Godfather. Imperium Corleone

Autor:

Kategoria:

– Ci przeklęci Stracci. Miał być pokój, miał być czysty podział Nowego Jorku, aby zapobiec kolejnym rozlewom krwi. Przecież ustaliliśmy to na spotkaniu rodzin. Zarówno Tattaglia, Cuneo i Barzini się na to zgodzili i tego się trzymają. Tylko nie Ci przeklęci Stracci – powiedział Vito do do Toma Hagena.

– Zawołać Luce Brasiego? – powiedział Tom choć znał od dawna odpowiedź. Wiedział, że ten bezwzględny osiłek, ślepo posłuszny rodzinie Corleone znów wykona to co umie najlepiej – wyśle ostrzeżenie do wrogów.

– Tak – odpowiedział Vito wpatrując się w dziedziniec swojej posiadłości gdzie właśnie z samochodu wysiadał spasiony burmistrz Nowego Jorku – tylko tym razem ryba ma być duża i śmierdząca.

Któż z nas nie oglądał z napięciem trylogię Francisa Forda Copoli pt. Ojciec chrzestny lub nie czytał książkę Mario Puzo pod tym samym tytułem. Mnie osobiście zarówno w filmie, jak również książce podobała się postać księgowego rodziny Corleone czyli Toma Hagena, który piastował funkcję consigliere, a więc doradcy i przyjaciela samego dona. Byłem też dość ciekaw, czy ktoś się targnie na świętość tej ikony popkultury i stworzy grę planszową bazującą na historii włoskich rodzin mafijnych. Kilka lepszych i słabszych tytułów powstało. Możemy tu wymienić między innymi: Kasa i spluwy, Mafia, Cosa Nostra itp. Są to tytuły dość ciekawe, szczególnie ostatni w którym budujemy imperium mafijne, ale żaden tytuł nie był dotąd typową strategią w zmaganiach Włochów na amerykańskiej ziemi.

Objawienie nastąpiło pod koniec lipca 2017, gdy światło dzienne ujrzała gra Godfather: Imperium Corleone. Tytuł wydał nie byle kto, bo główna gwiazda Cool Mini Or Not czyli Eric M. Lang, ten sam który stworzył m.in. Blood Rage, Chaos w Starym Świecie, Arcadia Quest, a więc klasykę gier. Wiedziałem, że gra będzie bogata w komponenty, bo jest to znak rozpoznawczy c’mona, bałem się tylko jednego…. CENY.

No i nastąpiło… miłe zaskoczenie. Gra, jak na tak solidny tytuł przystało, kosztuje około 230 złotych. To przyzwoita cena za to, co dostajemy w pudle, warta wydania każdego wypranego przez mafiosów złocisza. Już za samą warstwę graficzną warto wydać taką sumę. Rysunki są wręcz obłędne. Zatrudniono zawodowego malarza, który stworzył pełne artyzmu ilustracje. Na samym pudle mamy wizerunek Vita Corleone siedzącego w swoim gabinecie.

fot. Portal Games

W środku znajdziemy dobrze przygotowaną i napisaną instrukcję. Tak. Nareszcie instrukcja prosta, zrozumiała, która nie powoduje torsji jak widok odciętej końskiej głowy o poranku w pościeli. Mamy planszę, która również została wykonana wzorcowo. Przedstawia fragment Nowego Jorku z dzielnicami oraz rzeką Hudson. To na terenie tego miasta będziemy się zmagać z pozostałymi rodzinami. Pudło zawiera również zestaw kart ze zleceniami oraz surowcami, które będą nam potrzebne do wykonywania tych pierwszych.

No i na koniec kwintesencja samej gry czyli figurki. Element, którego nie może obecnie zabraknąć w żadnym większym tytule. Powiem krótko, są przepiękne. Każda rodzina dostaje inny zestaw swoich członków, jedynie „cyngle” – czyli gangsterzy od mokrej roboty – są tacy sami. Jakość wykonania jest niezła. Co więcej każdy gracz dostaje w łapki metalowe pudełko, które przedstawione zostało jako walizka, do której chowamy „wyprane” pieniądze oraz wykonane zlecenia.

Przychodzisz w dniu ślubu mojej córki…

Gra trwa cztery akty, a każdy akt składa się z pięciu faz, podczas których będziemy wykonywać określone działania. Pierwsza faza to uaktywnienie się nowej dzielnicy i profitów, które możemy z niej czerpać gdy ją zajmiemy. Druga akcja obejmuje rozstawianie członków rodziny i pośrednich bandziorów na konkretnych dzielnicach. Każdy gracz po kolei może rozstawić jedną figurkę lub zagrać odpowiednie karty, aby wykonać zlecenie ogólnodostępne lub jedno ze swoich prywatnych do których dostępu nie mają inni rozgrywający.

Początkowo mamy zaledwie kilku członków rodziny, ale z kolejnymi aktami powiększamy ją o kolejne osoby. Zajęcie pola przez gangstera oznacza pobranie zasobów z tzw. legalnej działalności. Jest to dość intuicyjne, ponieważ każdy gangster ma kwadratową podstawkę i może zająć tylko miejsce oznaczone kwadratem. Adekwatnie wygląda to w przypadku członków familii, oni mają okrągłe podstawki i dedykowane im miejsca na planszy. Te figurki jednak zajmują się czym innym, realizują nielegalne interesy, pobierając zasoby z przylegających do ich pola dzielnic. Tak się buduje imperium Corleone.

