Mieszkając w mieście, niemal codziennie przekonuje się, jak handel został oddarty z pewnego rodzaju przygody i romantyzmu. Z roku na rok znika coraz więcej bazarów, niemal całkowicie usunięto handlarzy ulicznych sprzedających własne towary. W zamian otrzymujemy wielkie centra handlowe oraz sprzedawców, którzy muszą nas witać i żegnać zawsze tak samo… Nie ma miejsca na negocjacje cen, miłą wymianę zdań, a i często nie ma już nam kto rzetelnie doradzić, który towar wybrać.

Wspominam o tym, gdyż recenzowana dziś gra, pozwala nam wczuć się w rolę handlarza. I to nie byle jakiego, gdyż jednego z dwóch najlepszych w stolicy Radżasthanu. Jego ambicje sięgają jednak wyżej, chce zostać…. ministrem handlu Maharadży. Zatem musi nabywać towary i wielbłądy, wymieniać je na inne, cenniejsze, by w końcu sprzedać je z jak największym zyskiem. Tylko ten, który dwukrotnie zdobędzie pieczęć uznania spełni swoje marzenie….

Jaipur 05

Różowe pudełko

Pierwszy mój kontakt z gwarem hinduskich bazarów miałem w teoretycznie bardzo gwarnym miejscu, w którym co chwilę natrafiam na przekrzykujących się ludzi, oferty kupna, sprzedaży… Lecz było to miejsce gdzie te opinie, oferty i inne interakcje są bardzo…. anonimowe. Jaipur poznałem dzięki możliwości grania w planszówki przez internet, w serwisie yucata.de. I muszę przyznać, że ten egzotyczny towar, wtedy praktycznie niedostępny w polskich sklepach bardzo mnie zauroczył.

Dlatego kiedy redakcyjny Kamrat, Pirat Cristobal, wyciągnął na stół niepozorne pudełko w pastelowych barwach, moje oczy błyszczały niczym diamenty. Mimo, że często gram w cyfrowe wersje planszówek, to kontakt z fizyczną wersją planszówki ma w sobie to coś magicznego… móc wreszcie zobaczyć jak wygląda gra, w którą rozegrało się wiele partii przez internet. Zatkało mnie gdy je otworzyłem. Kto wpadł na pomysł różowej wypraski!?

Szybko zatem wyciągnęliśmy instrukcję, karty i żetony i odłożyliśmy na bok różowe pudełko. Możecie się dziwić mojej reakcji, ale widać wzorce kulturowe mają na nas mocny wpływ. Jakoś kolor ten nie pasuje mi do gier. Całe szczęście, pomimo pastelowych barw, reszta komponentów spełniła moje oczekiwania i zaspokoiła estetyczne zachcianki. Solidnie wykonane karty z grafikami towarów i wielbłądów. Krótka i ładnie wydana instrukcja w formie książeczki. Żetony towarów, premii, wielbłąda i pieczęcie uznania, które grając przez internet wyobrażałem sobie jako malutkie tekturki, okazały się całkiem okazałymi żetonami. Wszystko solidne, estetyczne i czytelne. Tylko ta różowa wypraska….

Jaipur 01

W drodze na bazar….

Jak to zwykle bywa, przed rozpoczęciem tygodnia handlowego musimy się odpowiednio przygotować. Na szczęście setup jest błyskawiczny, co zawdzięczamy m.in….. różowej wyprasce!

Pomiędzy graczami wykładamy 3 karty wielbłądów, pozostałe tasujemy i wykładamy jeszcze dwie dodatkowe. Następnie każdy otrzymuje 5 kart i jeżeli wśród nich są wielbłądy, kładzie je przed sobą. Rozdzielamy żetony według typów i nominałów, by w końcu rozpocząć handel!

Nabywaj, wymieniaj, sprzedawaj…

Zasady handlu w Jaipur można przyswoić w kilka minut, jednak by stanąć u boku Maharadży, trzeba trochę popracować.

W swojej rundzie gracz może wykonać jedną z dwóch rzeczy: wziąć karty lub sprzedać karty. Ale jak to zwykle w handlu bywa, musi przestrzegać przy tym pewnych zasad.

Są trzy sposoby na zdobywanie towarów (wzięcie karty towarów). Po pierwsze: można dobrać jeden towar spośród wyłożonych przed graczami. Na jego miejsce dokładana jest karta z talii. Po drugie: gracz może wziąć kilka kart towarów, ale w takim wypadku musi zastąpić je kartami pochodzącymi z własnych zapasów (kart towarów lub wielbłądów). Wreszcie można powiększyć swoje stado wielbłądów dobierając wszystkie wielbłądy spośród wyłożonych przed graczami.

