E-planszówki jak ebooki?

Autor:

Kategoria:

Gdy technologia wkracza do kolejnych dziedzin naszego życia, często powoduje to wiele sporów wśród jej potencjalnych odbiorców. Spójrzmy np. na ebooki: wielu „moli książkowych” uważa czytanie książek na czytnikach niemal za świętokradztwo. Dla innych, to doskonały sposób na obcowanie z książką w sytuacjach, w których wcześniej byłoby to uciążliwe. Podobie jest z planszówkami. Z roku na rok dostępnych jest coraz więcej cyfrowych odpowiedników gier planszowych. A w sieci pojawiają się zarówno głos „za” jak i „przeciw”. Zatem: jest to zwykła fanaberia, czy szansa dla planszoManiaKów?

Do nowinek technologicznych podchodzę z dystansem. Gdy w dyskusjach o tym jak technologia zmieniła naszę życie słyszę, że wszyscy obecnie mamy smartphony, uśmiecham się pod nosem, gdyż jestem „wyjątkiem potwierdzającym regułę”. Czasem jednak sięgam po dobrodziejstwa techniki. Jedną z takich dziedzin, którą zaraziłem także Pirata Cristobala, są e-książki. Wyraża się to nie tylko w czytaniu ebooków, lecz także nasze zaangażowanie w ich tworzenie. Powstały tak pierwsze dostosowane do czytników numery Rebel Times, ŚGP, i instrukcje do kilku gier planszowych. Z perspektywy czasu jako czytelnik i planszoManiaK, nie żałuję wypłynięcia na nieznane wody. Jakby tego było mało, od jakiegoś czasu, kolejne urządzenie wtargnęło do mojej codzienności. Jest nim iPad. I możecie wierzyć lub nie, ale to zasługa gier planszowych!

Jedną z większych zalet gier bez prądu jest ich społeczny charakter. Planszówki dają podwójną przyjemność: obcowania ze znajomymi oraz z grą. Jednak właśnie z tego powodu często gramy mniej, niż byśmy sobie tego życzyli. W świecie, w którym mamy niemal nieograniczony dostęp do informacji, jesteśmy coraz bardziej mobilni, to właśnie czasu i możliwości, by spotkać się w kilka osób jest zdecydowanie za mało. Jak mawiał „klasyk”: wszystko ma plusy dodatnie i plusy ujemne…. W takich wypadkach implementacje gier planszowych na urządzania tablety, PC-ty itp. mogą być czasem jedyną możliwością, by obcować z ulubionymi tytułami….

Pewnie słyszeliście, że e-planszówki nie są w stanie zastąpić tradycyjnych planszówek. Nie dostarczają one przyjemności jaką daje otwieranie pudła, rozkładanie komponentów, próba ogarnięcia wzrokiem i umysłem tego, co dzieje się na stole zastawionym masą komponentów. Choć częściowo muszę się z tym zgodzić, to  przytaczam te stwierdzenia z innego powodu. Przypomina mi to główny argument używany przez przeciwników ebooków: książka która nie ma zapachu, nie można jej swobodnie kartkować i zaginąć rogów to tylko jej uboższa kopia. A jednak coraz więcej osób po nie sięga. Co więcej: mówi się, że posiadacze czytników czytają rocznie więcej książek…

Dlatego chciałbym zachęcić, by spojrzeć na planszówki z perspektywy treści, którą niesie ze sobą gra, a nie tylko jej medium. Dzięki temu ebook stał się nową formą obcowania z treścią książki, a e-planszówka nowym sposobem obcowania z grami…

Cyfrowe wersje gier planszowych mają sporo zalet. Pierwsza którą wymienię to tryby rozgrywki. Większość z nich oferuje możliwość grania z „procesorem”, a także tryb multiplayer (turowy lub „na żywo”), czy też pass and play. Przyznam szczerze, że tak dla pierwszych sięgam po tablet, tak ostatni  mnie nie przekonuje. Dusza planszoManiaka domaga się, by siadając do rozgrywki z realnym graczem, przy jednym stole, wyciągnąć tradycyjną planszówkę. Są też implementacje oferujące graczowi coś więcej niż to co otrzymywaliśmy otwierając pudło. Doskonałym przykładem tego jest, wydany niedawno Galaxy Trucker ze świetnym trybem kampanii oraz systemem turowej rozgrywki.

Drugą zaletą jest czas. Możemy grać o której godzinie chcemy, nie będąc uzależnionymi od ograniczonego zasobu jakim jest czas  wolny współgraczy. Setup, nawet najbardziej skomplikowanych gier trwa zazwyczaj kilka sekund. Wreszcie skraca się czas rozgrywki. Grając z różnymi wcieleniami „procesora”, pojedyncza rozgrywka zajmuje zdecydowanie mniej czasu. Nie ukrywam, źe dzięki temu niektóre (dobre)planszówki, których dawno już nie uwalniałem z pudła, na nowo cieszą. Niezwykle przyjemnie jest usiąść na 10-15 minut, by zagrać w Ticket to Ride.

Po trzecie, cyfrowe odpowiedniki gier planszowych dają twórcom potężne narzędzie, którego brakuje wydawcom tradycyjnych gier. Mowa tutaj o tutorialach, które pozwalają krok po kroku wprowadzić gracza w świat zamknięty w aplikacji. Nie wszyscy deweloperzy z tego korzystają, jednak w przypadku dobrze przygotowanego tutorialu, dzięki jego interaktywnej formie, łatwiej przyswoić, czasem niełatwe, zasady. Natomiast konieczność czytania kilku-kilkunastu stron instrukcji sprawia, że wiele osób nie sięga po bardziej skomplikowane tytuły, szczególnie, gdy zasady zostały spisane w niejasny sposób.

