Oj zaskakujące bywa życie miłośnika planszówek. Zazwyczaj ma on swoje ulubione typy gier oraz te, za którymi, mówiąc dyplomatycznie, nie przepada. I ja nie jestem wyjątkiem od tej reguły. Niektóre planszówki omijam szerokim łukiem tylko dlatego, że to określony typ gier. Dla przykładu te kooperacyjne, albo te z mechaniką memory. A jednak w moje ręce wpadła gra od Egmontu, Park dinozaurów, kooperacja oparta na mechanice memory. Czy przygoda ta oby nie zakończyła się katastrofą?

Park dinozaurów / fot. Przystanek Planszówka

Rodzina Grywalskich

Jak nietrudno się domyślić, Park dinozaurów, to gra dla dzieci. Wariacje na temat memory to bardzo wdzięczny sposób na zachęcenie do gry najmłodszych, a że warto to robić, to chyba oczywista owczywistość? Dlatego pomimo, że tytuł ten łączy dwie rzeczy, do których miłością nie pałam, sięgnąłem po niego. Była to także okazja, by poznać rodzinkę Grywalskich.

Park dinozaurów / fot. Przystanek Planszówka

Grywalscy to bohaterowie serii wydawanej przez Egmont jako „rodzinka wygrywa”. Na dzień dzisiejszy w ramach tej linii ukazały się cztery tytuły: Kotek Psotek, Mali detektywi, Wyprawa do babci oraz oczywiście Park dinozaurów.  Utrzymane są one w spójnej oprawie graficznej przygotowanej przez Zofię Burkowską. Wszystkie to gry kooperacyjne w które grać mogą już trzylatki. Ten kto miał przyjemność wprowadzania najmłodszych do świata gier, mógł doświadczyć, jak wielkim przeżyciem może być wygrana i jak wielką traumą przegrana. Chcąc dać dziecku wygrać mógł zacząć się podkładać albo, co gorsza, oszukiwać! W grach kooperacyjnych tego dylematu nie ma – wszyscy jedziemy na jednym wózku, wszyscy albo wygramy albo przegramy.

Grywalscy tym razem przeżyją niewiarygodną przygodę. Podczas wycieczki do parku dinozaurów okazało się, że niesforne gady rozbiegły się po parku. Mało tego, radio informuje, że zaraz spadnie deszcz meteorytów! Zatem nie pozostaje nam nic innego jak zapędzić je do wybiegów nim rozpęta się kosmiczna burza.

Park dinozaurów / fot. Przystanek Planszówka

Fabularnie dość naciągane i osobiście wolałbym sobie nie wizualizować sytuacji dinozaurów po przegranej.  Ale grunt, że są dinozaury i wyzwanie. To wystarczy, by zachęcić do ruszenia na niebezpieczną misję.

Krajobraz parku

Tak jak w przypadku fabuły kręciłem nosem, tak w przypadku wykonania nie będę narzekał, a wręcz chwalił. W pudełku znajdziemy kwadratową, dwustronną, planszę, garść żetonów, cztery dinozaury, kulkę meteoru i kostkę. Nie ma tego zbyt wiele, zatem i pudełko jest mniejsze niż zazwyczaj. Ale to akurat bardzo duży plus, gdyż my nic nie tracimy (wszystkie elementy są naprawdę solidnie wykonane), a dzięki temu oszczędzamy miejsce na półce.

Park dinozaurów / fot. Przystanek Planszówka

By przygotować rozgrywkę wystarczy przysłowiowa minutka. Wyjmujemy wszystkie komponenty. Planszę kładziemy na spodzie pudełka wybierając na której stronie chcemy grać. Rozkładamy na środku żetony obiektów obrazkami do dołu i je mieszamy. Ustawiamy 4 dinozaury na polach startowych. A na końcu umieszczamy kulkę na torze meteorytu. Prawda, że proste? Nawet dziecko sobie poradzi!

Na ratunek dinozaurom!

Sama rozgrywka w Park dinozaurów nie jest bardziej złożona niż rozłożenie planszy. W swojej kolejce gracz rzuca kostką. Przesuwa dowolnego dinozaura o tyle oczek, ile wypadło (nie może zakończyć ruchu na polu z innym gadem), poruszając się w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara. Patrzymy gdzie stanął dinozaur. Jeżeli jest to pole z obiektem – na środku planszy musi odnaleźć ten sam obiekt. Ma na to jedną szansę. Jeżeli się uda – nic się nie dzieje. Jeżeli się pomyli, meteoryt przesuwa się na torze, niebezpieczeństwo katastrofy wzrasta. Może zdarzyć się także tak, że dinozaur stanie na polu startowym w innym kolorze niż on sam. Wtedy również się nic nie dzieje. Jeżeli dobiegł do swojego pola startowego – jest uratowany. Zdejmujemy go z planszy. I znów proszę – nie pytajcie dlaczego dinozaur jest uratowany w momencie, gdy dobiegnie do pola z którego ruszył. Odpowiedzi nie znam, ale póki co żadne dziecko mnie o to nie zapytało. Dla nich ważniejsze są emocje związane z akcją ratunkową.

Park dinozaurów / fot. Przystanek Planszówka

Jak na kooperację przystało, gra kończy się wielkim zwycięstwem wtedy, gdy rodzinie Grywalskich uda się uratować wszystkie dinozaury. Może zakończyć się wspólnie przeżywaną porażką, gdy kulka zostanie przesunięta na ostatnie pole meteorytu.

Na ratunek znudzonym dzieciakom!

Każde dziecko czasem się nudzi. Zatem warto zadbać, by miało dobre gry do pokonania tej nudy. A Park dinozaurów to naprawdę dobra planszówka do wprowadzania w świat gier. Jak mogliście przeczytać, założenia są bardzo proste. Przypominają klasyczne memory, ale mimo wszystko monotonia odwracania obrazków została przełamana akcją ratunkową. Zatem gra nie tylko rozwija pamięć i uczy koncentracji jak klasyczne memory. Mamy tutaj kostkę, czyli pretekst do nauki liczenia. Dziecko musi także podejmować proste lecz ważne decyzje: którym dinozaurem ruszyć, czy pamiętam gdzie jest symbol na którym znajdę się, gdy stanę na tym polu? Proste decyzje, które dla 3 latka mogą stać się prawdziwym przeżyciem!

Park dinozaurów / fot. Przystanek Planszówka

Proste reguły, proste decyzje… jak stanie się to wszystko za proste, można utrudnić sobie rozgrywkę dodając żetony Tyranozaurów. Jest ich w pudełku 8, a ile ich dodacie, to zależy od was. Gdy odkryjemy taki żeton kładziemy go na pierwszym wolnym polu za dinozaurem, którym ruszyliśmy, i przesuwamy meteoryt. Na to pole już nikt nie może stanąć. A jeżeli zdarzyłoby się, że żadnym pionkiem nie możemy ruszyć (bo trafilibyśmy na blokowane pola), przegrywamy grę.

Jeszcze za proste? Obróćcie planszę albo skróćcie czas rozgrywki przesuwając przed rozgrywką meteoryt nieco dalej. To gra kooperacyjna, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by przed rozgrywką wybierać spośród opisanych przez autora, Stefana Kołeckiego, wariantów. Wspólnie i przed jej rozpoczęciem, bo to kolejna ważna lekcja płynąca z gry – reguły są takie same dla wszystkich i wszyscy musimy je przestrzegać.

Park dinozaurów / fot. Przystanek Planszówka

Wreszcie warto wspomnieć o jeszcze jednej cesze gier kooperacyjnych. Można w nie grać samemu. Ten aspekt nie wpływa na moją ocenę, gdyż uważam, że większą wartością płynącą z planszówek jest wspólne granie, jednak gdy akurat nie ma współgracza pod ręką, można samemu zasiąść do zabawy.

Park dinozaurów / fot. Przystanek Planszówka

I grali długo i szczęśliwie…

Zapowiadała się katastrofa. Cóż, tym razem jej nie było. Siadając do gier dla najmłodszych odkładam na bok swoje preferencje. Bardziej skupiam się na tym, czy faktycznie trafia w gusta dzieci. Park dinozaurów trafia. Trzy, cztero czy pięcio latki raczej nie będą kręcić nosem. Są dinozaury, jest wyzwanie. Przygoda! A i ja nie męczę się grając, gdyż nie jest to „głupia losowa gra” w której wszystko zależy od losu. Choć niestety mam świadomość, że siadając do niej z dziećmi, już po 2-3 rozgrywkach staje się najsłabszym ogniwem rodziny Grywalskich.