Każdy, nawet najbardziej twardy, męski i grany przez Clinta Eastwooda cowboy  ma miejsce, do którego zawsze wraca. Czasem jest to jakaś zapadła dziura na granicy z Meksykiem, innym razem okazuje się to być ogromny saloon w tętniącym życiem miasteczku, a niekiedy – rodzinne rancho. Mimo, że moja twardość i męskość jest raczej wątpliwa, na głowie nie mam Stensona, a przy moim pasku nie wisi Colt, to mam miejsce, a raczej grę, do której zawsze wracam. Tak szanowni państwo, jak do każdego rewolwerowca powraca jego mroczna przeszłość, do mnie powraca gra ze słowem „Bang!” w tytule.

Nowe miejsce, stare twarze

Nie wiem, czy to część większego planu, czy tylko moje szukanie dziury w całym, ale w każdej odsłonie Bang! grafiki swoim wyglądem przypominają inny typ westernu. I tak w karcianej wersji postaci wyglądają jak ściągnięte z plakatów klasycznych, ciągnących się jak makaron i przepełnionych nieustraszonymi rewolwerowcami włoskich Spaghetti Westernów. Z kolei w Bang! Pojedynek otrzymujemy całą gamę zadbanych i pięknie ubranych bohaterów Amerykańskiego Westernu. Natomiast w kościanej wersji gry postaci wyglądają jak wyciągnięte z kreskówki lub komiksu. Są bardzo kolorowe i czasem nawet przerysowane czy groteskowe.

Bang! Gra kościana i Old Saloon

Osobiście bardzo podobają mi się nowe grafiki, a to pewnie dlatego, że uwielbiam komiksy i kreskówki wszelkiej maści. Co do postaci, to mamy tu tych samych, znanych nam już z karcianej wersji gry, rewolwerowców. To co jeszcze znajdziemy w pudełku, to pięć kostek i garść znaczników. Nie patrząc na moją wrodzoną nienawiść do tych małych sześcianów, to kostki są jak kostki, a jakością kartonu nigdy specjalnie się nie zachwycałem, więc dodam też, że znaczniki to po prostu… znaczniki.

Wspaniały szeryf i paskudni bandyci

Mechanicznie Bang! Gra kościana od Banga! karcianego prawie wcale się nie różni. Na początku gry każdy z graczy wybiera lub losuje jedną z postaci, a potem otrzymuje swoją rolę. Role są cztery:

  • szeryf, którego zadaniem jest pokonać wszystkich bandytów i renegatów;
  • zastępca szeryfa, którego nadrzędnym celem powinna być ochrona szeryfa;
  • bandyci za wszelką cenę pragnący zabić szeryfa;
  • renegat, na którego czeka najtrudniejsze zadanie, ponieważ musi zostać z szeryfem sam na sam i go zabić.
Bang! Gra kościana i Old Saloon
Bang! Gra kościana i Old Saloon / fot. Przystanek Planszówka

Jeśli ktoś grał w karcianą poprzedniczkę gry Bang!, to zna te role jak prawdziwy cowboy swojego wiernego wierzchowca i nie trzeba mu zbyt wiele tłumaczyć. Tak zwanego starego wyjadacza może zaciekawić dodatek Old Saloon, który dodaje kartom ról specjalne zdolności. I tak na przykład, w sytuacji zagrożenia zastępca może przejąć rolę szeryfa, renegat może uratować kogoś przed śmiercią, a bandyci otrzymują cały wachlarz brudnych zagrywek do wyboru. Jednak, aby użyć takiej zdolności, musimy ujawnić swoją rolę i każdy będzie już wiedział kim jesteśmy. Osobiście bardzo podoba mi się ta modyfikacja i już planuję, jak tu przerobić część z tych zdolności tak, abym mógł użyć ich w mojej ukochanej karcianej wersji.

Siedem strzałów z naszego sześciostrzałowca

Jak to w grach kościanych bywa, cały nasz los musimy oddać tym wrednym i złośliwym sześcianom. W każdej naszej turze pięć kostek wyląduje na stole niczym pięć wystrzałów z rewolweru. Gdzie szósta kula? – spytacie. Ano szósta kula to jeden przerzut który możemy wykonać, czyli jeśli wyniki nas nie satysfakcjonują, możemy przerzucić dowolną liczbę kostek.

