Nie wszystko złoto co się świeci

Przyznam szczerze, że zasiadałem do nowej gry spod znaku Carcassonne z lekką obawą. Wmawiałem sobie „o losie kolejny odgrzewany kotlet tylko klimat inny”. Poniekąd tak jest, bo mamy też do dyspozycji kafelki, mamy też w swoich zasobach pięciu ludzików, ale mimo to coś się zmieniło.

Zacznijmy jednak od początku. Mamy okres wojny o niepodległość w USA. Na kontynencie Ameryki Północnej ścierają się armie Zjednoczonego Królestwa oraz Francji. W całość oczywiście wmieszani są autochtoni, a więc i osadnicy i rdzenna ludność. To wtedy zaczęła się walka i poszukiwanie tego co nas podnieca… złota. Ci, których interesuje ten okres zapraszam do lektury Jamesa Fenimore Coopera pt. „Ostatni Mohikanin”. Akcja naszej gry dzieje się kilka dekad później, gdy nowi osadnicy poszukują przestrzeni życiowej i dokonują zajęcia sporych połaci prerii, aby rozwinąć rolnictwo i przynieść cywilizację rdzennym amerykanom.

Carcassonne Goraczka Zlota 06

W poszukiwaniu złota, a nie pirytu

W grze wcielamy się w poszukiwaczy drogocennego kruszcu oraz zdobywców prerii. Każdy uczestnik rozgrywki zostaje wyekwipowany w pięciu traperów – poszukiwaczy i namiot. O namiocie nieco później. Pionki reprezentujące naszych popleczników wykorzystujemy do kontrolowania krain składających się z kafelków. Tylko jeden nie jest przez nas wykorzystywany, a służy wyłącznie do zaznaczania naszej pozycji na torze punktów.

Złoto dla zuchwałych

Rozgrywka przypomina tą z pierwowzoru, a więc każdy gracz losuje po kolei po jednym kafelku terenu i tworzy krajobraz prerii. W międzyczasie blokujemy swoimi ludzikami poszczególne elementy terenu: prerie, miasta, linie kolejowe, góry oraz elementy rezerwatów gdzie możemy wyróżnić indiański tipi oraz zagon mustangów. Pionki naszych poszukiwaczy możemy zdjąć dopiero, gdy zamkniemy pętlą drogę lub linię kolejową, bądź zbudujemy miasto lub górę. Warto więc rozważnie inwestować siły swoich ludzi. Za każdy teren otrzymujemy punkty, które rejestrujemy na wspomnianym już torze.

Carcassonne Goraczka Zlota 05

Pionków jest mało, ale w zdobyciu najcenniejszego kruszca pomaga nam namiot, który możemy wystawić na polu góry, na którym znajdują się złote samorodki. Wówczas co turę pobieramy żeton „nugetsa”, aż do wyczerpania zapasów przydzielonych danemu kafelkowi. I to chyba jedyna różnica w porównaniu z pierwowzorem.

Gorączka złota

Mnie gorączka złota dopadła, ale tylko częściowo. Gra oddaje klimat okresu wielkiego pędu za złotem w dziejach USA, ale nadal, gdzieś w tyle, pozostaje  wspomnienie oryginału. Jak zwykle Wydawnictwo Bard przygotowało produkt wykonany bardzo dobrze. Zarówno kafelki, pionki i instrukcją są barwne a nade wszystko przyjemne dla oka. Z niekrytą ciekawością oczekuję dodatków jak w przypadku pierwowzoru Carcasonne. Może pojawi się element Indian i wojen z nimi, a może wydawca sięgnie po późniejszy okres i wojnę secesyjną. Co czas pokaże zobaczymy. Moim skromnym zdaniem gra zasługuje na 6 punktów w dziesięciostopniowej skali. Nota zapewne się zmieni wraz z nadejściem wspomnianych już ad-onnów.

Złoty cielec czy złote cielę

Znajdą się na pewno weterani, dla których tytuł może wydać się sztampowy, będący kalką pierwowzoru z kilkoma dodatkowymi opcjami. Fakt klimat zdobywania dzikiego zachodu się wyczuwa. Jak jeszcze podkreślimy to odpowiednim soundtrackiem z westernu to rzeczywiście robi się miło. Dla debiutantów w świecie planszówek gra klasyfikuje się wysoko bo rzeczywiście wciąga. Rozgrywka to jakieś 30-40 minut w miłej atmosferze zdrowej rywalizacji i podkradania przeciwnikom terytoriów. Osobiście nie oddawałbym bałwochwalczych pokłonów, ale źle nie jest. Dla mnie wielbiciela Carcassonne to i tak gra, która musi pojawić się na półce.

Ps. Dla zainteresowanych tematyką Carcassonne info, że pojawiła się gra z tej stajni oparta na sadze Star Wars. W Stanach Zjednoczonych tytuł już funkcjonuje, u nas jak zwykle lekka obsuwa. Czyżby zbieg okoliczności, czy najzwyczajniej wpisanie się w modę gwiezdnowojenną wywołaną nową częścią Gwiezdnych Wojen w kinach. Przekonamy się wkrótce. A póki co „Niech złoto będzie z Wami”.

Jak to widzi UncleLion – 8/10

Podobnie jak Marcin, także i ja z dużą obawą podchodziłem do tego tytułu. Carcassonne w podstawowej wersji to gra, która zajmuje ważne miejsce w mojej kolekcji (o czym świadczy niegdyś napisana recenzja). Wraz z Żoną często i bardzo chętnie do niej wracamy. Choć rozumiem odczucia Marcina dotyczące „odgrzewania kotleta”, to zmiany, które mają miejsce w Carcassonne Gorączka Złota sprawiają, że mamy poczucie obcowania z klasykiem, ale mimo wszystko mocno odświeżonym. Ograniczenie liczby meepli, dodanie namiotu, który niweluje bolączkę związaną z dokładnie kafli, które nie są nam potrzebne, zmieniają akcenty gry. Zarówno do Gorączki Złota jak i pierwowzoru chętnie zasiądę. Dla Marcina było 6, dla mnie 8… Po burzliwych dyskusjach stanęło w pół drogi.

Dziękujemy Wydawnictwu Bard za przekazanie Carcassonne Gorączka Złota do recenzji

Bard