Recenzje i recenzenci – czwarty głos w dyskusji

0

W sieci ukazała się trzecia część Rozmów Znad Planszy do której odsłuchania szczerze zachęcam. KubaP, Tycjan i Yosz poruszyli kilka niełatwych tematów związanych z pojawiającymi się w sieci recenzjami i „pracą” recenzentów. Rozmówców było trzech, natomiast z racji, że materiał wzbudza do pewnych refleksji, mam nadzieje, że Panowie nie będą mieli nic przeciwko gdy dorzucę swoje trzy grosze….

znadplanszy-rozmowy-header-03

 

Sprzedaż egzemplarzy recenzenckich

Ten temat był poruszany całkiem niedawno także na blogu Board Game Factory. Obserwując rynek wtórny gier, faktycznie można zauważyć, że część recenzentów, zaraz po opublikowaniu materiału o grze, decyduje się na jej sprzedaż. Czy oznacza to podważenie wystawionej oceny?

Nie będę wgłębiał się w kwestie tego, czy egzemplarz recenzencki jest wypłatą za prace czy też nie. To już zależy od interpretacji danego autora. Jednak nie można postrzegać tego zjawiska tylko w wymiarze czarnego PR-u. Motywacji sprzedaży może być wiele i są one poniekąd niezależne od przyznanej oceny. Może to wynikać z kwestii finansowych nie związanych grami, chęci zdobycia funduszy na kolejne tytuły, wreszcie względami przestrzennymi bo nie każdy może sobie pozwolić na trzymanie w domu dużych kolekcji.

Co jest główną przyczyną? Tego nie wiem, należało by porozmawiać ze sprzedającymi gry. Jednak oceniajmy tego za pomocą dychotomicznej skali „dobre”, „złe”. Problem jest bardziej złożony.

Pytaniem, które rodzi się po odsłuchaniu audycji i lekturze felietonu brzmi: czy godzi to w interes Wydawców? Bo z jednej strony pojawia się wątpliwość, czy taka gra powinna trafiać do drugiego obiegu. Z drugiej strony, forum na którym pojawia się najwięcej ofert sprzedaży, jest na pewno także przez nich obserwowane. A skoro kolejne tytuły trafiają do tych recenzentów, oznacza to pewne ciche przyzwolenie i akceptację danego zjawiska. Może jest to niejako wliczone w koszta promocji?

Myślę, że to jeden z tych trudnych tematów, które warto by rozwinąć, podpytać tych, którzy gry przekazują recenzentom. I nie miałoby to na celu wytykanie komuś błędu, a uwrażliwienie na problem. Jednak by problem dostrzegli inni, czasem należy go głośno o nim powiedzieć.

Nabijanie kolekcji

Czy warto recenzować złe gry? Kolejne pytanie, na które nie da się jednoznacznie odpowiedzieć. W rozmowie przewinął się temat misji jaką ma recenzent. Jedni nastawieni są na promocję DOBRYCH gier, inni nie tylko promować, ale także przestrzec przed tym co słabe. W ostatnim czasie faktycznie pojawiło się w sieci sporo bardzo krytycznych tekstów o grach. Przypadek? Nie koniecznie. Mam wrażenie, że jest to efekt jednego z felietonów, który wywołał wspomnianą lawinę: patrzeć złym okiem. Słowo spowodowało działanie….

Czy recenzent powinien brać do recenzji wszystkie gry? Według mnie nie. W tej kwestii moje spojrzenie jest bliższe „tycjanowej” wizji roli recenzenta. Prosta sprawa: nie znosisz gier danego typu, dwa razy przemyśl zanim zdecydujesz się na jej recenzje. Co z tego, że półka będzie pękać pod ciężarem gier i ładnie to będzie się prezentowało na BGG skoro sama recenzja będzie męczarnią o czym wiedziałeś już od samego początku?

Mam czasem wrażenie, że część z nas bierze wszystko, bojąc się czy odmowa nie zostanie źle odebrana. Taka polska mentalność: dają-bierz, lub weź bo inaczej się obrażą. Czy odmowa nie burzy wizerunku „eksperta” budowanego przez osobę/redakcję w oczach Wydawcy? Czy odmówienie przyjęcia egzemplarza recenzenckiego jest strzałem w stopę i zamknięciem furtki u Wydawcy? Doświadczenie i intuicja odpowiada mi, że jest wręcz odwrotnie.

Warsztat recenzenta

Innym problemem jest to jakie recenzje wychodzą spod naszych rąk. Tycjan zwraca uwagę na pewną schematyczność. Przy rosnącej liczbie stron które piszą o grach, na pewno będzie się ona pojawiać. Dostrzeżemy ją w argumentacji oceny, gdyż pewne wady i zalety dostrzega każdy rzetelny recenzent. Częściowo także dostrzeżemy ją w formie, gdyż ciężko uniknąć przynajmniej krótkiego opisu zasad i podsumowania oceny.