Co dalej? Dalej już tylko czas wystrzelić siódmą kulę. Zastanawiacie się pewnie: skąd u licha wzięła się siódma kula w moim sześciostrzałowym rewolwerze? Przecież powszechnie wiadomo, że broń rewolwerowca zawsze mieści tyle kul, ile trzeba. Nawet jeśli miałaby łamać wszelkie prawa natury i fizyki, to i tak w magazynku zawsze zostanie jedna kula. I tą jedną, ostatnią kulą, jest właśnie drugi przerzut, działający dokładnie tak, jak poprzedni.

Wreszcie po rzutach przychodzi czas na rozpatrzenie symboli na kostkach.

Bang! Gra kościana i Old Saloon / fot. Przystanek Planszówka

Można by powiedzieć, że to już koniec i jak to w przypadku gier imprezowych bywa, całe zasady streściliśmy w dwóch zdaniach. Ale wypadałoby dodać jeszcze kilka słów o tym, co może wypaść na naszych kościach. Może to być najbardziej podstawowy i często najbardziej pożądany tytułowy Bang!, symbolizowany przez celownik. Jest to zwykły strzał, który powoduje utratę życia przez przeciwnika w zasięgu 1 lub 2, w zależności od tego, jaka liczba znajduje się wewnątrz celownika. Czym jest zasięg w naszej grze Bang!? Zasięg liczymy tak, jak siedzimy, czyli do osób siedzących po naszej prawej i lewej mamy zasięg 1, do graczy siedzących obok nich – zasięg 2 i tak dalej.

Oprócz strzału, mamy piwko, które pozwala nam odzyskać jeden punkt życia.

Bang! Gra kościana i Old Saloon / fot. Przystanek Planszówka

Nie można zapomnieć o ulubionym i jednocześnie znienawidzonym przez każdego, kto grał w którąkolwiek odsłonę gry Bang!, dynamicie. W podstawowej wersji gry krążył on sobie po stole i wybuchał w najmniej odpowiednim momencie, pokazując, że jeśli istnieje Bóg, to ma paskudne poczucie humoru. W Bang! Gra kościana gdy na naszych kościach wypadnie dynamit, to po pierwsze – nie możemy go przerzucić, a po drugie, jeśli przed nami znajdują się trzy czerwone syczące laski, to otrzymujemy jedną ranę i jeśli wciąż żyjemy, rozpatrujemy pozostałe kostki oraz kończymy naszą turę.

Indianie i gatlning

Symbolami w pewnym sensie różniącymi się od reszty są Indianie i gatling. Ich zasadniczą różnicą jest to, że oba mają coś wspólnego z tajemniczymi jak skład indiańskich ziół żetonami strzał. Ale spokojnie, za chwilę wszystko się wyjaśni.

Jeśli wyturlaliśmy zieloną strzałę, to jeszcze przed wykonaniem przerzutu musimy zabrać jeden żeton strzał z puli. Co nam daje żeton strzały? Niestety, nic dobrego. Gdy na stosie są jakieś strzały, to jesteśmy bezpieczni, ale natychmiast po opróżnieniu stosu, Indianie upominają się o swoje strzały. W tym momencie każdy z graczy traci tyle punktów życia, ile strzał leży przed nim, po czym odrzuca wszystkie żetony. Za każdym razem, kiedy wyrzucimy na kości ten felerny symbol zaraz po zmniejszeniu zawartości stosu i jeśli nie był to nasz trzeci rzut, możemy przerzucić kostkę ze strzałą.

Bang! Gra kościana i Old Saloon / fot. Przystanek Planszówka

Został nam ostatni symbol. Gatling. Na kościach są to trzy niebieskie „gwiazdki” lub „dziury po kulach” – jak kto woli. Jeśli wyrzucimy takie trzy, to każdy z naszych przeciwników traci jeden punkt życia. Prawda, że fajnie? Ale to nie koniec szczęścia, ponieważ nawet najdzielniejsi Indiańscy wojownicy nie będą pchać się pod grad kul, więc zaraz po zadaniu ran naszym przeciwnikom, odrzucamy wszystkie żetony strzał leżące przed nami.