Wspomniane już wykonywanie zadań jest równie banalnie proste i polega na wydaniu zasobów wskazanych na kartach zleceń. Za każde wykonanie zlecenie dostajemy pieniądze, a samo zlecenie ląduje w naszej walizie i będzie doliczane do finalnej punktacji pod koniec.

Jak to w świecie przestępczym bywa, często dochodzi do zabójstw członków wrogich rodzin. Wówczas taka figurka ląduje na polu rzeki Hudson. Nie bierze ona udział w dalszej części fazy i nie daje nam profitów przy podliczaniu punktacji przy określaniu dominacji w dzielnicy.

Trzecia faza to właśnie określanie kto dominuje w danej części miasta. Jest to dość ważne ponieważ na początku kolejnej tury gdy wszystkie figurki wracają do graczy celem nowego wystawienia, to żetony rodzin pozostają na planszy. Co to nam daje? A to, że nawet gdy przeciwnik zajmie pole w naszej dzielnicy, to my jako jej właściciele też dostajemy nagrodę, która z tego terenu wynika. W jaki sposób określa się kto rządzi na dzielni? Prosto jak wszystko w tej grze. Wygrywa ten kto ma więcej swoich figurek w danej parceli.

Czwarta faza to czas na kupowanie postaci neutralnych, czyli akcja przekupstwa. Od początku gry widoczne są postacie, tj. burmistrz, komisarz policji, szef związków czy też inne, które dają nam dodatkowe profity. Gracze na początku tej fazy deklarują kwoty na przekupstwo, wyjmując ze swoich skrzynek i kładąc na wieczko określone sumy. Następuje moment, w którym wszyscy jednocześnie ujawniają, jaką kwotę przeznaczyli na przekupstwo. Gracz z największą sumą pierwszy wybiera tę postać, którą chce, potem kolejny i kolejny. Tylko ostatni nie dostaje nic, natomiast jako pocieszenie może schować sumę, którą sam zaproponował, z powrotem do swojego nesesera. Ta akcja przypomina mi działanie karty „sklep” w grze Bang!, gdzie podobnie każdy gracz po kolei wybiera swój zakup.

Ostatnia faza to sprzątanie. Więc ściągamy w niej figurki z planszy i rzeki Hudson i wrzucamy je z powrotem do naszej puli. Uzupełniamy miejsca zleceń ogólnych i ograniczamy liczbę kart do tej, którą wymaga od nas Don Vito w konkretnym akcie. Jest to forma trybutu dla szefa mafii. Po tym zaczyna się kolejny akt i nowe rozdanie.

Po ukończeniu czwartego aktu gracze zliczają to, co jest w walizkach, a niejednokrotnie w trakcie rozgrywki dochodzi do kradzieży z pudełek przeciwników. Do wyliczonej kwoty dodaje się również profit wynikający z liczby zajętych dzielnic oraz ilość wykonanych zleceń. Wygrywa ta osoba, która zbierze najwięcej pieniędzy.

Podsumowanie

Gra dość mocno bazuje na podobnych zasadach co Blood Rage. Mamy tutaj kilka rodzajów rozgrywki. Mamy licytację, mamy area control, mam worker placement. W przypadku tego tytułu mamy do czynienia z hybrydą. Jest to gra euro moim zdaniem, bo mamy tu mechanizm rozgrywki dobrze zaplanowany, ale z drugiej strony jest to też jakby nie patrzeć ameritrash, a więc figurki, wylewający się klimat. Jedyne, co mnie zabolało, to mała koherencja z tytułowym ojcem chrzestnym. Jest tu oczywiście rozgrywka rodzin mafijnych, natomiast nawiązań do filmu mamy niewiele. Ot, drobne smaczki, tj. żeton z końską głową reprezentujący pierwszego gracza, figurka Vita Corleone, która pokazuje nam, w którym akcie jesteśmy, grafika z ojcem chrzestnym na okładce i to zaledwie tyle.

Nie mniej dla mnie tytuł to dobra solidna 9. Gdyby było większe nawiązanie do trylogii filmowej lub książki to dałbym pewnie 10. Nie często zdarza mi się dawać tak wysokie noty, ale tu akurat tytuł broni tej oceny całkowicie. Po pierwsze, świetna rozgrywka, która zajmuje średnio 1,5 godziny. Po drugie, dobry balans gry przy różnych konfiguracjach, regrywalność, jakość wykonania komponentów i przystępność cenowa.

Mamy mnóstwo nawiązań do tytułów pokrewnych, które wyszły z pod ręki Langa (Blood Rage, Chaos w Starym Świecie). Mnie ta wtórność osobiście nie przeszkadza. Gra dobrze się skaluje, niemniej najlepsza rozgrywka jest przy pełnym pięcioosobowym składzie. W trakcie rozgrywek za każdym razem miałem za głową uczucie niepokoju i budujące się napięcie, które w kulminacyjnej fazie powodowało, że gracze podczas swoich tur wstawali z krzeseł ze zdenerwowania.

Emocji masa, a to chyba najlepsza rekomendacja.

Marcin Żurański
Lekkoduch o politologicznym zacięciu wymieszany z marketingiem i wstrząśnięty fotograficznie. Szkoły ukończył, studia ukończył, żona na stanie, kredyt na stanie, etat na stanie. Stabilny życiowo i emocjonalnie. Oto cały Ja

Masz chwilkę?

Przeczytaj także

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here