Jak powiedział nam Tomasz Międzik podczas Pyrkonu 2016, zdania na temat tytułu jednej z najnowszych gier Lucrum Games są podzielone. Jedni uważają, że tytuł jest beznadziejny, drudzy są nim zachwyceni. Sama chyba nie zaliczam się do żadnej z tych grup. Byłam po prostu zaskoczona długą nazwą, a teraz jest to dla mnie „Gra ze Śliwką” i pozwólcie, że będę o niej opowiadać, używając właśnie tego krótszego tytułu. W końcu wszyscy wiecie, o co chodzi! A jeśli nie, to zaraz się dowiecie.

Co znajdziemy w sadzie?

Do sadu wchodzimy w 3, 4 albo 5 osób. W ładnej wyprasce czeka na nas 119 kart. 25 kart owoców na każdą rundę (łącznie 75), 18 kart śliwek, tyle samo kart Pi oraz 1 karta psa obronnego. Mamy również 7 kart kolejności w turze.

Gra ze śliwką na okładce i liczbą Pi w tle / fot. Przystanek Planszówka
Gra ze śliwką na okładce i liczbą Pi w tle / fot. Przystanek Planszówka

Liczba kart potrzebnych do rozgrywki będzie różna w zależności od liczby osób, która ma grać. Wszystkie karty owoców rozdajemy graczom, a karty śliwek, kolejności, pies i liczba Pi zostają na stole. Gra składa się z trzech rund, które obrazowane są na odwrocie kart rozwojem motyla.

Czas rozpocząć zbiory

Każdy z graczy wybiera kartę owocu z ręki i kładzie ją na stole. Następnie trzeba przydzielić każdemu graczowi kartę kolejności w turze – czyja karta jest najsilniejsza, ten otrzymuje „1” i jako pierwszy będzie wybierał owoc spośród tych wyłożonych. Kolejny otrzymuje „2”, następny „3” i tak dalej. Kto jest ostatni, bonusowo dostaje kartę śliwki (tak więc czasem opłaca się być ostatnim). Tak zbierane owoce mają nam złożyć się w sety, które z kolei przyniosą punkty zwycięstwa.

Gra ze śliwką na okładce i liczbą Pi w tle / fot. Przystanek Planszówka
Gra ze śliwką na okładce i liczbą Pi w tle / fot. Przystanek Planszówka

Kombinacji owoców, które dadzą punkty, jest wiele. Mogą to być trzy różne, trzy takie same, cztery albo pięć różnych, albo same śliwki i tak dalej. Kiedy uzbieramy pożądany set, odrzucamy owoce, a na naszym zwycięskim stosie ląduje karta z wieńcem laurowym i liczbą punktów – oczywiście musimy ją posiadać już wcześniej.

Specjalne akcje z psem w roli głównej

Żebyście nie pomyśleli, że sad jest pełen owoców suszonych… Gra ma w sobie kilka ciekawych aspektów, które urozmaicają rozgrywkę. Niektóre karty wprowadzają jednorazowe akcje specjalne, które trzeba wykonać zaraz po zdobyciu karty. Możemy dobrać kartę psa obronnego, możemy wykraść komuś owoc, albo dobrać 3 karty Pi. Wszystko zależy od symbolu, który pojawił się na przy zdobytym owocu.

Gra ze śliwką na okładce i liczbą Pi w tle / fot. Przystanek Planszówka
Gra ze śliwką na okładce i liczbą Pi w tle / fot. Przystanek Planszówka

Idziemy „na pachtę”

Zbiorów strzeże pies – o ile go posiadamy. Jeśli nie, trzeba być przygotowanym na to, że w naszym sadzie będzie grasował nieproszony gość. To najsilniejszy pokaz negatywnej interakcji: kradzież owoców współgraczy. Muszę jednak przyznać, że w przypadku gry trzyosobowej ten „wariant” był wykorzystywany bardzo rzadko. Każdy troszczył się bardziej o zbieranie potrzebnych kart ze stołu. Jak wiele tytułów, „Gra ze Śliwką” pokazuje swój całkowity potencjał przy większej liczbie graczy niż ta proponowana jako minimum – myślę, że nie tylko ja mam większą chęć, uciechę i przede wszystkim możliwość podbierania komuś zbiorów przy większym gronie. Pamiętajcie jednak, że to może zależeć od temperamentu graczy. 😉 Dodatkowo, podczas gry w trzy osoby zrezygnowaliśmy z kart kolejności i obyło się bez bałaganu. Tego nie można jednak powiedzieć o rozgrywce w szerszym gronie, kiedy brak tych znaczników kolejności powodował większy chaos niż ich obecność.

