota…,ale do odbioru w miejscowości oddalonej o 70km…za „drobną” opłatą, w ciągu 2h.
Etap 2-panika! Mama zakręcona przez nas na tyle, że działa z nami, ale nie do końca dociera do niej fakt nabycia w drodze kupna nowego sierściucha („hard core” będzie po powrocie do domu, bo tam mieszka już dwóch innych klientów, jej ulubieńców, tyle, że z serii szczekających i mięsożernych!).
Etap 3- ratuj się kto może! Wpadamy do sklepu zoologicznego na chwilę przed jego zamknięciem i patrzymy jak trzy łosie tudzież woły ma malowane wrota. To nasz „pierwszy raz” a informacje o kocie w okolicy zera. Zachwycony naszym cielęcym wzrokiem sprzedawca, wciska nam wszystko co mają na stanie, łącznie z kosiarką do trawy i wężem (raczej nie ogrodowym).
Etap 4-ruszamy. 30 km za domem mama pyta, czy ktoś może przypadkiem kupił miseczki i żwirek dla sierścia? Tata kupił, drewniany, a szkoda bo mamy oczyszczalnię i spłukać się nie da. Karnie mama postanowiła nasypać kotu karmy w taty miseczce do płatków śniadaniowych. Mówi się trudno – jest wojna, są straty. Przyjął na klatę.
Etap 5-docieramy na miejsce, a tu…cmentarz przy ul. Cmentarnej. Latarni brak, tylko księżyc zza chmur. Mam wrażenie, że jesteśmy kolacją dla zombie. Taką „na bogato”, z dowozem… Tata pomijając brzydkie słowa, nie powiedział nic. Wyszedł bohatersko z samochodu. Podchodzi dziewczyna i zza pazuchy wyciąga „coś” zawiniętego w szmatkę na kształt kocyka. Kasa „z ręki do ręki”. Sytuację ratuje mama-wkłada (boi się, że mysz) pod kurtkę i każe tacie biec za dziewczyną, bo ślubny nie zapytał nawet o wiek… Nic z tego – przypominam, że cmentarz nieoświetlony.
Etap 6 – powrót do domu. Reasumując, nabyliśmy kota (płci nieznanej, podobnie z rasą i szacowanym wiekiem). Po tygodniu…. ona/on, ostatecznie ona to Luna (co do Zombie były głosy sprzeciwu) Rządzi się w domu jak boss w filmach Disneya, gdzie kot pragnie panować nad światem. Nad psami już zapanowała…

Aneta B.

Kotek mój,
Karmelek się zwał,
Bo rude, mięciutkie futerko miał…
Przyjaciel dzieciństwa mego,
I do tej pory, będąc już dorosłą-
Jakże tęsknię czasem do niego…

Psoty, figle uwielbiał,
Stroił niezwykłe minki,
Gdy coś przeskrobał,
Zaraz się łasił, przepraszał,
Ogonkiem się wił-
Nawet wówczas, gdy razu pewnego,
Akurat w Wigilii dzień-
Podczas domowników nieobecności-
On wtargnął na stół i…

Obrus podrapał, dziury porobił,
Sianko porozrzucał po podłodze całej,
potłukł talerze,
Świecę strącił,
Choinkę wystrojoną przewrócił,
W oknach firanki potargał,
Krzesła pazurami wysmagał,
Jak tornado biegał, skakał,
I okazało się, że
W ten niezwykły dzień-
On po prostu nie chciał być sam…

I choć złość nieopisana wszystkich na ten widok ogarnęła,
To wyrozumiałość górę wzięła…
Lecz Karmelka już samego –
W domu nigdy się nie zostawiało-
Takich przygód już się mieć nie chciało!

Dziękujemy wszystkim uczestnikom konkursu. Ze zwycięzcami skontaktujemy się drogą mailową w celu ustalenia sposobu przekazania nagrody. Dziękujemy także Fabryce Kart Trefl z Krakowa dzięk której mogliśmy go zorganizować. Zachęcamy do odwiedzania naszej strony – już niebawem kolejny konkurs w którym do wygrania będzie gra planszowa.