Towary zdobywamy nie po to, by zaspokoić swoją próżną naturę, tylko by je sprzedać z jak największym zyskiem. Aby sprzedać towar, należy wyłożyć ze swojej ręki karty jednego typu, pobrać tyle żetonów towarów ile kart wyłożyliśmy, wreszcie, o ile sprzedaliśmy trzy lub więcej kart, pobrać żeton premii.

Jaipur 04

I tak przez 2 lub 3 rundy, do momentu, w którym któryś z graczy zdobędzie 2 pieczęcie uznania.

Ciekawy zawód kupca…

Choć z nostalgią patrze w stronę prawdziwych, kolorowych i pełnych różnorodności targów, zdaje sobie sprawę, że mają one swoje ciemne strony. Gwar, podbieranie sobie towarów i zmiany cen mogą dać się we znaki. I tak jest też w Jaipurze, jednak mimo wszystko to właśnie sprawia, że chętnie sięgam po Jaipur. Tworzy to pewną spójną całość i bez któregoś z tych elementów nie byłoby tak….różowo!

O kolorach już wspominałem opisując wykonanie. Efekt pierwszego wrażenia był jak najbardziej pozytywny.

Podczas rozgrywki natknąłem się na gwar (chaos), a dokładniej losowość. Jaipur to gra karciana i trzeba się liczyć z tym, że karta będzie sprzyjała przeciwnikowi. Ale minister handlu to nie byle jaki kupiec: musi wykazać się sprytem i intuicją i ten pozorny chaos powinien umieć ujarzmić. Nawet jeżeli ktoś podbierze nam najcenniejsze towary (diamenty, złoto i srebro), wyprzedzi nas w sprzedaży (czym później sprzedawany towar, tym mniejszy zysk), możemy nadrobić stratę sprzedając więcej towarów danego typu i zyskując żetony premii. Dzięki  nim rozgrywka nie jest czystą matematyką. Możemy szacować ile punktów zdobył przeciwnik, do końca rundy lecz nie możemy być tego w 100% pewni. Obserwując przeciwnika można podbierać mu towary, które najbardziej potrzebuje lub mając zapas wielbłądów zebrać większość kart zastępując je zwierzętami. Potrzebna jest intuicja czy już sprzedawać, czy czekać na więcej kart danego typu. Czy brać wielbłądy, odsłaniając przeciwnikowi nowe karty, czy też nie. Musimy obracać towarami, pamiętając, że nie możemy ich zbierać w nieskończoność, gdyż można mieć maksymalnie 7 kart na ręku. A może sprzedać pojedynczy towar ale po wyższym nominale?

Podsumowując: jest różowo!

Choć decyzje, które podejmujemy w grze nie należą do trudnych, to rozgrywka w Jaipur jest naprawdę ekscytująca. To prosta ale niesamowicie regrywalna karcianka, która pomimo krótkiego czasu rozgrywki, partia nie powinna zająć więcej niż 30 minut, dostarcza sporo pozytywnych emocji. Do tego wykonanie, które (poza wypraską, a może szczególnie przez nią) przyciąga oko większości graczy. Co ważne, towar który niegdyś był niemal luksusowym, dzięki wydawnictwu Rebel.pl stał się ogólnodostępny w polskich sklepach.  Chciałoby się rzec: jest różowo!

A na koniec dodam, że i ten róż nie wziął się znikąd. Okazuje się bowiem, że Jaipur jest nazywany różowym miastem, gdyż na rozkaz jednego z władców, wszystkie budynki w starym mieście pomalowano na różowo. Jak widzicie, mimo wszystko Jaipur to klimatyczna karcianka!


Szklanym okiem, czyli jak to widzi Pirat Cristobal – 9/10

Inaczej niż w przypadku Łukasza, ja poznałem Jaipur w wersji tradycyjnej, podczas jednej z wizyt w sztumskim klubie gier planszowych Pionkolandia (http://pionkolandia.pl/). Zagrałem, przegrałem, wróciłem do domu i zamówiłem 🙂 Jakość wykonania tej niewielkiej gabarytowo gry to małe cudeńko. Stylizowana różowa wypraska z wytłoczonym Jaipur jest dla mnie wzorem wykonania atrakcyjnej współczesnej gry planszowej. Do tego dochodzą grube żetony i karty, utrzymane w pastelowych, łagodnych barwach. Sama gra nie odstaje od oprawy. Mechanika elegancka, płynna, a gra bardzo przyjemna. Jest miejsce na decyzje i jest losowość, która nie odrzuca doświadczonych graczy. Wszystko odbywa się dynamicznie, a rozgrywka to przyjemność, bez deprymujących przestojów. Dla mnie jest to tytuł, który śmiało może konkurować na rodzinnym stole z takim hitem jak Splendor, a należy przy tym pamiętać, że jest to starsza gra. Jaipur, to przemyślany i bardzo dobrze skrojona planszówka na dwie osoby, po którą zawsze chętnie sięgam. Polecam.