Gra ze śliwką na okładce i liczbą Pi w tle / fot. Przystanek Planszówka
Gra ze śliwką na okładce i liczbą Pi w tle / fot. Przystanek Planszówka

Ci, którzy są wyczuleni na losowość, mogą chwilami poczuć się nieco podirytowani. W końcu tak wytrwale dążą do zdobycia pożądanych zestawów, a tu ciągle wielka nie wiadoma, co wyłożą inni gracze, albo co w ogóle dostaniemy na rękę… Tak, trochę teraz przesadzam – mała niewiadoma naprawdę nie jest czymś, co powinno ten tytuł przekreślać i tego będę się trzymać w prawie każdym przypadku.

No dobrze, ale… co tu robi liczba Pi?

Jak nietrudno się domyślić, zdobytą liczbę Pi wykorzystuje się później, by podbić wartość swojej karty i tym samym mieć pierwszeństwo w wyborze owoców leżących na stole. To ciekawe rozwiązanie, choć w ogóle nie pasowało mi do tematyki. Pies pilnuje sadu – to jeszcze jestem w stanie sobie wytłumaczyć. Ale ta matematyka? Dla znających język niemiecki liczba Pi w tytule nie będzie zagadką (ach, te idiomy!), ale by podsycić ciekawość, odsyłam Was do wstępu instrukcji (w której podoba mi się przede wszystkim powitanie od wydawcy – miałam wrażenie, że dostałam list).

Gra ze śliwką na okładce i liczbą Pi w tle / fot. Przystanek Planszówka
Gra ze śliwką na okładce i liczbą Pi w tle / fot. Przystanek Planszówka

Apetyt na owoce rośnie w miarę grania

Zgodzę się ze stwierdzeniem, które słyszałam wielokrotnie na temat tego tytułu: on wciąga. To jedna z pozycji przyjaznych graczom, o dobrze napisanej instrukcji, pięknych ilustracjach (inspirowanych malarstwem Marii Sybylli Merian, przyrodniczki) i prostej, a przy tym ciekawej mechanice.  Z prostotą jednak bym nie przesadzała, bo nie raz okazało się, że „Śliwka” zmusza zawodników do kombinowania i przemyślenia różnych opcji, by w końcu wybrali tę najbardziej opłacalną (i obronili ją przed kradzieżą). Tym, którzy niejedno w karciankach widzieli, tytuł ten nie sprawi kłopotów, jednak nie jestem tego pewna, kiedy myślę o początkujących graczach. Nie zakładam jednak z góry, że będą ją oni odbierać jako trudną – w końcu, jak mówiliśmy w jednej z audycji, od przyjęcia się gry zależy wiele czynników.

Gra ze śliwką na okładce i liczbą Pi w tle / fot. Przystanek Planszówka
Gra ze śliwką na okładce i liczbą Pi w tle / fot. Przystanek Planszówka

„Gra ze Śliwką na okładce i liczbą Pi w tle” to w moim przypadku wybór trafiony. Głównie dlatego że gustuję w ładnych, dość szybkich i dynamicznych karciankach, które oprócz emocji przynoszą ze sobą konieczność kombinowania. Choć nie skradła mojego serca tak jak poprzedni hit Lucrum Games „Red7”, to jestem pewna, że będę do niej wracać. Pamiętam, że śliwkami nie powinno się przejadać, jednak… zakurzone owoce też nie smakują zbyt dobrze. 😉

Dziękujemy Wydawnictwu Lucrum Games

za przekazanie gry do recenzji