Recenzja gry Relic Runners pierwotnie ukazała się w trzech częściach. Dla wygody czytelników, zamieszczamy całość w formie jednego artykułu.

Poprzedni

1. Tajemnicze pudło

Pasja miłośnika gier planszowych nie pozwala mu siedzieć w miejscu. Szuka on kolejnych pudeł, aby przeżyć przygodę, uniesienie intelektualne, doświadczyć rywalizacji i radości z wygranej. Otwierając kolejne pudła staje się odkrywcą. Najpierw ocenia materialną postać gry, przygląda się jej wykonaniu, trwałości. Jednak to mu nie wystarcza, nie jest on tylko widzem przechadzającym się po planszowym muzeum. Stara się odkryć przeznaczenie przedmiotów schowanych w pudełku. Aż w końcu pozwala, by mechanizmy w nim zawarte zaczęły pracować, jest ich częścią i obserwatorem jednocześnie. Gra i wydaje ocenę, którą czasem spisuje, zostawiając wskazówkę dla tych, którzy danego pudła jeszcze nie odkryli. Zapraszam do lektury zapisków planszówkowego archeologa, nie znanej dotąd części przygód Indiany Jonesa, dotyczących gry Relic Runners, które publikować będziemy w trzech częściach:

Indiana Jones – w poszukiwaniu planszowych reliktów!

Ponownie otworzył oczy i obserwował teren wykopalisk, wielkie kratery usypane z piasku. Poczuł wewnętrzną wibrację, przypływ pozytywnej intuicji, że wielkie znalezisko znajduje się gdzieś w pobliżu. Przeczuwał jego obecność, czuł potęgę, słyszał szept, który wkrótce miał przekształcić się w donośny grzmot.*

Nareszcie! Dotarłem do nowego pudła skrywającego planszową tajemnicę. Poprzednie ekspedycje pokazały, że odkrywanie pozostałości cywilizacji Days of Wonder jest niezwykle ekscytujące. Już tylko chwila dzieli mnie od odkrycia zawartości gry planszowej Relic Runners.

Pudełko niezwykle kolorowe, zwiastujące przygodę. Na nim dżungla, ponad którą królują starożytne świątynie i sylwetki odkrywców: napuszony podróżnik, powabna dziedziczka fortuny, emerytowany profesor. Zaraz, zaraz… Fedora, skórzana kurtka, przecież to…. Przecież to ja! Indiana Jones junior! Tajemnicze cywilizacje przewidziały, że przyjdzie mi przeżyć tą przygodę.

Z tym większym drżeniem rąk podniosłem wieko by zajrzeć do środka. Pierwsza ukazała się księga. Kolorowa, formatu A4 z licznymi ilustracjami. Spisano ją w obcym, na szczęście jeszcze nie wymarłym języku. Nie łatwy los planszowego archeologa – poznając obce planszówki, trzeba także rozszyfrować język cywilizacji, która je stworzyła. Moje doświadczenie podpowiada, że w księdze tej kryje się instrukcja. Gdy tylko ją przetłumaczę poznam mechanizmy ukryte w tym pudle…

Ciekawe…. Znalazłem kolejną księgę. Tym razem mniejszą, formatu A5. Mniej czytelną, czarno-białą, w języku polskim. Czyli ktoś już próbował odkryć tajemnicę zaginionych reliktów.

Są też tekturowe plansze. Cienkie jak na cywilizację Days of Wonder. Znalazłem ich pięć, co oznacza, że w jednej przygodzie maksymalnie pięcioro śmiałków będzie mogło wziąć udział. Wszystkie wyglądają podobnie: z każdej strony postać, miejsce na skrzynki, racje żywnościowe, monety, relikty i 3 tory. Każda z nich ma inny kolor. Przyglądając się uważnie jednej z plansz dostrzegłem, że różnią się nie tylko narysowaną na nich postacią: na jednej ze stron jest także zdolność początkowa postaci.