Równie ważnym argumentem jest możliwość sprawdzenia planszówki przed jej zakupem. Aplikacje są zazwyczaj dużo tańsze niż gry bez prądu. A dzięki nim możemy ocenić, czy gra trafia w nasze gusta, czy też  nie. Są też gry, które chętnie sięgam w cyfrowej wersji, jednak w tradycyjnej, raczej ich nie nabędę. Choćby Sentinels of the Multiverse. Nie przepadam za grami kooperacyjnymi, a jej mechanika, choć niezbyt skomplikowana, wymaga by pamietać o wszystkich efektach wprowadzanych przez karty. W elektronicznej wersji, granie kilkoma bohaterami nie stwarza trudności, a o aktywnych modyfikatorach przypomina nam aplikacja. Wreszcie e-planszówka to obcowanie z lubianymi mechanikami, możliwość częstszego ogrywania tytułów i masa dobrej zabawy.

Na pewno można wymienić jeszcze więcej zalet. Można wymienić także kilka wad. Jednak o nich chciałbym pisać przy okazji recenzji poszczególnych tytułów. A te na pewno się pojawią, gdyż Przystanek Planszówka nawiązał współpracę z serwisem tabletManiaK.pl. Już od jutra na stronie naszego partnera publikować będziemy recenzje implementacji gier planszowych na tablety.

tabletmaniak

Zachęcam do śledzenia naszych stron i lektury recenzji implementacji gier planszowych na urządzenia mobilne. Jeżeli mieliście styczność z e-planszówkami podzielcie się w komentarzach waszymi wrażeniami. Jest to wykorzystanie szansy jaką dają nowe technologie, czy uważacie, że to forma planszówkowej dewiacji?

p.s.

Nawet w naszej redakcji zdania na temat e-planszówek są podzielone. Pirat Cristobal, choć od grania na konsoli nie stroni,  jest ciągle zdystansowany do cyfrowych wersji planszówek. Zobaczymy, może podobnie jak w przypadku ebooków i on chwyci po tablet?

Łukasz "UncleLion" Juszczak
Łukasz "UncleLion" Juszczak
Mąż, planszoManiaK, recenzent, socjolog, rowerzysta, yerboholik, redaktor naczelny... wiele ról, które się zazębiają niczym mechanizmy w dobrym euro....

Masz chwilkę?

Przeczytaj także

1 KOMENTARZ

  1. Mam neuroshimę hex na androida i wersje papierową 3.0.
    Powiem szczerze, że elektroniczna ma wieeele zalet:
    1. Na papierową faktycznie trzeba wydać…(a gra się rzadziej)
    2. Elektroniczną można wyjąć zawsze! Na ławce na zajęciach(ja na uczelni, ale dla wielu będzie to szkoła), w środkach transportu publicznego, czy też po prostu czekając np. w kolejce… Telefon zawsze mamy przy sobie, z tabletem może jest gorzej ale nie zawsze potrzeba dużego ekranu… i zawsze możemy to zrobić(planszy na zajęciach się nie rozstawi ale telefon…)
    3. Co się tyczy powyższego łatwiej jest o kogoś do grania… Papierową trzeba mieć ze sobą(zakładając że ustawiamy się „gdzieś”(w sensie uczelnia/szkoła, pub/kawiarnia etc.) ktoś musi ją przytaszczyć), a skoro tak, to trzeba się zgrać, wszyscy muszą mieć czas itd. więc jest problem… a tak możemy grać „na spontanie” i znaleźć kompana mniej lub bardziej przypadkiem
    4. Tutoriale(a nawet jak ich nie ma to i tak mamy możliwość „poznania gry na sucho”)
    5. Ćwiczenia z botami… Nie potrzeba kompana żeby zostać przynajmniej „srednio zaawansowanym”

    No to teraz nasuwa się pytanie: po co mi papier??
    To proste… Długi wieczór, napoje(także te z „%”), chipsy, przekąski, plansza, kumple itd.
    Chyba już każdy powinien wiedzieć o co mi chodzi..
    Tak… Trzeba się zgrać, trzeba mieć czas i trzeba się nieco poświęcić… Ale takie „sesje” są tego warte!!
    Oczywiście w ostateczności nawet przy takiej okazji można by grać na tablecie… Ale sami pomyślcie: duży przestronny stół, rozstawione żarcie, wygodne krzesła i wszyscy nachylają się nad zasranym tabletem żeby widzieć co się dzieje*…
    Spotykamy się żeby pogadać, pożartować, pośmiać się, a przy tym zjeść coś niezdrowego ale okrutnie dobrego i pograć w coś co pozwoli zapomnieć o wyczerpujących się tematach rozmowy(zarówno wypełniając „niezręczną ciszę”, jak i podsuwając nowe tematy)

    *- Tak… Oczami wyobraźni widzę „idealną dużą wersję cyfrową” „jakiejś tam gry”:
    W roli planszy duuuży ekran wielkości stołu(niezależnie jakiego typu ekran – może być i „przerośnięty tablet” i po prostu ekran rzutnika, ważne żeby dało się go jakoś obsługiwać), a to co „mamy w ręku” mamy na połączonych przez jakieś wi-fi, czy inny bluetooth telefonach/tabletach… Jednoczesna automatyka akcji(nikt nie pominie tury, nikt nie zapomni o zasadach, nikt nic błędnie nie policzy) i wygoda, oraz klimat dużego stołu… I niby jest to do wykonania już teraz, ale wciąż nikt tego nie zrobił…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj