Ten tytuł nie ukazał się w czasie chińskiego roku smoka (przypadajacym co 12 lat). Recenzowana dziś edycja jubileuszowa także na takowy nie przypadła. Nawet autor urodził się w roku psa… Cóż, mówią, że gry Felda nie mają klimatu, a piękno kryje się w mechanice. Czyżby już to było tego potwierdzeniem?

Smok jaki jest, każdy wie… po swojemu

Nam, Europejczykom, smok kojarzy się ze latającym stworzeniem, mającym moc ziania ogniem, które albo siedzi w jaskini i pilnuje złota, albo porywa owce i dziewice. Szukając odniesień judeo-chrześcijańskich, będzie to synonim diabła, zła. Może trochę optymistyczniej spojrzy na nie młodsze pokolenie, którym wpojono poprzez kreskówkę, że smoka da się wytresować.

Nieco inaczej postrzegany jest w kulturze Azjatyckiej. Tam jest on symbolem imperatora. Podobno ludzie urodzeni w roku smoka są perfekcjonistami, osobami pewnymi siebie, odważnymi, ale zarazem niecierpliwym i zawziętymi. W końcu sam rok smoka może nieść za sobą silną manifestację żywiołów. Groźnych żywiołów, którym trzeba stawić czoła.

W Roku Smoka / fot. Przystanek Planszówka

Jaką wizję przedstawił nam Pan Feld? Euro-azjatycką hybrydę, którą postaram się wam przybliżyć, a wy sami ocenicie, czy jesteście na tyle pewni siebie, by spróbować ją okiełznać.

Ponad 1000 lat temu w odległej Azji…

W grze W roku Smoka wcielimy się w rolę chińskich szlachciców, chcących pomnażać dobrobyt swoich prowincji. Wykorzystując umiejętności poddanych, starają się zaradzić nieszczęściom, jakie czekają na nich w poszczególnych miesiącach roku. A jak mierzą ów prestiż? Oczywiście punktami zwycięstwa.

Odnośnie jakości wykonania i oprawy graficznej nie będę się rozpisywał, bo niewiele można po tym względem tej grze zarzucić. Może tylko to, że w wydaniu jubileuszowym można było odświeżyć trochę wygląd planszy, który jest dość surowy. Nie będzie przeszkadzało to miłośnikom cięższych tytułów, ale aby przyciągnąć nowe osoby do zakupu i rozgrywki, ten aspekt ma duże znaczenie.

W Roku Smoka / fot. Przystanek Planszówka

Tych, którzy już wcześniej mieli styczność z tym tytułem, może zainteresować informacja, iż w pudełku znajdziemy także dwa dodatki: Wielki Mur Chiński oraz wielkie wydarzenia. I choć pewnie nie wszyscy z nich skorzystają, jest to bardzo miły gest ze strony wydawcy, który w ten sposób podkreślił, iż to wydalenie jubileuszowe.

… żyć było niełatwo

Reguły W roku Smoka, jak na gry p. Felda, są wyjątkowo łatwe. Rozgrywka trwa 12 rund, symbolizujących poszczególne miesiące. Rozpoczniemy ją posiadając dwa dwupiętrowe pałace i dwie postacie, talię kart postaci (każdy jednakową) oraz 6 juanów. Zapewniam, na spokojne życie to nie wystarczy.

W Roku Smoka / fot. Przystanek Planszówka

Rundy będą składać się z 4 faz. Pierwsza to faza akcji. Przygotowanie do niej polega na potasowaniu 7 kafli akcji i rozłożeniu ich w grupach na planszy. W zależności od liczby graczy będą to od 2 do 5 grup. Następnie gracze w kolejności wyznaczanej przez tor postaci wybierają akcję lub decydują się na wzięcie juanów (tak, by mieć ich 3 w swoich zapasach). Chcąc wybrać akcję z grupy, którą zajął inny gracz, musimy zapłacić 3 juany do banku. A co dzięki nim zyskamy? Zbierzemy pieniądze, rozbudujemy pałace, dokonamy zbiorów ryżu, zdobędziemy żetony fajerwerków, przesuniemy się na torze postaci, kupimy przywileje czy wreszcie zdobędziemy punkty zwycięstwa. Ciekawym jest to, że niemal wszystkie z akcji będą przynosiły większą korzyść, jeżeli w swoich pałacach mamy odpowiednie postacie np. zbierając ryż otrzymujemy jeden żeton ryżu plus tyle ile symboli ryżu jest na kaflach postaci.

