Zombicide. Pierwsze w życiu spotkanie z zombie

Autor:

Kategoria:

Wierzcie mi lub nie, ale z tematyką zombie-apokalipsy spotkałem się dopiero kiedy miałem około 14 lat. Oczywiście byłem w pełni świadomy istnienia tematyki żywych trupów, jednak jakoś nie widziałem realnego zagrożenia w czymś pozbawionym mózgu, a niszczenie takich kreatur wydawało mi się po prostu nudne.

Pewnego dnia to wszystko się zmieniło, a to za sprawą jednej gry. Siedzę sobie w moim ulubionym sklepie z grami (w gimnazjum miałem bardzo dużo wolnego czasu) i nagle przyjeżdża dostawa. Wtedy zobaczyłem tę grę po raz pierwszy. Wielkie czerwone pudełko z napisem Zombicide. Wypasiona grafika na okładce, duże i ciężkie pudło oraz możliwość gry solo (co wtedy było czymś niespotykanym) cały czas wysyłały do mojego mózgu jedną informację: „KUP MNIE!”. Wszystko byłoby piękne, gdyby nie cena. Nie będę tu jej podawać, ale jak dla gimnazjalisty cena była kosmiczna. Minęło parę lat, mój ulubiony sklep został zamknięty, ja podrosłem i przestałem być gimnazjalistą, zebrałem trochę pieniędzy i nareszcie mogłem kupić swoją wymarzoną grę.

O co właściwie tyle hałasu

Jak już wspomniałem, pudełko jest duże i ciężkie. W środku dosłownie jest wypełnione po brzegi, a o zakoszulkowaniu kart i włożeniu ich z powrotem w pudełeczku, które na nie otrzymaliśmy, możemy zapomnieć, bo po prostu się nie zmieszczą. W środku mamy też sporo żetonów wszelkiej maści oraz całkiem ładne karty postaci. Najważniejsze z tego wszystkiego są figurki od Cool Mini or Not. Bardzo dużo, bardzo ładnych figurek, to chyba jest to, co najbardziej przyciąga ludzi do tej gry. Niestety, jest to też ten czynnik który sprawia, że gra jest taka droga. Oprócz figurek w pudle znajdziemy też kafelki, z których będziemy układać mapę i obowiązkową garść żetonów. Wszystkie elementy są bardzo ładnie wykonane i dość trwałe, no może z drobnym wyjątkiem. Kafelki mapy po czasie się odkształcają.

Zombicide / fot. Przystanek Planszówka

 

Apokalipsa się zaczyna

Na samym końcu dość obszernej instrukcji znajdziemy scenariusze. Każda z misji ma swój stopień trudności. Łatwy, średni albo trudny. Czasem mi się wydaje, że podczas ustalania poziomów trudności coś się komuś pomyliło i tak łatwy scenariusz jest czasem piekielnie trudny, a ten uznany za trudny, jest banalnie prosty. Przy każdym scenariuszu mamy też informacje, o czasie gry i tym ilu postaci powinniśmy użyć.

Kiedy przygotujemy scenariusz, musimy wybrać postać,  którą będziemy chcieli zagrać. W podstawowej wersji gry mamy do wyboru sześć osób. Możemy wcielić się w chuligana Josha, korpo szczura Douga, kelnerkę Wandę, lekko szalonego Neda, gothkę Amy oraz policjanta Phila.

Zombicide / fot. Przystanek Planszówka

Każda postać ma swój unikatowy zestaw umiejętności, który nie raz przyda się w trakcie walki z plugawymi kreaturami. Teraz zostaje nam już tylko rozdać ekwipunek startowy, w skład którego wchodzą: pistolet, siekiera, i łom. Możecie zapytać: ale co, jeśli gramy w więcej niż trzy osoby? Przecież ktoś zostanie bez broni. Nie ma się co martwić. Każda postać która nie otrzymała karty ekwipunku, dostaje… patelnię.

Kiedy skończymy już te wszystkie żmudne przygotowania, nareszcie możemy zająć się tym co najbardziej kochamy w grach o tematyce zombie, czyli strzelaniem, uderzaniem, cięciem, miażdżeniem i wieloma innymi rzeczami, które możemy zrobić, by pozbyć się żywych trupów.

Zombicide / fot. Przystanek Planszówka

Pora rozpocząć łowy

W Zombicide każdy scenariusz jest inny. Raz naszym głównym celem, będzie przedarcie się przez hordy nieumarłych, innym razem będziemy musieli zebrać zapasy, a czasem będziemy musieli zebrać jakieś istotne przedmioty niezbędne do przetrwania w apokaliptycznym świecie.  Niezależnie od tego co jest celem naszego scenariusza, środki do jego wykonania mamy te same.

Każdy z naszych bohaterów posiada trzy akcje i może je wykorzystać w różnoraki sposób. Możemy na przykład się poruszyć, wymienić ekwipunek z innym graczem, zmienić ustawienie swojego ekwipunku, narobić hałasu, by przyciągnąć zombie do siebie, kierować autem, czy też po prostu walczyć z kolejnymi zombie.

Zombicide / fot. Przystanek Planszówka

Nasz ekwipunek startowy nie jest zbyt powalający, dlatego warto już na początku poszukać lepszego. Robimy to poprzez przeszukiwanie pomieszczeń. Raz na turę jeśli znajdujemy się w budynku, w ramach jednej akcji możemy poszukać przedmiotów w pomieszczeniu, w którym aktualnie przebywamy. Aby to zrobić, ciągniemy jedną kartę z tali ekwipunku i teraz wszystko zależy od naszego szczęścia, bo możemy wyciągnąć różnorakie przedmioty, od bezużytecznych konserw i ryżu, aż po bardzo przydatną broń jak na przykład piła łańcuchowa czy śrutówka. Jednak musimy uważać, bo nasze przeszukiwanie może zakończyć się znalezieniem jednego z naszych gnijących przyjaciół, co może być problemem, w szczególności, gdy przeszukiwanie było naszą ostatnią akcją.

Zombicide / fot. Przystanek Planszówka

Jeśli mamy już lepszy sprzęt to możemy zacząć walkę z zombie. Na każdej z naszych broni mamy informacje o jej zasięgu, ilości kostek którymi rzucamy, wyniku jaki musimy uzyskać żeby trafić i ilości zadawanych obrażeń. Na karcie mamy też informacje o tym, czy podczas walki z zombie broń wydaje hałas czy też nie.

Zombicide / fot. Przystanek Planszówka

Wysyp żywych trupów

Zombicide jest grą kooperacyjną więc nie rywalizujemy tutaj z innymi graczami, tylko razem walczymy przeciwko grze. Zombie dzielimy na cztery grupy. Wśród nich są „szwędacze”, czyli najsłabsze z nieumarłych. Aby je zabić musimy użyć broni, która zadaje co najmniej jedno obrażenie. Następnie mamy „grubasów”. Są oni mocniejsi niż nich mniej napakowani koledzy, bo aby ich zabić, potrzebujemy broni, która zadaje co najmniej dwie rany. Na swojej drodze możemy też spotkać „łowców”. Poruszają się znacznie szybciej niż ich koledzy (pewnie dlatego, że noszą dres) i atakują też znacznie częściej. Mamy też abominację, która jest najstraszniejszym z zombie, a zabić możemy ją jedynie koktajlem Mołotowa.

Kiedy gracze skończą wykonywać swoje akcje, następuje tura nieumarłych. Każdy zombie, poruszają się w kierunku graczy, których widzą, a jeśli akurat nie widzą, żadnego żywego pokarmu, to idą tam, gdzie jest największy hałas.