„Podążaj za liniami w ziemi, które tylko bogowie potrafią odczytać, do kolebki Orellany, strzeżonej przez żywe trupy”**

Kolejne znalezisko. Plansza. Na jej środku obóz, z którego każda grupa archeologów ma rozpocząć wędrówkę. Patrząc na niego z lotu ptaka dostrzeżemy tajemnicze wzory. Tworzą symetryczną mozaikę, która otacza obozowisko. Niczym zaklęcie strzegące przybyszy przed duchami dżungli…

Dżungla była ciemnozielona, tajemnicza, groźna. Odrobina światła słonecznego w postaci bladej, mlecznej poświaty przesączała się przez wysoką zaporę gałęzi i poskręcanych lian. Powietrze – lepkie i gęste – tworzyło ścianę wilgoci. Ptaki wrzeszczały przeraźliwie, jakby nagle schwytano je w jakąś ogromną sieć. Połyskujące owady przemykały pod stopami, zwierzęta posapywały i postękiwały w zaroślach. Pierwotny charakter tego miejsca nadawał mu cech świata zagubionego, miejsca niezbadanego i nieprzebytego – słowem: końca świata.*

Plansza przypomina mapę. Odchodzące od obozu trakty prowadzą do miejsc w których przypuszczalnie znajdę jakiś skarb. Widać też rzeki, tworzące alternatywną drogę do tych tajemniczych miejsc. Wzdłuż nich rozsiane są skrzynie z ekwipunkiem. Czyżby pozostałości po nieudanych wyprawach innych śmiałków?

Pod planszą jeszcze więcej skarbów. Okrągłe żetony ruin oraz żetony świątyń w trzech rozmiarach i trzech kolorach. Czytając tajemniczą księgę znalazłem informację, że w fioletowych świątyniach czekają na mnie różnorakie korzyści, które wykorzystywać będę od razu po ich zdobyciu. Na niebieskich widnieją rysunki z monetami – te przyniosą mi chwałę w postaci punktów zwycięstwa. Wreszcie te w kolorze kości słoniowej. Przyniosą mi korzyść na koniec gry. Jednak będę musiał dobierać je ostrożnie, gdyż żaden śmiałek nie może mieć dwóch żetonów świątyń z kości słoniowej o tym samym poziomie (wielkości). Eksplorując pudło znalazłem jeszcze jeden woreczek z żetonami. Tym razem monet o różnych nominałach. Wszystkie żetony wykonano z grubej tektury. Widać cywilizacji Days of Wonder zależy by ich dokonania przetrwały przez wiele wieków….

Mówią – ciągnął Indy – że kryształową czaszkę skradziono z Akatoru w XV lub XVI wieku. I że ktokolwiek ją znajdzie i zwróci do miejskiej świątyni, zyska kontrolę nad jej mocami.**

Są też relikty: Świętych Ropuch, Kryształowych Czaszek, Rajskich Ptaków i Grymaszących Juju. Plastikowe skarby wykonane z niezwykłą starannością. Wystarczy tylko na nie spojrzeć, by obudziła się chęć ruszenia na wyprawę.

Tajemnicza księga zwana instrukcją mówi, że aby rozpocząć wyścig po relikty, każdy odkrywca musi zaopatrzyć się w zestaw plastikowych skrzyń, ścieżek i oczywiście figurkę Odkrywcy. Dżungla okazuje się bardzo demokratyczna, każdy rusza z takim samym ekwipunkiem. Dodatkowo w obozie znaleźć można racje żywnościowe niezbędne do przeżycia w tej dzikiej krainie.

Niesamowite z jaką dokładnością wykonano skarby ukryte w tym pudle. Zarówno te z plastiku jak i tektury. Wszystkie mieszczą się w przegródkach, a jest ich tak dużo, że wręcz się z nich wysypują. Czyżby błąd w obliczeniach matematycznych mędrców z Days of Wonder? Mimo tej małej niedoskonałości zawartość niczym magnes przyciąga wzrok miłośnika planszówek. Lecz dusza odkrywcy chce wiedzieć, co się stanie gdy wszystkie elementy zostaną ułożone według wskazówek tajemniczej księgi. Czy mechanizmy na które natknę się podczas tej wyprawy będą sprawnie działały? Czy staną się ciekawą przygodą , czy planszówkową pułapką, która nie przyniesie nic poza poczuciem straconego czasu?Jakże ekscytujący jest odkrywanie kolejnych elementów planszowego świata….


*cytat z książki Indiana Jones i poszukiwacze zaginionej Arki,

**cytat z książki  Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki

Poprzedni