W Roku Smoka / fot. Przystanek Planszówka

Z doborem postaci wiąże się druga faza. Na początku gry otrzymujemy 11 kart postaci. Na 9 z nich są konkretni dworzanie, każdy z innej profesji, 2 karty to jokery, pozwalające dobrać dowolny kafelek postaci. Spośród tych 9 profesji 6 dodatkowo dzieli się dwa poziomy doświadczenia. Młodsi, mniej doświadczeni, dadzą nam więcej punktów na torze postaci, ale wolniej wykonują akcje, starsi – na odwrót. Dokładając ich do swoich pałaców musimy pamiętać, iż na jeden budynek może przypadać ich tyle ile ma on pięter. Jeżeli brak już miejsca – któryś z dworzan jest odrzucany.

W Roku Smoka / fot. Przystanek Planszówka

Trzecia faza to wydarzenia. Pierwsze dwa miesiące sa spokojne, nic się nie będzie działo. Następne, rozkładane losowo na początku rozgrywki, bedą świadczyć o tym, że żyjemy w ciekawych czasach… Przyjdzie nam płacić daninę dla Cesarza, zmagać się z suszą, w czasie której będziemy musieli dostarczyć ryż do pałaców, a za każdy brakujący żeton ryżu musimy zwolnić postać, zaraza zmusi nas do odrzucenia 3 postaci, najazd Mongołów przyniesie nam tyle punktów ile symboli hełmów mamy, ale ten, kto ma ich najmniej, musi zwolnić postać. Wreszcie dwukrotnie będzie organizowany festiwal Smoków, który przyniesie punkty graczom z największą liczbą żetonów fajerwerków. Po rozpatrzeniu wydarzeń, każdy pusty pałac traci piętro i przechodzimy do fazy punktacji.

W Roku Smoka / fot. Przystanek Planszówka

Punkty otrzymamy za każdy pałac, każdego smoka na wachlarzach dam dworu i każdego smoka na przywilejach. Po dwunastej rundzie następuje końcowe podliczanie nieco różniące się od wcześniejszych. Tutaj punkty otrzymamy za każdą postać, dodatkowe punkty za mnichów oraz za pozostałe nam pieniądze.

Tak rzecze Konfucjusz

Na początku instrukcji znajdziemy cytat z Konfucjusza

„Ten, kto nie zważa na szczegóły, będzie ślepy na całość”

Muszę przyznać, że dość trafnie ona oddaje klimat rozgrywki. Gdy przeczytałem reguły przyszła mi myśl: coś tu nie gra. To zbyt łatwe jak na Felda. Już kilka lat temu słyszałem różne opinie o tej grze, które łączyło jedno – ta gra jest bezlitosna. Tymczasem tutaj na pierwszy rzut oka nic nie zapowiada wielkiego „móżdżenia”. Jednak diabeł (smok?), tkwi w szczegółach.

W Roku Smoka / fot. Przystanek Planszówka

Przyjrzyjmy się poszczególnym fazom rozgrywki.

Akcje. W czasie całej gry zagramy ich tylko 12, co już świadczy o tym, że pojawi się tutaj tzw. krótka kołderka. Zrobi się jeszcze ciekawiej, jeżeli uświadomimy sobie, że kolejność ich zagrywania wynika z toru postaci i będzie się zmieniać głównie w zależności od tego, jakie postacie dobierzemy. Owszem, możemy zagrać akcję grupy wybranej już przez innego gracza, ale pod warunkiem, że nas na to stać – na torze miesięcy widzimy, iż dwukrotnie będziemy płacili Cesarzowi daninę. Idźmy zatem „na kasę”. Dobierzemy dwóch, albo nawet trzech poborców podatkowych, przy jednej akcji podatków zbierzemy nawet do 11 juanów! Owszem, ale stracimy na to 3 karty postaci i akcje… A tymczasem może pojawić się zaraza, susza, czy pokaz fajerwerków. Zatrudniajmy zatem samych doświadczonych dworzan, wzmocnimy tym samym akcje. No tak, ale zostaniemy w tyle na torze postaci.