Pewne aspekty tego zjawiska są dla wielu pewnie nie uchwytne, jednak jeżeli ktoś śledzi na bieżąco teksty pojawiające się w sieci, zauważy, że forma czy używane słownictwo przechodzi z jednej recenzji do drugiej. Z czego to wynika? Każdy z nas traktuje planszówki jako hobby. Nikt nie uczy jak pisać dobre recenzje, nie ma jednoznacznego wyznacznika jak to robić. Jednak każdy obserwuje, uczy się od innych. Czy to źle? Moim zdaniem nie. O ile efekt nie jest bezkrytyczną kalką dostrzeżonych pomysłów,  to może stać się on początkiem ewolucji, dojrzewania recenzenta. Mimo wszystko każdy dokłada coś od siebie. To prowadzi w końcu do różnorodności a ta może być siłą środowiska. Bo tak jak mamy różne recenzje, tak mamy różnych czytelników, którzy, na szczęście, mają obecnie w czym wybierać i mogą budować własny ranking autorów do którego kunsztu jak i gustu mają zaufanie.

Wspomniałem o czytelniku, którego w rozmyślaniach pomijamy. Nie zapominajmy, że On jest głównym odbiorcą i On najlepiej oceni czy nasz warsztat jest dobry czy zły.

Czas zmian?

Rodząca się myśl prowadzi często do jej wyrażenia za pomocą słowa. Słowo może być zaczątkiem zmian. Dyskusje o krytycznych recenzjach, kunszcie i rzetelności recenzentów, rozrastającej się blogosferze mogą wymusić na społeczności planszówkowej ewolucje. Nie bójmy się tego! Nie ma nieomylnych i doskonałych recenzentów. Nie ma idealnych stron o grach. Jeżeli wspomnianej na początku rozmowy słuchali z uwagą inni recenzenci, każdy znajdzie w niej pewien przytyk w swoją stronę: może to być recenzowanie bez ogrania tytułu, nieterminowość, stawianie na ilość a nie jakość, schematyczność, niedbałość, rozdmuchane ego i poczucie elitarności oraz nieomylności. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało warto czasem stanąć w prawdzie przed sobą i spojrzeć krytycznie na swoją prace. I dostrzec konieczność zmian.

Jako recenzenci na pewno będziemy musieli zrobić rachunek sumienia. Czy recenzja powinna pojawić się jak najszybciej, by mieć „świeży” materiał nawet gdy powstaje ona bardziej na bazie przypuszczeń niż faktycznej wiedzy o tytule? Czy szukać nowych form, czy czerpać garściami z utartych schematów?

Rosnąca liczba blogów prawdopodobnie sprawi, że Wydawcy mniej chętnie będą przekazywali egzemplarze recenzenckie. Pytanie co będzie „filtrem” decydującym do kogo gra trafia: popularność strony czy jej wartość merytoryczna, co nie zawsze musi iść ze sobą w parze. Chęć rzetelnej recenzji, czy „artykułu sponsorowanego”?

Wreszcie czy stawiać na własną „działalność”, czy dążyć do konsolidacji?

Zazwyczaj boimy się zmian, jednak pamiętać należy że mamy na nie wpływ. Ważne, by nie prowadziły one do podziału tylko rozwoju środowiska, by pojawiające się krytyka była konstruktywna (choć nie zawsze będzie ona jednoznaczna co pokazuje audycja). Rynek planszówek się rozrasta, gracze mają coraz większą świadomość a zarazem wymagania wobec Wydawców. Recenzenci i ich praca jest częścią tego rozwoju – ważne byśmy umieli i chcieli nadążyć za zmianami. Skoro gracze stawiają większe wymagania wobec Wydawców, to zarówno gracze jak i Wydawcy mają prawo podnosić poprzeczkę recenzentom.

Kolegom z Rozmów Znad Planszy dziękuję za podjęty temat. Bo przypomnieli nam wszystkim o tym, że recenzje to nie wyścig o to kto więcej, z przepychem i lepiej. Podstawą tego co robimy jest misja popularyzacji planszówek. Drogę do tego musi każdy z nas sam wypracować bo nie ma „metody” pisania recenzji, jest „rzemiosło”. Chcąc być dobrym rzemieślnikiem trzeba się ciągle rozwijać i tego sobie oraz innym kolegom i koleżankom recenzentom na zakończenie życzę.

Tym którzy doczytali do końca „czwarty głos” dziękuje za poświęcony czas zachęcam do komentowania. Jeżeli nie odsłuchaliście jeszcze pierwszych trzech głosów, koniecznie to zróbcie bo naprawdę warto (link).