Do boju, Towarzysze! Czyli jak zostać dezerterem i mieć z tego radochę

Autor:

Kategoria:

Żeby prowadzić wojnę, trzeba trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy i żołnierzy, którzy nie będą uciekali z pola walki. Hej, wracać mi tam natychmiast!

Wojna… wojna nigdy się nie zmienia

Do boju, Towarzysze! – gra, gdzie dowcipy o francuskich żołnierzach przybierają rzeczywisty wymiar. Jeden z nowszych tytułów od wydawnictwa Black Monk Games jest karcianką dla 2 do 8 osób, w której gracze – jak na prawdziwych dezerterów przystało – mają jeden cel: przeżyć, próbując uciec z pola walki. Zwycięzca może być tylko jeden, dlatego podkładanie przysłowiowych kłód pod nogi swoich towarzyszy broni jest tu bardzo pożądane!

Do boju Towarzysze! / fot. Przystanek Planszówka

Baczność!

Rozpoczynając rozgrywkę należy każdemu z graczy losowo rozdać Karty Postaci, Karty Zdolności oraz przynależące do nich Karty Życia. Liczba punktów życia, z którą będzie się toczyła rozgrywka, zależna jest od liczby graczy (od 2 do 4 – po 10 punktów życia, od 5 do 8 – po 5 punktów życia). Następnym krokiem jest przetasowanie talii Kart Akcji oraz Ataku oraz losowe umieszczenie Kart Postaci pośrodku stołu, na linii frontu. Osoba będąca na początku linii frontu jest graczem rozpoczynającym. Teraz zostaje już jedynie tak zwany „draft”, znany między innymi z 7 cudów świata – gracze dobierają 5 kart, po czym pozostawiając jedną, przekazują pozostałe karty do kolejnego gracza, formułując w ten sposób swoją talię. Po wykonaniu tych czynności można wreszcie rozpocząć batalię o przetrwanie!

Do boju Towarzysze! / fot. Przystanek Planszówka

W szeregu zbiórka!

Rozgrywka w Do boju, Towarzysze! toczy się dosyć szybko. W swojej turze każdy z graczy zagrywa Kartę Akcji rewersem ku górze, tak, aby nikt nie zobaczył, co zostało położone na stół. Następnie, zaczynając od gracza z kartą Inicjatywy i poruszając się zgodnie ze wskazówkami zegara, odkrywane są kolejne karty wraz z rozpatrzeniem ich efektu. Po tej czynności gracze rozpatrują zadane obrażenia i efekty kart, a po zakończeniu tej czynności uzupełniają swoją rękę do 5 kart.

Inicjatywa zostaje przekazana kolejnemu graczowi i rozpoczyna się ponowna walka o przetrwanie. Gra toczy się do momentu, w którym na linii frontu pozostanie ostatni Towarzysz. Oczywiście instrukcja zawiera więcej zasad, jak choćby używanie kart wydarzeń, jednak nie będę się o tym rozpisywał, gdyż moim celem nie jest przepisanie instrukcji, która nota bene jest krótka (całe 5 stron!) i dosyć dobrze opisana.

Do boju Towarzysze! / fot. Przystanek Planszówka

W tył zwrot!

Do boju, Towarzysze! to gra dla prawdziwych planszówkowych hien. Negatywna interakcja wprost wylewa się z pudełka już od samego podniesienia wieczka. Nie doświadczymy tutaj sojuszy czy też paktów, za to na pewno zostaniemy potraktowani granatem lub gazem łzawiącym, po którym z płaczem rzucimy się ku ucieczce za linię frontu. Jako fan gier, w których sprawiamy, że „somsiad” ma gorzej, starałem się przekładać przeszkadzanie innym nad próbę ucieczki spod ostrzału. Sprawiało mi to naprawdę sporo frajdy, zwłaszcza gdy moi towarzysze obrywali dzięki mnie odłamkami z moździerza (oczywiście nierzadko i ja dostawałem), przez co trochę podupadali na zdrowiu.

Sama stylistyka gry dobrze wpływa na rozgrywkę, jednak jest dość minimalistyczna, przez co może wydawać się niedopracowana. Na szczęście z czytelnością kart nie ma żadnego problemu. Mechanika oparta na przepychaniu się w linii wypada naprawdę dobrze i wprowadza sporo zamętu, a także nieoczekiwanych zwrotów akcji, gdzie zastawiamy pułapkę, w którą… sami wpadamy.

Wracaj na linię frontu Towarzyszu!

Padnij!

Niestety, rozgrywka dedykowana dla 2-3 graczy jest po prostu nudna. Przepychanki na polu bitwy wyglądają wtedy, jak te w kolejce po schab za 11 zł – niby promocja, ale bywały lepsze… Gra traci na przyjemnej dynamice wynikającej z zamieszania i losowości wprowadzanej przez większą liczbę graczy. To znaczy w Do boju, Towarzysze! nadal gra się dobrze, jednak satysfakcja z wygranej nie jest aż tak odczuwalna jak przy większej liczbie graczy.

Sama rozgrywka po kilku partiach staje się bardzo powtarzalna, więc osobiście nie zalecałbym grania w nią więcej niż 3-4 razy pod rząd. A szkoda, żeby się znudziła czy zniechęciła do siebie graczy. W uniknięciu tejże powtarzalności mogłaby pomóc większa różnorodność kart, której niestety trochę zabrakło.

Do boju Towarzysze! / fot. Przystanek Planszówka

Podsumowanie

Do boju, Towarzysze! jest w mojej ocenie tytułem ciekawym, idealnym jako tak zwany „filler”, czyli zapełniacz luk pomiędzy cięższymi tytułami. Dzięki oparciu mechaniki na negatywnej interakcji dostarcza sporo zabawy, a ruchy, które wykonują gracze są często niespodziewane lub krzyżujące taktyki, które układaliśmy od kilku rund. Fani tego typu rozgrywek, mimo kilku braków, które posiada sama gra, ostatecznie powinni być bardzo zadowoleni. Osobiście uważam, że Do boju, Towarzysze! sprawdzi się znakomicie jako gra imprezowa, szczególnie jeśli jesteśmy w większym gronie, a najlepiej z maksymalną liczbą graczy sugerowaną na opakowaniu.

Myślę, że warto mieć Do boju, Towarzysze! w swojej kolekcji, choćby po to, by czasem odsapnąć od pożerających zasoby mózgu, ciężkich tytułów.

Informacje o grze

Tytuł: Do boju, Towarzysze!
Autor: Brian Niro
Grafiki: Kwanchai Moriya
Wydawnictwo: Black Monk
Liczba graczy: 2-8
Wiek gracza: 8+
Czas gry: 20 minut
Profil na BGG: link
Konrad "Azzazel" Cholewa
Ukończył studia, na których "robiło się gry", gdzie niczym Bond zdobył licencję na robienie planszówek. Fan zombiaków we wszelkiej postaci. Po nocach siedzi w notatniku i planuje prototypy gier. Lubi granie i muzyki słuchanie.

Masz chwilkę?

Przeczytaj także

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here