Projekt: Miasteczko jest prostą grą opartą o mechanikę deckbuildingu oraz push your luck. Jeżeli którakolwiek z nich (no dobrze, szczególnie pierwsza) nie jest tym, co lubisz, możesz z całą pewnością przyjąć, że rozbudowa karcianej mieściny nie jest dla Ciebie. W przeciwnym wypadku – właśnie znalazłeś/znalazłaś bodaj najprostszą karciankę do wykorzystania, gdy nie ma szans na zagranie w coś trudniejszego i bardziej czasochłonnego. Do tego okazuje się, że nawet brak towarzystwa nie jest problemem, ponieważ tytuł przewiduje również wariant solo. Przyjrzyjmy się zatem uważniej, co się w niewielkim pudełku od Trefl Joker Line kryje.

Projekt miasteczko / fot. Przystanek Planszówka

Karciane miasto

W pudełku znajduje się 76 kolorowych dwustronnych kart. Dla wielbicieli deckbuildingu to pewnie ilość stanowczo za mała, powinna jednak okazać się zupełnie wystarczająca dla dopiero wkraczających w penetrowanie świata planszówek. Stanowczo również dla dzieci oraz grywających jedynie rekreacyjnie i przy rzadkich okazjach towarzyskich. Na początku rozgrywki każdy z graczy otrzymuje swój zestaw startowy: cztery karty Osiedla oraz po jednej Dzielnicy, Supermarketu, Szpitala, Fabryki oraz Parku. Oprócz tego w zasobach ogólnych znajdują się cztery stosy, z których w trakcie rozgrywki gracze dokonują zakupów.

Warto w tym miejscu zatrzymać się na chwilę przy samych kartach i tym, co się na nich znajduje. Łącznie gracze mają do dyspozycji pięć typów budynków (zabudowy) i możliwości ich rozbudowy: Osiedla do Dzielnicy, Szpitala do Sanatorium, Fabryki do Elektrowni, Parku do Dworca. Rozbudowa jest możliwa po uiszczeniu oznaczonego kosztu. Można również zdecydować się na wariant odwrotny, czyli dewaluację. Oprócz tego na kartach zaznaczono przychód, czyli liczbę monet, którą gracz otrzymuje i może wykorzystać do dalszych działań (tj. zakupów lub rozbudowy). Dalej – liczbę punktów zwycięstwa oraz symbol smutnych „buziek”. W świecie social mediów zapewne nikt nie przepada za symbolem smutku, a po rozgrywkach w Projekt: Miasteczko ma szansę znienawidzić je do końca. Uzbieranie w swojej turze zaledwie trzech takich oznaczeń kończy turę gracza. Nie pozwala mu to również na dokonanie żadnej innej akcji. Informacje o możliwych (lub koniecznych) do wykonania akcjach zawarte są na poszczególnych kartach.

W swojej turze gracz może zagrywać karty – teoretycznie do oporu. W praktyce już nie jest tak różowo. Zagrywanie trwa do momentu pojawienia się trzech smutnych „buziek” lub  spasowania. W końcu nie każde ryzyko warte jest podejmowania. Następnie może dzięki zgromadzonym monetom kupić nowy budynek z zasobów ogólnych, rozbudować budynek ze stosu kart odrzuconych, kupić i od razu rozbudować budynek. Niektóre karty pozwalają na dokonywanie dodatkowych akcji kupna lub też poprawiają stan finansów gracza. Inne pozwalają na odrobinę negatywnej interakcji, czyli podrzucenie przeciwnikowi „świnki” w postaci karty Osiedla, a tym samym zwiększenie zagrożenia „buźkami”.

Projekt miasteczko / fot. Przystanek Planszówka

Dylematy metropolii

W Projekcie: Miasteczko Osiedle szybko staje się najbardziej znienawidzoną kartą i gracze dość szybko starają się zminimalizować ryzyko z nią związane. Dlaczego jest to taka niewdzięczna karta? Po pierwsze dlatego, że już na początku mamy ich aż cztery. Po drugie zawiera symbol smutnej „buźki”. Wreszcie – nie można się bronić przed jej zagraniem, gdyż „Gdy Osiedle jest na wierzchu Twojej talii, musisz je zagrać”. Dodajmy do tego fakt, że inne karty również mogą zawierać „buźkę” i zanim się obejrzymy możemy utracić kilka tur. Czekania na swoją kolej chyba nikt nie lubi!

Projekt miasteczko / fot. Przystanek Planszówka

Rozgrywka w Projekt: Miasteczko przebiega całkiem sprawnie w wariancie dwu- i trzyosobowym. W przypadku partyjki na cztery osoby bardzo dużo czasu czeka się na swoją turę. Niespecjalnie sprawdza się obserwowanie innych graczy, ponieważ – poza ryzykiem podrzucenia dodatkowego Osiedla czy wykupienia ostatnich interesujących nas kart – ich poczynania mają niewielki wpływ na to, co sami będziemy mogli zrobić. Pierwsze tury przebiegają szybko i sprawnie. Wraz z rozwojem sytuacji pojawia się coraz więcej przestojów i nieco nudnawych, dłużących się momentów.

Jest to tym bardziej wyczuwalne, że gra w dużej mierze „gra się sama”, gdy gracze zmuszeni są do zagrywania kolejnych kart. Może być to nieco frustrujące i zniechęcać wielbicieli budowania strategii. Trochę sprawdzania swojego szczęścia, trochę testowania skłonności do ryzyka – szczególnie w dalszej części rozgrywki, gdy gracz chce koniecznie wyłożyć potrzebne do zwycięstwa osiemnaście kart lub uzbierać osiem punktów zwycięstwa. Na pewno przyjemnie spędzony czas, sporo frajdy, świetna propozycja wprowadzająca do mechaniki deckbuildingu, jakkolwiek tytuł zdecydowanie nie nadaje się do regularnego i częstego grywania, szczególnie w gronie zaawansowanych graczy.

W przypadku wariantu jednoosobowego do dyspozycji gracza jest mniej kart do dyspozycji. Dodatkowo trwa niejako wyścig z czasem, gdyż koniec rozgrywki wyznaczony jest przez wyczerpanie zasobów ogólnych. Lubię możliwość grywania solo, jednak w przypadku Projektu: Miasteczko ta opcja niespecjalnie przypadła mi do gustu. Jednak jeśli karty i nie pasjans, to najlepiej sprawdzają się z innymi graczami.

Projekt miasteczko / fot. Przystanek Planszówka

Podsumowanie

Projekt: Miasteczko jest dobrze wykonaną, ascetyczną (małe pudełko, niewiele elementów, prostota wykonania) i estetyczną (proste acz urokliwe grafiki, nieco budzące skojarzenia z budowaniem miast czy budynków w starych grach komputerowych) propozycją do urozmaicenia spotkania towarzyskiego. Świetnie sprawdzi się jako wprowadzenie do deckbuildingu dla dzieci lub początkujących graczy. Do grywania sporadycznego przy rodzinnym spotkaniu albo wypadzie na „kawę i ciacho” nadaje się idealnie. Dla pozostałych – tylko jako ciekawostka.