Na środku ogromna piramida, a wokół niej szalony wyścig pięciu baktrianów – kto pierwszy przebiegnie linię mety? Komu „powinie się garb” i skończy jako ostatni? Ten, kto dobrze obstawi, wypcha swoje kieszenie funtami egipskimi aż po same brzegi. Oglądaj, kibicuj, obstawiaj.

Zwycięzca niemieckiej gry roku 2014, nieodłączny „must have” każdej imprezy, symulator małego hazardzisty – tak w skrócie można opisać Przebiegłe Wielbłądy, grę, która już przy pierwszym kontakcie robi pozytywne wrażenie.

Czy to koń? Czy to żyrafa? Nie, to zielony wielbłąd, który zaraz wygra wyścig.

Co w opakowaniu piszczy?

Pudełko prezentuje się naprawdę dobrze. Z zewnątrz wita nas ilustracją tytułowych wielbłądów, które w szalonym pędzie ku wygranej wskakują sobie na garby. Krótkie „sezamie otwórz się” i naszym oczom ukazuje niewielka ilość elementów, na które składa się plansza wraz z instrukcją, kolorowe drewniane wielbłądy o zadowalającym wykonaniu oraz główna atrakcja gry – piramida, którą na początku należy samodzielnie złożyć, a która będzie służyła nam do rzucania kośćmi, które poruszają garbatymi zwierzętami. W skład komponentów wchodzą również odpowiadające wielbłądom kostki sześcienne o wartościach 1-3, kafelki typowania w trzech różnych wariantach punktowych (5, 3, 2) dla każdego parzystokopytnego, a także żetony i banknoty, czyli to, co przy obstawianiu liczy się najbardziej. Wystarczy jeszcze trochę pogrzebać w pudełku, aby odnaleźć kafelki piramidy oraz karty typowania wraz z dwustronnymi kafelkami pustyni, które dedykowane są dla każdej z 8 postaci. Na samym końcu wspomnieć można o znaczniku gracza rozpoczynającego, który w moich rozgrywkach nie był zbyt częstym gościem.

Rozłóż planszę, rozdaj graczom elementy, wrzuć kości do piramidy i… potrząsaj nią
w nieskończoność, bo to takie przyjemne!

Wymieniona wcześniej piramida, to moim zdaniem serce Wielbłądów, prawdziwy gadżet który sprawi radość dzieciom, ale i nieco starszym graczom. Prosta konstrukcja składająca się z kilku tekturowych elementów i gumki będącej mechanizmem uwalniającym kostki z wnętrza egipskich ciemności – genialne! Oczywiście piramida posiada kilka wad (zacinające się kostki, niedokładne dopasowanie rogów czy łatwość uszkodzenia poprzez przypadkowe złamanie suwaka), jednak przy radości jaką sprawia jej użytkowanie, wady te stają się mało zauważalne – liczy się przecież doskonała zabawa, prawda?

Przebiegłe Wielbłądy / fot. Przystanek Planszówka

Rozpoczynam wyścig, ustawiam wielbłądy na planszy i słucham państwa!

Wielbłądy, kostki, piramida – a gdzie miejsce gracza? W Przebiegłych Wielbłądach gracze wcielają się w obserwatorów wyścigu, którzy, obstawiając zakłady, liczą na nagły przypływ brzęczących monet. Każdy z nich w swojej turze może zrobić jedną z czterech rzeczy – ruch wielbłądem poprzez rzut kością, obstawienie zwycięzcy etapu, postawienie kafelka pustyni wybraną stroną (dającą +1 lub -1 do ruchu dla wielbłąda, który na niego stanie oraz +1 monetę dla właściciela kafelka) lub obstawienie zwycięzcy/przegranego całego wyścigu. Celem gry jest zwycięstwo poprzez umiejętne zarządzanie gotówką. Pomoże nam w tym na pewno posiadanie nosa do czarnych ko…wielbłądów wyścigu. Tu liczy się tylko kasa. Masz najwięcej – wygrywasz!