W Roku Smoka / fot. Przystanek Planszówka

Czy pisałem już, że to gra Felda? Poszczególne mechaniki się tutaj doskonale łącza. Przy ograniczonej losowości, gdyż układ wydarzeń znamy już na początku rozgrywki, każda decyzja musi być przemyślana. Nie tylko z perspektywy naszych pałaców, ale także tego co widzimy w pałacach innych graczy. A szczegóły nie mogą przysłonić nam całości, gdyż ostateczne punktowanie różni się od 12 poprzednich.

W Roku Smoka / fot. Przystanek Planszówka

Zagraj, a gra cię… ukarze!

Możliwe, że już stwierdziliście, iż gra karze za błędy. Ale takie stwierdzenie to tylko połowa prawdy. Zasiadając do W roku Smoka, musicie się nastawić na to, że gra karze was za to, że w ogóle w nią gracie. I ważne, by patrząc na to zdanie, nie stracić obrazu całości. W tym przypadku nie oznacza to złego tytułu, wręcz przeciwnie. Jeżeli lubicie w grach to uczucie rozwoju, rozbudowy, to nie siadajcie do tej gry. W ciągu 12 rund, 8 niesie ze sobą ryzyko utraty dworzan. Kolejne dwa stwarzają ryzyko, że przeciwnicy zyskają punkty, a my będziemy stali w miejscu. Przyznaję, że jest to bardzo specyficzny tytuł, niosący całkowicie inne emocje niż np. Zamki Burgundii. Rozgrywka w niego to forma euro-sucharowego-masochizmu. Ale jako miłośnik gier euro stwierdzam, że z każdą kolejną rozgrywką coraz bardziej to mi się podoba.

W Roku Smoka / fot. Przystanek Planszówka

Nie wytresujesz Smoka

Dotychczasowe rozgrywki pokazały mi, że Smoka nie wytresujesz. To ty musisz się do niego dostosować. Jeżeli zionie ogniem – znajdź schronienie. Ma wielkie szpony – załóż zbroję. W przeciwnym wypadku romantyczna przygoda zakończy się poważnymi ranami. A te i tak się pojawią. Znalazłeś strategię, która zapewniła ci zwycięstwo? W kolejnej rozgrywce wydarzenia mogą ułożyć się tak, że z wielkiego szlachcica spadniesz do rangi nic nie znaczącego władcy.

W Roku Smoka / fot. Przystanek Planszówka

Ale spotkanie ze smokiem to wyzwanie, przygoda, którą potem można wspominać. Z przygodami zaś tak jest, że dla jednych to są niczym odruch serca, któremu nie mogą się nie poddać, dla innych to trauma, o której będą chcieli zapomnieć.

W Roku Smoka / fot. Przystanek Planszówka

Z racji, że Rebel.pl w tym samym czasie wydał także inny tytuł Stefana Felda, czyli Zamki Burgundii (o których mam nadzieję opowiedzieć przy innej okazji), pojawiają się próby porównań tych dwóch tytułów. Zapytany o to, odpowiem: Zamki oceniam wyżej, to dla mnie jedna z najlepszych gier z jakimi miałem styczność. Ale one są inne. Czy jeżeli lubisz Zamki Burgundii, W roku Smoka ci się spodoba? Niekoniecznie. Wszystko zależy od tego, czy chcesz wytresować smoka, czy jesteś gotowy podjąć próbę dostosowania się do niego… Ale zapewniam – to naprawdę dobra gra.

Dziękujemy Wydawnictwu REBEL.pl za przekazanie gry do recenzji