Pretor

1

[vc_message]Recenzja gry Pretor pierwotnie ukazała się w trzech częściach. Dla wygody czytelników, zamieszczamy całość w formie jednego artykułu.[/vc_message]

Następny

3. Planszowe imperium?

Pretor to gra planszowa, która przykuła moją uwagę jeszcze przed premierą. Powodów było kilka: kolejna gra z serii Granna Expert, ładne wykonanie, nietypowe wykorzystanie kostek. Gdy mogłem z bliska przyjrzeć się jakości wykonania komponentów oraz poznać reguły obowiązujące w grze, spodziewałem się, że uwalniam z pudła bardzo dobry tytuł, który zasłuży na bardzo wysoką ocenę. Czy faktycznie Andrei Novac stworzył planszówkę, która dołączy do kanonu gier? Czy Pretor zasługuje na miano „planszowego imperium”?

Budulec z niewielką skazą

Wydawnictwo Granna przyzwyczaiło polskich graczy do tego, że ich produkty prezentują wysoki poziom wykonania. W przypadku Pretora również tak jest. Estetyczne grafiki doskonale nawiązują do tematyki gry.Tekturowe kafle miasta, plansze gracza, żetony muru to solidna tektura, która posłuży przez wiele rozgrywek, bez obaw o jej zniszczenie. Kolorowe znaczniki także nie budzą większych zastrzeżeń. W ogólnym rozrachunku rzut okiem na grę budzi bardzo pozytywne odczucia. Po kilku rozgrywkach można jednak mieć kilka zastrzeżeń.

Najpoważniejsze dotyczą się ergonomii. Duże kafle miasta, wielkie plansze pomocy graczy sprawiają, że granie w pięć osób może być dość kłopotliwe. Szybko może się okazać, że na średniej wielkości stole, zabraknie nam miejsca na rozkładanie elementów.

Drobniejszymi elementami zakłócającymi pozytywny odbiór są kostki. W niektórych egzemplarzach część z nich mają źle wytłoczone ścianki. Warto tutaj jednak wspomnieć, że Wydawca bardzo szybko na to zareagował i w przypadku błędów na kostkach, które utrudniałyby rozgrywkę, możliwa jest ich wymiana. To dowód na to, że Granna bardzo poważnie traktuje graczy. Z pozostałych wad wsponieć należy o mało praktycznym torze punktacji, czy też pomarańczowych znacznikach drewna i złotych monetach o niższym nominale niż srebrne. Choć obowiązek recenzencki wymaga, by o nich wspomnieć, należy podkreślić, że na te wady można spokojnie przymknąć oko.

Od inżyniera do Pretora

Pretor zaskakuje prostotą reguł. Autorowi udało się stworzyć grę, którą można wytłumaczyć w dziesięć minut, dającą graczom możliwość sporego główkowania nad optymalizacją ruchów.

Najciekawszym mechanizmem w grze jest sposób wykorzystania kostek. Kilka lat temu, rozpoczynając swoją przygodę z planszówkami, uznawałem kostkę za synonim zła. Dzięki takim tytułom jak Pretor, Stone Age, czy Zamki Burgundii zmuszony zostałem do zrewidowania swoich poglądów. Sam pomysł zaznaczania doświadczenia robotników za pomocą kostki, pewnie by mnie tak nie zaskoczył. Prawdziwą „perełką” jest przechodzenie robotników na emeryturę i konieczność płacenia „pensji” zarówno tym, którzy pracują, jak i tym, którzy odpoczywają na zasłużonej emeryturze. Autor nie poprzestał na tym. Dorzucił jeszcze możliwość zdobycia punktów za przejście na emeryturę. Zmusza to od graczy balansowania pomiędzy liczbą robotników aktywnych i emerytowanych.

Drugim mechanizmem, który zwrócił moją uwagę podczas czytania reguł, było punktowanie za dopasowanie placów (rogów kafli) według kolorów. W pierwszej rozgrywce wydawało się to świetnym rozwiązaniem. Jednak szybko okazało się, że niestety, sztucznie wydłuża to czas gry. Szczególnie podczas partii w 4-5 osób. W rezultacie, podczas rozgrywek nie raz miała miejsce sytuacja, gdzie podczas próby znalezienia optymalnego miejsca umieszczenia kafla, gracze wspólnie go szukali, pomagając sobie nawzajem, by przyśpieszyć grę. Przy łącznej liczbie zdobywanych punktów (a można ich zyskać nawet kilkaset), nie odbierali oni tego jako element obniżający ich szanse na wygraną.

