FLUXX czyli lekko, łatwo i przyjemnie zróbmy sobie na złość

Gry imprezowe. Jedni słysząc to zdanie ochoczo zacierają ręce w oczekiwaniu na rozgrywkę, drudzy krzyżują je na piersi sceptycznie patrząc na tytuł, inni nawet nie spojrzą twierdząc, że to nie dla nich. Chciałoby się rzec nihil novi, wszak wystarczy zmienić kategorię, by znaleźć zarówno jej sympatyków, jak i sceptyków, jednak ogromna popularność tytułów imprezowych nie bierze się znikąd. Na sukces party game składają się proste do wytłumaczenia zasady, które gracze pojmą w kilka minut, niezależnie od ich doświadczenia i wieku. Krótko, jest to gra, w którą może zagrać absolutnie każdy.

Fluxx 01
Fluxx / fot. Przystanek Planszówka

Z nią się zawsze zgadzać trzeba, czyli o zasadach słów kilka

Nie da się ukryć, że FLUXX doskonale spełnia założenia gry imprezowej dzięki prostej Zasadzie Podstawowej, określającej dwa prawa gracza w turze w słusznej kolejności: dobranie jednej karty i zagranie jednej karty. Przygotowanie do rozgrywki jest zatem banalne – wystarczy położyć kartę Zasad Podstawowych na środku stołu, przetasować talię i rozdać każdemu graczowi po trzy karty, a później jak to mówią: “Niech się dzieje wola Nieba”.

W wersji podstawowej mamy cztery rodzaje kart: Fanty, które zagrane w odpowiedniej konfiguracji zapewniają zwycięstwo, Cele, które dyktują warunki owego zwycięstwa, Akcje determinujące zachowanie gracza oraz Nowe Zasady, które definiują dodatkowe warunki dotyczące graczy (Limit Kart), czy rozgrywki (Inflacja). I tu objawia się pewien precedens. Otóż jeśli Los nie jest nam łaskawy rozgrywka może stać się… nudna. Losowość to paradoksalnie najlepsza i najsłabsza cecha tej gry. Z jednej strony – ekscytacja dotycząca tego, co znajduje się na górze stosu i co zostanie zagrane przez przeciwnika, z drugiej – przypadkowa konfiguracja kart może zakończyć rozgrywkę w pierwszej minucie, przez co można się do tego tytułu zniechęcić. Tu przyznaję, mea culpa i ja ten błąd popełniłam, pochopnie osądzając możliwości i potencjał FLUXXa, który wymaga spojrzenia z dystansem i luźnego podejścia do rozgrywki, wszak przygotowanie jej na nowo trwa dosłownie kilka chwil.

Fluxx 04
Fluxx / fot. Przystanek Planszówka

Podstawowa wersja FLUXXa, z uwagi na ciągle zmieniające się zasady, pozwala na swobodną interakcję między graczami. Dzięki temu można zrealizować swój niecny plan, po raz wtóry zmieniając prawa rządzące rozgrywką tak, by uniemożliwić innym wygraną i samemu piąć się do celu, który notabene ciągle się zmienia. Idąc dalej, im więcej kart na stole i im szybciej podejmowane decyzje, tym lepszy ubaw. Niezwykle łatwo tu o pomyłkę, którą współtowarzysze z nieukrywaną przyjemnością będą chcieli nam wytknąć. Co ważne, można wygrać w nie swojej turze, gdyż karty są aktywowane w momencie wyłożenia ich na stół. Zatem jeśli Los nam sprzyja i mamy kilkanaście minut wolnego czasu, warto spróbować. Szczególnie dlatego, aby móc później zagrać w dodatkowe wydania tematyczne, gdyż podstawka, nie ukrywajmy – często eksploatowana szybko wyczerpie swój repertuar, nie będąc już tak zaskakującą.

