Mały Książę: Stwórz mi planetę

0

Recenzja gry Mały Książę: Stwórz mi planetę pierwotnie ukazała się na blogu Prosto z pudła w formie trzyczęściowego „procesu”. Dla wygody czytelników, zamieszczamy całość w formie jednego artykułu.

Poprzedni

1. Portret pamięciowy

„Mały Książę” to bez wątpienia klasyka światowej literatury. Najsłynniejsze dzieło Antoine de Saint-Exupery’ego doczekało się tłumaczenia na ponad 170 języków, a jego nakład szacuje się na ponad 60 milionów egzemplarzy. Jest to książka która podbiła serca dzieci i dorosłych. Jeżeli ktoś szuka lektury, w której przesłanie dla siebie znajdą zarówno młodzi ,jak i ci starsi czytelnicy, powinien sięgnąć po „Małego Księcia”.

Całkiem niedawno, na planetę, na której znajduje się Planszówkowy System Sądownictwa dotarła paczka od Wydawnictwa Rebel. W środku znajdowało się pudło ze znajomymi grafikami, lecz nie znaną dotąd zawartością. Była to gra planszowa „Mały Książę. Stwórz mi planetę„. Paczka z grą zobowiązuje Sąd do przygotowania recenzji. Recenzji w formie procesu, ponieważ my dorośli jesteśmy bardzo dziwni….

Dorośli zamykają Małego Księcia w pudle

Zaskakującym jest fakt, że pomimo wielkiego sukcesu książki, aż 70 lat od jej pierwszego wydania czekaliśmy na planszówkę opartą na historii „Małego Księcia”. Dopiero w 2013 roku, ukazała się gra dwóch autorów: Antoinego Bauza oraz Bruno Cathala. Panowie Ci wcześniej wydali m.in. takie gry jak: 7 Cudów, Cyklady, Ghost Stories. Ich doświadczenie z jednej strony daje nadzieje, że zamknęli w pudełku dobrą grę, z drugiej wzbudza pytanie: czy mają w sobie jeszcze tyle dziecka, by stworzyć dobrą, familijną planszówkę, o tak poważnym młodzieńcu jakim jest Mały Książę?

Narysuj mi pudełko…

– Proszę cię, narysuj mi baranka …
(…)
Narysowałem baranka. Mały przyjrzał się uważnie i rzekł:
– Nie, ten baranek jest już bardzo chory. Zrób innego.
Narysowałem.
Mały przyjaciel uśmiechnął się grzecznie z pobłażaniem:
– Przyjrzyj się. To nie jest baranek, to baran. On ma rogi.
Zrobiłem nowy rysunek, ale został odrzucony tak jak poprzedni:
– Ten baranek jest za stary. Chcę mieć baranka, który będzie długo żył.
Tracąc już cierpliwość – chciałem bowiem jak najprędzej zabrać się do naprawy motoru – nabazgrałem ten obrazek i powiedziałem:
– To jest skrzynka. Baranek, którego chciałeś mieć, jest w środku.
Byłem bardzo zdziwiony, widząc radość na buzi małego krytyka.
– To jest właśnie to, czego chciałem.*

Tym na co my, dorośli gracze, zwracamy mocno uwagę, jest to, co dostajemy w pudełku. Patrzymy zarówno na samo pudło, jak i na jego wnętrze. Szacujemy, czy liczba komponentów i ich jakość, równoważy cenę, czy są one tak ułożone, jakbyśmy tego chcieli.

Wiedząc o tym, Wydawca zamknął „Małego Księcia” w niedużym pudle. Tak, by komponenty miały wystarczająco miejsca, a gracze nie mieli problemu z jego transportem. Umieścił w nim wypraskę. Bardzo wygodną, ponieważ pozwalającą na dobre uporządkowanie wkładanych do niego elementów. Podróżując z grą w różne miejsca  nie musimy się obawiać, że elementy się pomieszają, wypadną z przegródek, czy poniszczą. A gdy już dotrzemy, wyciągnięcie ich ze środka będzie bardzo proste, ponieważ pomyślano o odpowiednim wyprofilowaniu przegródek.

Zawartość pudełka to 80 kafli, z których gracze będą budowali planety, 5 znaczników oraz instrukcja. Kafle można podzielić na te, które nadrukowane mają wnętrze planety  jej krawędź wznoszącą, opadającą oraz postacie. Kafle trochę większe niż te znane z Carcassonne, są równie dobrze wykonane. Nie rozwarstwiają się, są czytelnie zilustrowane. Instrukcja krótka, napisana bardzo przystępnie oraz zawierająca sporo ilustracji. A na znacznikach punktacji znajdziemy Małego Księcia.

Narysuj mi grę…

Dorośli poradzili mi, abym porzucił rysowanie węży zamkniętych oraz otwartych i abym się raczej zajął geografią, historią, arytmetyką i gramatyką. W ten sposób. mając lat sześć, porzuciłem wspaniałą karierę malarską.*

„Mały Książę” słynął m.in. z ciekawych rysunków, wykonanych przez samego autora książki. Bez tych rysunków trudno byłoby zrozumieć książkę…. Dlatego nie powinien dziwić fakt, że autorzy planszówki zdecydowali się wykorzystać grafiki z literackiego pierwowzoru. Dzięki temu gra naprawdę cieszy oko. Miłośnicy książki z pewnością to docenią. Osoby, które z nią się nie zetknęły, mogą być początkowo zaskoczone, jednak ze względu na charakter familijny gry, nikogo nie powinny one zniechęcać.

Elementem, który trzeba było dodać do rysunków Antoine de Saint Exupery’ego jest ikonografia na kaflach postaci. Na szczęście jest ona bardzo czytelna i zarówno dzieci jak i dorośli bardzo szybko ją zrozumieją.

Warto także spojrzeć na tył pudełka. Tam, gdzie zazwyczaj znajdujemy tekst promujący grę, znajduje się tor punktacji. Gdy każdy z graczy zna grę i sam podlicza punkty, nie zawsze będzie on wykorzystywany. Jednak w sytuacji gdy gracze wspólnie będą podliczać wyniki, wtedy jest on bardzo przydatnym dodatkiem.

– Żegnaj – odpowiedział lis. – A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

– Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu – powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.

Gracze dobrze wiedzą, że gra ma nie tylko cieszyć oko. Ma przede wszystkim bawić. Dlatego chcąc ocenić grę musimy spojrzeć głębiej. Do tego co jest niewidoczne na pierwszy rzut oka. I właśnie kwestią mechaniki, czyli serca gry „Mały Książę: Stwórz mi planetę” zajmie się na kolejnej części procesu.

*Cytaty oznaczone kursywą pochodzą z książki: de Saint-Exupery A., Mały Książę, Muza S.A., Warszawa 2004

Poprzedni