Tchórz i Awanturnik

W rozszerzeniu do gry Old Saloon dostajemy dwie nowe kostki. Awanturniczą, na której możemy wyrzucić strzał o sile dwa, podwójny symbol gatlinga, strzałę, dynamit lub nabój, po którego wyrzuceniu tracimy jeden punkt życia. Jeśli jednak barowe bijatyki nie są naszą specjalnością, to dostajemy też drugą kostkę. Kostkę tchórzliwą. Znajduje się na niej piwko, podwójne piwko, strzała, złamana strzała (dzięki której odrzucimy jedną z naszych strzał), dynamit i zwykły strzał. Tych kostek możemy używać zamiennie z normalnymi, ale nigdy nie wolno nam być jednocześnie tchórzem i awanturnikiem.

Bang! Gra kościana i Old Saloon / fot. Przystanek Planszówka

Jak dla mnie ze wszystkich rozwiązań w dodatku Old Saloon, to jest obowiązkowe i nie wyobrażam sobie grać bez niego. Poza nowymi kośćmi i specjalnymi kartami ról dostaniemy garść nowych postaci i kilka drobnych rozszerzeń, które możemy wykorzystywać w dowolnych kombinacjach. Jest tu na przykład tryb ducha renegata, dzięki któremu zabity renegat może powrócić zza grobu jako zjawa i zemścić się na swoich mordercach. Dostajemy też specjalny żeton strzały wodza Indian, która liczy się jako dwie zwykłe strzały, lecz w przypadku ataku Indian, jeśli mamy najwięcej strzał i strzałę wodza, nie tracimy punktów życia.

Twój dom jest tam, gdzie twój saloon

Bang! Gra kościana to dobra alternatywa dla tych, według których klasyczna, karciana wersja nie była wystarczająco „imprezowa” i którzy wciąż poszukują czegoś szybszego, ale w starym, dobrym westernowym klimacie.

Bang! Gra kościana i Old Saloon / fot. Przystanek Planszówka

Oczywiście, jak to przy grach kościanych, wszystko zależy od losowości, więc urodzeni stratedzy i myśliciele raczej nie znajdą tu nic ciekawego. Dla mnie największym minusem gry Bang! Gra kościana jest to, że nie potrafiłem poczuć klimatu. W karcianej wersji musiałem wybierać, do kogo strzelić, komu pomóc, czułem dreszcz emocji gdy sprawdzałem, czy latający wokół stołu dynamit zaraz nie pokrzyżuje moich planów, zaś zamknięcie w więzieniu tego samego gracza po raz trzeci z rzędu zawsze wzbudzało salwy śmiechu.

Grając w kościaną wersję czułem, że mało co zależy ode mnie. Ot tak sobie rzucałem kostkami i co wypadnie, to wypadnie. Jednak moim znajomym ta wersja dużo bardziej przypadła do gustu. Podobało im się szybkie tempo a losowość tylko dodawała smaczku rozgrywce. Rzeczywiście, gra jest bardzo szybka i nie ma tu tego, co najbardziej przeszkadzało mi w podstawce – sytuacji, w której gracz wyeliminowany jako pierwszy musi bardzo długo czekać, aż reszta skończy.

Bang! Gra kościana i Old Saloon
Bang! Gra kościana i Old Saloon / fot. Przystanek Planszówka

Moim zdaniem Bang! Gra kościana powinna być kupowana od razu z dodatkiem Old Saloon. Mechaniki, które oferuje dodatek w jakimś stopniu obniżają losowość i sprawiają, że gra się zdecydowanie przyjemniej. Do tego – kto nie chciałby zagrać duchem renegata?!

Podsumowując, jeżeli chcesz szybkiej gry imprezowej, to Bang! Gra kościana jest dla ciebie. Jeśli jednak chciałbyś czegoś bardziej klimatycznego, to raczej polecam wersję karcianą.

Dziękujemy wydawnictwu Bard za przekazanie gry do recenzji