Z dużej chmury mały deszcz

Autor:

Kategoria:

[vc_message]Poniższy artykuł pierwotnie ukazał się na blogu Pirat na planszy, który stał się częścią portalu Przystanek Planszówka[/vc_message]

Agrr! Tak pięknie wietrznie się zapowiadało. 28 stycznia roku pańskiego 2012 miałem wypłynąć w rejs i to nie jeden ale Neptun bywa przewrotny i z wielkich nadziei na łupieżce wyprawy na łajbach – Piraci: Karaibska flota, Rekiny Biznesu i Czarne historie został zrealizowany jeden rejs, który dodatkowo był początkowo marnej jakości.

Wiatr był słaby, a uczestnicy wyprawy w osobach Lady J., Czarna Hiszpanka, Hiszpański Koksu na początku rejsu sprawiali wrażenie nieobecnych na łajbie. Oczywiści to mi znowu przypadła rola gryzipiórka i łamanie się ze słowem pisanym, jakie to zasady obowiązują w sterowaniu łajbą. Wybór padł na sprawdzenie w rejsie dziewiczym Rekiny Biznesu i długo będę pamiętał ten rejs. Przede wszystkim muszę wspomnieć, że umknęła memu szklanemu oku informacja, że na uzyskiwane dochody oprócz tego, co dają fabryki składa się żołd należny każdemu uczestnikowi wyprawy w wysokości 30 dukatów. Tknęło mnie, gdy po drugim uzupełnieniu giełdy Hiszpański Koksu miał wyłącznie kartę akcji wesołego Jasia i tylko 7 dukatów w skarbcu. Tak sobie pomyślałem, że ta łajba źle płynie i że to jest wypad na mieliznę, a nie na wody oceanów. Sięgnąłem po słowo pisane instrukcją zwane i miałem rację, że pominąłem to co już wspomniałem, że każdemu graczowi 30 dukatów wypłacić miałem w fazie zbioru dochodów z produkcji fabryk.

Agrr! Dopływ dukatów swoje zrobił i w końcu licytacje nabrały rumieńców. Jak się okazało w pierwszej fazie rozgrywki to nasze Panie przodowały i  fabryki zdobywały, co dobrą kasę produkowały. Niestety uszedł im cel podstawowy, że nie o same pieniądze chodzi, a o punkty chwały i zwycięstwa koroną określone. 40 koron i zwycięstwo zapewnione! Zauważyliśmy zbyt duży nadmiar kart, co nas w ogóle nie interesowały ale może to wpływ ilości decybeli dźwięków wydawanych przez Małego Pirata i Małego Hiszpana, co wokół stołu i na całym pokładzie pirackie zabawy urządzali!

Kawał drewna pomalowany na zielono, co to udawał znacznik pierwszego gracza nie został na rejsie zaakceptowany, a co więcej za zbędną pierdołę uznany jego los został, przesądzony i za burtę na pożarcie rekinom powędrował (czyli do rodzinnego pudełeczka Rekinów Biznesu). Dukaty, które tu formę papierową przybrały wbrew wszystkiemu nie zostały zbytnio sponiewierane i całkiem dobrze się spisały. Wracając jednak do rejsu to z upływem czasu przygoda coraz bardziej się podobała, gdy tu nagle ciach…i Pirat we własnej osobie dokonał abordażu wygrywając licytację karty o 12 koronach, co zwycięstwo Pirata ukoronowało w postaci cyfry 41 i nieskończony podziw na morzu mu dało 😉

Niestety przez cały weekend więcej wypłynąć w rejs mi nie było dane, a ten jeden rejs to bardziej taki szkolny niż na pokładzie Latającego Holendra. Ale stare pirackie przysłowie brzęczy, że nie ma co przeliczać dla rekina zębów, gdy się  mu na miłość zebrało, a cieszyć się z tego, że choć z jedną drewnianą nogą to jednak uciec się udało!

Teraz czeka na dziewiczy rejs łajba, co to Trucizna się zowie. Ahoj szczury lądowe i wilki morskie i pamiętajcie, gdy Pirat na morzu harcuje to morze będzie gorące i rekinom głów do żarcia przypadnie tysiące! Agrr!

Krzysztof Niziałek
Krzysztof Niziałek
Rach, ciach, trach! W pierwszej kolejności pudła z karciankami i kośćmi plądruje, bo szybkiej konfrontacji ciągle poszukuje i nad wyraz miłuje. Wytchnienia w rodzinnej kooperacji szuka, gdzie wspólnie z Lady J. i Małym Piratem przygody przeżywają i złym lordom brzydkie gęby obijają.

Masz chwilkę?

Przeczytaj także

4 KOMENTARZE

  1. Cześć i czołem 🙂
    U Ciebie widać wody spokojne były weekend cały, ale także na moich sztormu człowiek nie uświadczył. Jeno szkwalik mały co na osłodę się zjawił. Weekendowe żeglowanie średnio udane 🙂

  2. Ahoj kamraci! Przyznaję, że wiatry nie były sprzyjający i weekend pod względem wypraw mało udany 🙁 Apetyt na rekina, a powrót z siatką śledzi 🙂 Podobno są szanse na jakieś małe co nieco jutro ale już niejedna syrenka obiecywała dla żeglarzy skarby. W drodze też jest okręt z nowymi łajbami, aż mnie ściska z radości. Szkoda tylko Trucizny, bo skończyło się na wypakowaniu i kart w koszulki przyodzianiu.

  3. W truciznę raz mi było dane zagrać… i to nie dlatego, że się zatrułem:)
    Tytuł przyjemny, lekko matematyczny. W końcu znany matematyk go przygotował i przyznaje że do tytułów dr Knizii mam słabosć.
    Idealne jako przerywnik między cięższymi tytułami.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj