Zatop się w gąszczu Neodżungli. Dodatek do Neuroshimy Hex

Autor:

Kategoria:

 

Pierwszym dodatkiem, który kupiłem do Neuroshimy Hex, była właśnie Neodżungla. Głównie ze względu na jej grafiki i klimat. W końcu kto nie chciałby pokierować bandą krwiożerczych zmutowanych roślin?

Fabularnie tytułowa Neodżungla to zmutowany ekosystem, który – kierowany instynktem przetrwania – powoli się rozrasta, pochłania wszystko na swojej drodze i brutalnie przejmuje kolejne tereny. Nieszczęśników, których udaje się jej wchłonąć, zamienia w przedziwne hybrydy mutantów i roślin, tworząc w ten sposób swój własny dziwaczny ekosystem.

Welcome to the jungle

W grze rozrastanie Neodżungli symuluje zdolność sztabu o tajemniczej nazwie „macierz”. Jednostki Neodżungli połączone z bazą tworzą macierz, a wszystkie połączone z macierzą jednostki również wchodzą w jej skład. Można zapytać: co daje taka macierz?

Otóż jeśli na jakąś jednostkę w macierzy działa moduł, to działa również na wszystkie jednostki w macierzy. W ten sposób nawet z początku słabe jednostki staną się nie do pokonania, a jeśli nasi przeciwnicy uznają, że póki co stanowimy zbyt małe zagrożenie, i nie będą sukcesywnie przerywać naszych struktur, to ani się obejrzą, a Neodżungla zajmie całą planszę. Dlatego jeśli gramy przeciwko zmutowanym roślinom, lepiej wziąć do serca słowa Małego Księcia i zmusić się do regularnego wyrywania chwastów.

Neodżungle cechuje dość duża liczba silnych, jednak powolnych jednostek, dlatego warto jak najszybciej podłączyć do macierzy moduły zwiększające inicjatywę. Armia nie posiada żadnych strzelców, ale komu są oni potrzebni, jeśli zalejemy przeciwnika falą potężnych i szybkich stworzeń?

Jeśli to nie odstraszy naszego wroga, to Neodżungla ma też na stanie trzech sieciarzy, a istną wisienką na torcie, są truciciele, którzy potrafią zatruć jadem jednostki, a nawet sztab przeciwnika.

Dla kogo ta armia?

Neodżungla przypadnie do gustu wszystkim lubiącym kombinować. Gra się nią bardzo przyjemnie, a budowanie macierzy to świetna zabawa i jako taki wysiłek dla naszych szarych komórek. Musimy stale kontrolować planszę i sprawdzać, czy aby na pewno nasz przeciwnik nie rozbije naszej macierzy przy najbliższej bitwie. Jeden mały błąd i cała nasza struktura może rozsypać się w drobny mak, a nasze szanse na zwycięstwo znacznie spadną.

Armia jest całkiem prosta, ale trzeba rozegrać kilka gier, by wyczuć, jak działa macierz, jakie żetony zagrywać i na jak dużo można sobie pozwolić. Mimo wszystko warto ją zakupić chociażby dla klimatu, który wprowadzają ciemnozielone kafelki.

 

Mikołaj Wysocki
Student politechniki, który odkrył, że jego prawdziwą pasją (poza planszówkami oczywiście) jest pisanie. Wszystko zaczęło się od jednej recenzji, a skończyło się na amatorskich powieściach dramatach i opowiadaniach. Dryfujący w świecie całek i macierzy humanista. Tak bym opisał siebię w jednym zdaniu.

Masz chwilkę?

Przeczytaj także

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here