Zombicide / fot. Przystanek Planszówka

Oprócz wykonywania swojej podstawowej funkcji życiowej, jaką jest chodzenie, zombie mogą też nas atakować. Jeśli na polu, na którym stoi nasz bohater, jakiś ożywieniec wykonuje akcje, to zamiast się poruszać, zadaje nam jedną ranę i zabiera jeden przedmiot z ekwipunku. Gdy otrzymamy dwie rany, to umieramy, co zazwyczaj kończy scenariusz.  Po tym, gdy zombie zakończą swoją turę, trzeba je jeszcze namnożyć. Żeby to zrobić, wyciągamy po jednej karcie namnażania i dokładamy tam tyle zombie, ile jest na niej pokazane.

Bezmózgie istoty czy ukryty geniusz

W grze oczywiście nie obyło się bez drobnych potknięć i pomyłek. Największym mankamentem jest system celowania. Jeśli strzelamy na jakieś pole, to w pierwszej kolejności obrażenia otrzymują znajdujący się na tym polu bohaterzy, tak jakby nasz strzelec próbował wykorzystać okazję, by pozbyć się ciężaru jakim są inni ocalali. Dużo ludzi narzeka na tą zasadę, ale Zombicide to gra kooperacyjna, więc na dobrą sprawę każdą regułę, możemy zamienić lub zmodyfikować wedle własnego uznania.

Zombicide / fot. Przystanek Planszówka

Momentami gra traci na klimacie. Często gdy siadam do niej z nowymi graczami, to nastawiają się na wielką rozwałkę, krew wylewającą się z pudełka i piętrzący stos martwych zombie. Apokaliptyczna rzeczywistość okazuje się być zupełnie inna i zazwyczaj zamiast bohatersko walczyć z zombie po prostu kryjemy się przed tym kreaturami i staramy unikać walki. Nawet jeśli droga do zwycięstwa jest prosta, my cały czas graliśmy ostrożnie, a koniec scenariusza jest już na wyciągnięcie ręki, to i tak prawie zawsze znajdzie się ten jeden w drużynie, który uzna, że jest już na tyle silny, by zostawić zbyt ostrożną  grupę i samemu zająć się setką nieumarłych, co zazwyczaj kończy się kilkoma strzałami, paroma warknięciami piły mechanicznej i śmiercią delikwenta, ale czemu tu się dziwić. Zombie same się proszą o to, by ktoś je zlikwidował.

Zombicide / fot. Przystanek Planszówka

Na małą liczbę scenariuszy w instrukcji nie ma co narzekać, bo w Internecie aż roi się od fanowskich wersji, a nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy sami jeden ułożyli.

No i na sam koniec pozostaje jeszcze kwestia ceny. Pudełko jest dość  drogie, ale (moim zdaniem) cena jest adekwatna do zawartości. Jeśli ktoś kocha tematykę zombie, to warto pomyśleć nad tym, by zamiast kupować kilka mniejszych gier, po prostu odłożyć pieniądze i kupić jeden potężny tytuł, który zapewni wiele godzin czystej rozrywki.

Informacje o grze

Tytuł: Zombicide
Autor: Raphaël Guiton, Jean-Baptiste Lullien, Nicolas Raoult
Grafiki: Nicolas Fructus, Édouard Guiton, Mathieu Harlaut, Eric Nouhaut Wydawnictwo: Black Monk
Liczba graczy: 1-6
Wiek gracza: 13+
Czas gry: 45-180 minut
Profil na BGG: link
Mikołaj Wysocki
Student politechniki, który odkrył, że jego prawdziwą pasją (poza planszówkami oczywiście) jest pisanie. Wszystko zaczęło się od jednej recenzji, a skończyło się na amatorskich powieściach dramatach i opowiadaniach. Dryfujący w świecie całek i macierzy humanista. Tak bym opisał siebię w jednym zdaniu.

Masz chwilkę?

Przeczytaj także

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here