Różnorodność budynków sprawia, że gra faktycznie wymaga sporo główkowania, by optymalnie wykorzystać dostępne zasoby. Gracze mogą optymalizować swoje strategie szukając różnych dróg punktowania w zależności od sposobu rozwoju swojego imperium. Punkty dostajemy nie tylko za samo budowanie, ale w zależności od tego, jaką drogę rozwoju wybraliśmy zyskać je możemy za poziom morale (Świątynia Wenus), kafle miasta (Świątynia Apolla), aktywnych robotników (Świątynia Mai), czy też surowce. Istnieje także możliwość zdobywania punktów poprzez spełnianie żądań cesarza i budowania kolejnych odcinków muru Hadriana. Wbrew pozorom droga do wygranej nie będzie prosta.

Po dwóch, trzech rozgrywkach, warto skorzystać z wariantu bez użycia kafla „rynku”. Niestety, doświadczonym graczom może psuć on przyjemność rozgrywki. Odpowiednio wykorzystując surowce do sprzedaży, szybko można zyskać tyle pieniędzy, że opłacanie robotników nie sprawia najmniejszego problemu przez kilka rund. Odnoszę wrażenie, że został on dodany po to, by ułatwić graczom rozgrywkę, zwiększając grono potencjalnych odbiorców. Niestety chyba powoduje to zbyt wielkie uproszczenie. A przecież z założenia gra kierowana jest do doświadczonych graczy….

Pozostaje jeszcze kwestia skalowania. Mechanicznie ono działa dobrze. W zależności od liczby graczy, korzystamy z różnej liczby kafelków. Jednak chcąc grać w 4-5 osób jest mało prawdopodobne, by skończyć grę we wskazanym na pudełku czasie 90 minut. Gra mocno się wydłuża i w pełnym składzie liczyć się trzeba nawet z czasem zbliżonym do 3 godzin. A przy tym co daje gra, dla niektórych może być to zbyt długo.

Imperium Romanum?

Ocena Pretora nie należy do łatwych. Z jednej strony bardzo solidne wykonanie, z ładnymi grafikami. Z drugiej problem ergonomii związany zarówno z wielkością kafli jak i, dla niektórych graczy, zbyt małymi ikonami względem obrazka na kaflu.

Mechanicznie, genialne rozwiązanie użycia kostek, które nie pozwala przejść obojętnie obok gry, z drugiej sztuczne wydłużenie czasu rozgrywki poprzez punktowanie za łączenie placów.

Czytając instrukcję przychodziły mi na myśl skojarzenia z takimi tytułami jak np. Caylus, ze względu na płacenie właścicielowi budynku za skorzystanie z akcji jaką daje kafel miasta, czy Kingsburg (ustalanie kolejności, dające pierwszeństwo ostatniemu graczowi). To sprawiło, że grze stawiałem wysokie wymagania. I częściowo one zostały zaspokojone. Czujemy tutaj pożądany syndrom tzw. „krótkiej kołderki”. Nie raz gracze zauważają, że nagle zaczyna im brakować któregoś z surowców. Psuje to trochę rynek, który na szczęście można wyeliminować. Czy to wystarczyło, by gra stanęła w szeregu z klasykami worker placement?

Niestety nie. Pretor to dobra gra. Ale do miana bardzo dobrej trochę jej zabrakło. I nie jest to kwestia drobnych potknięć w wykonaniu, bo jakość komponentów, mimo wszystko uważam za bardzo dobrą. Jednak mechanicznie coś zawiodło. Pomimo wyśmienitego sposobu wykorzystania kości i „wieku emerytalnego” robotników, gra nie daje tyle satysfakcji co wspomniany wcześniej klasyk gatunku „Caylus”. Może dodatek to zmieni, bo gra z całą pewnością daje możliwość tworzenia wielu dodatków. Jednak na tą chwilę Pretor zasługuję na miano gry dobrej. Na pewno warto ją poznać choćby ze względu na nowatorskie podejście do kostek.

Dziękuję wydawnictwu:

za przekazanie gry do recenzji 

Następny