Fluxx 03
Fluxx / fot. Przystanek Planszówka

Wmieszajmy w to nieumarłych, by nie umrzeć z nudów

Zombie FLUXX jest ukłonem w stronę fanów żywych trupów, wszak swego czasu popkultura żyła tematem, jakby nie patrzeć, nieumarłych. Zombiaki oferują dodatkowe typy kart – Antycele, które zgodnie z nazwą determinują warunki przegranej i zwycięstwo mózgożerców oraz Zonki, czyli Zombie, które zagrywane automatycznie zostają z graczem dopóki ten nie znajdzie sposobu na to, żeby się ich pozbyć. A sposobów jest wiele, zaczynając od dyktowanych logiką Fantów takich jak Strzelba, przez przedmioty tak oczywiste dla walki podczas apokalipsy jak Łopata, Piła Łańcuchowa czy Drewno. Te drugie, które oznaczone są symbolem BUM! umożliwiają usunięcie swojego Zonka, jeśli obowiązująca zasada na to zezwala. Tu twórcy pozwolili sobie na twist (żeby nie było zbyt nudno, a i realizm został zachowany), karty Zombie nie są identyczne. Można mieć do czynienia z pojedynczym przedstawicielem gatunku, Parą, Trio oraz całym Kwartetem, co ma znaczący wpływ na wynik likwidacji – karta może zostać odrzucona bądź też podarowana innemu graczowi i uniemożliwić mu wygraną. Do tego zamieszanie na stole wprowadzają ikony, które czasem czynią, że Zombie są absolutnie niezbędnymi, a czasem posiadanie Zonka jakiegokolwiek jest wysoce niewskazane. Warto zwrócić uwagę na lekkość, z jaką potraktowano temat, gdyż wprawione oko gracza z pewnością dostrzeże smaczki, które umieszczono na kartach, w tym nośne hasło Śmierdź Zombiakom. Nie da się ukryć, że apokalipsa nigdy wcześniej nie była tak przewrotna.

Fluxx 06
Fluxx / fot. Przystanek Planszówka

Cthulhu FLUXX, czyli na łasce i niełasce Wielkich Przedwiecznych

Trzecia odsłona FLUXXa swoimi mackami łapie wszystkich tych, którym nieobca jest groza świata H. P. Lovecrafta. Co więcej – łapie skutecznie dzięki dorzuconym kartom Niespodzianek, które czynią rozgrywkę jeszcze bardziej szaloną, niż można by się spodziewać, a nie da się ukryć, że FLUXXY nie są, delikatnie mówiąc, przewidywalne. Po raz kolejny należą się brawa za lekką interpretację tematu. Tym razem wprowadzono ikony Zagłady, które działają podobnie jak ikony Zombie znane z uprzednio opisywanego dodatku. Karty nimi oznaczone są miłym akcentem różnicującym rozgrywkę, która nabiera rywalizacyjnych rumieńców, szczególnie dlatego, że można zanegować działanie Zagłady kartami oznaczonymi ikoną Ratunku. Jednak czymże byłoby odkrywanie tajemnic w świecie Lovecrafta bez Badaczy? Dzięki specjalnym kartom Fantów, oznaczonych słusznie ikoną lupy, możliwe jest Odkrywanie Sekretów, Które Nie Powinny Być Znane Ludziom. Logiczne jest wszak, że Poeta, Profesor czy Artysta są w stanie zdziałać dużo więcej niż zwykły Pijaczyna. Tym sposobem, przy wsparciu kart Zonków związanych z Kultem Przedwiecznych, osiągnięcie Celu jest znacznie bardziej satysfakcjonujące, a Antycel boli znacznie bardziej dotkliwie. Dla tego rodzaju gry jest to jak najbardziej pożądana właściwość. Czy można przy niej oszaleć? Z pewnością wówczas, kiedy macki zdominują grę w pierwszych kliku rundach…

Fluxx 07
Fluxx / fot. Przystanek Planszówka

Let the game begin!