W grze istnieje kilka możliwości typowania – można wytypować zwycięzcę lub przegranego całego wyścigu albo próbować bogacić się, obstawiając zwycięzców poszczególnych etapów, które kończą się, gdy wszystkie wielbłądy wykonają ruch. Następuje wtedy podsumowanie, w którym niektórzy poczują zastrzyk gotówki, a inni będą musieli pożegnać się z kilkoma egipskimi funciakami. Cały wyścig kończy się w momencie, kiedy którykolwiek szarżujący wielbłąd przekroczy linię mety.

Przebiegłe Wielbłądy / fot. Przystanek Planszówka

Nie będę rozpisywał się o tym, jak konkretne działa gra, gdyż instrukcja zawiera jedynie
4 strony
, które doskonale tłumaczą zasady rozgrywki. Wspomnę jednak o klimacie gry, który według mnie czuć doskonale. Każda rozgrywka to kombinowanie, jak się wzbogacić, liczenie pieniędzy, kalkulowanie ryzyka i opłacalności wyborów. Czasem dochodzi poważna matematyka, która objawia się liczeniem prawdopodobieństwa i wpływu losowych wydarzeń na planszy. Przebiegłe Wielbłądy to nie jest zwykłe turlanie kostkami w śmiesznej piramidzie, o nie! To pojedynek tęgich umysłów, miks kalkulacji i szczęścia okraszony świetną oprawą graficzną oraz mechaniką, która mimo swojej prostoty działa jak należy. Czyż najwięcej radości nie sprawia to, kiedy wytypowany przez nas dwugarbny przyjaciel z ostatniego miejsca nagle wychodzi na prowadzenie? Łut szczęścia czy czysta kalkulacja? Znajomym przy stole oczywiście powiemy, że to drugie – a jakże inaczej?

Przebiegłe Wielbłądy / fot. Przystanek Planszówka

Sprzedam wielbłąda, jeżdżony tylko w niedzielę

Same wielbłądy to demony prędkości po piaszczystych drogach pustyni. Gnają tak szybko, że czasem wchodzą sobie na garb! Tak, podczas ruchu wielbłądy nie mogą stać obok siebie, dlatego używają niecnych sztuczek – żeby wyprzedzić swoich rywali, wskakują im na grzbiet. W ten sposób wielbłąd, który jest na samej górze, liczy się jako pierwszy – cóż za nieczyste zagranie, ale za to jakie skuteczne!

Przebiegłe Wielbłądy / fot. Przystanek Planszówka

Wielbłądy bez cukru

Jak to jednak bywa z każdą grą, ta też nie jest pozbawiona wszelkich wad. Według mnie najgorszą z nich jest… jej długość. Problem polega na tym, że przy gorszym starcie w obstawianiu ciężko jest dorównać pozostałym, gdyż rozgrywka jest dynamiczna, a sama gra kończy się dosyć szybko. Różnice w posiadanych pieniądzach między graczami są wtedy stosunkowo duże, a elementy losowe gry nie pomagają w ich wyrównaniu. Wraz ze znajomymi stosujemy jednak proste rozwiązanie tego problemu – gramy po prostu „do trzech razy”, zostawiając nasz aktualny stan gotówkowy. Dzięki temu osoby, które klepały biedę po jednej rozgrywce, były w stanie odkuć się w następnych partiach, powalczyć o zaszczytne pierwsze miejsce i zostać nagrodzonym przez szejka.

Podsumowanie

Przebiegłe Wielbłądy to świetna gra dla każdego typu odbiorcy. Lekka, szybka, z nutą hazardu – świetnie nada się na wszelkie imprezy. Wśród moich znajomych Przebiegłe Wielbłądy są nieodłącznym elementem rozpoczęcia planszówkowych posiadówek. To idealny tytuł dla początkujących, którzy dopiero wchodzą w zwariowany świat kart, kostek i żetonów, jednak mogę zapewnić, że nawet starzy wyjadacze będą bawili się przy nim doskonale. Mimo, że zajmują trochę miejsca na półce, biorąc pod uwagę małą liczbę elementów, Przebiegłe Wielbłądy są według mnie obowiązkową pozycją w kolekcji każdego gracza.