FLUXX jest tytułem, który w samotności może szybko zniechęcić. Ciągle zmieniające się zasady, nawet w wersjach tematycznych, przy kolejnej partii budzą coraz mniejszy entuzjazm. Na szczęście i na to wymyślono lek w postaci jednakowych rewersów wszystkich kart ze wszystkich dostępnych w Polsce pudełek. Bez wątpienia – najlepsza zabawa zaczyna się wtedy, kiedy losowość, która jest główną cechą tej gry, jest świadomie przez graczy zwiększona do granic możliwości. W tym przypadku w jednej turze na stole mogą wylądować hordy Zombie wraz z niosącym zagładę Cthulhu, przy jednoczesnym niewykluczającym się zestawie kliku – kilkunastu Zasad. Jakby tego było mało, można skorzystać z dostępnych w każdym wydaniu, kart FLUXX Blanxx i samemu stworzyć unikalne karty do gry, które będą zrozumiałe wyłącznie w gronie znajomych. Dzięki mieszaniu rozgrywka jest dużo bardziej dynamiczna, a mnogość możliwości pozwala nie tylko na próbę planowania strategii osiągnięcia Celu, ale i skutecznego psucia gry swoim towarzyszom – w zależności od preferencji.

Fluxx 02
Fluxx / fot. Przystanek Planszówka

Podsumowując

FLUXXy w wydaniu Black Monk cieszą oko i to nie tylko od strony wizualnej, która dzięki swojej lekkości interpretacji tematu oraz spójności projektów kart gwarantuje, że niemożliwe jest pomylenie tej karcianki z jakąkolwiek inną. Wydawcom polskiej wersji językowej należą się brawa za tłumaczenie, które doskonale realizuje zarówno klimat czy to Zombie czy Cthulhu, traktując oba z dystansem należnym w imprezowym wydaniu. Jednak losowość tej gry bywa męcząca, szczególnie jeśli przy zapoznaniu z nią graczy wygrana lub przegrana następuje zbyt szybko lub zasady obowiązujące na stole sprowadzają rozgrywkę wyłącznie do Zasady Podstawowej przy Limicie Kart na rękę. Imprezy toczą się własnymi prawami i w sytuacji, kiedy dynamika gry niebezpiecznie zbliża się do zera, wówczas gracze szybko zniechęcają się do tytułu. FLUXX jest dobrą propozycją dla początkujących graczy czy też osób, które grają wyłącznie okazjonalnie i w tym przypadku jest mocnym tytułem, szczególnie w wydaniach tematycznych. Doświadczeni w bojach gracze, którzy cenią strategię, nie odnajdą na dłuższą metę przyjemności w ogrywaniu FLUXXów. Z pewnością jest to wydanie na tyle proste i ciekawe, że warto samemu się przekonać o tym czy spełni nasze oczekiwania.

Dziękujemy Wydawnictwu Black Monk za przekazanie gry do recenzji.

Black Monk logo

Tekst powstał dzięki współpracy Przystanku Planszówka ze studentami specjalności Gamedec – badanie i projektowanie gier.

gamedec

  • Osobiście jestem z tych, którzy gier imprezowych po prostu nie lubią. Wyjątkiem jest card against humanity, która ma świetną koncepcję 😉 Jednak Fluxx również nie brzmi źle, więc może spróbować?

    • Paulina Michałowska

      Dla doświadczonych graczy polecam sprawdzić dodatki wedle preferencji – Zombie/Cthulhu lub złączone do jednej talii. Mnie osobiście niezmiernie cieszy sposób potraktowania obu tematów – FLUXXy to kopalnia żartów, żarcików i mrugnięć okiem do fana danego klimatu. A Cards Against Humanity uwielbiam 🙂

      • Podobno dobre jest jeszcze Exploding Kittens, ale trudno u nas z dostępnością 🙂

        • poprostumort

          Exploding Kittens mogę polecić, jedynym problemem jest to, że trzeba je ściągać zza granicy. Przy okazji można dołączyć do tego Star Fluxx albo Monty Python Fluxx, które jak dla mnie są najlepszymi Fluxxami 🙂