Przyznam, że do „Reglamentacji” podchodziłam dosyć sceptycznie. Mój dystans prawdopodobnie wziął się z tego, że gra kojarzyła mi się z kolejną pozycją z półki planszówek o tematyce bardzo ostatnio popularnej: nawiązującej do czasów PRL-u. Zanim przysiadłam do „Reglamentacji”, kolejnej propozycji od IPN, była dla mnie wyłącznie młodszą siostrą „Kolejki”, której w tej tematyce w moim odczuciu nic nie jest w stanie pobić. Nie pomogło też przeczytanie instrukcji: wymienianie się kartkami…? Czyli coś w stylu licytacji, targowania się – nie jestem fanką takich rozwiązań w grze. I ten bączek, którym na pewno nie będę umiała kręcić…

Jakie więc było moje zdziwienie, kiedy w końcu rozsiedliśmy się ze współgraczami przy stoliku i… co chwilę wybuchaliśmy śmiechem albo zawodziliśmy o nieee podczas kolejnych faz gry. Emocje! Tak, tak, tego chcemy!

Reglamentacja 02
Reglamentacja / fot. Przystanek Planszówka

Zdejmujemy obrus i gramy

W pudełku znajdziemy 35 kartek na 7 towarów, 20 kart zakupów, 6 kart zapowiedzianych wizyt, planszę, 6 drewnianych figurek, 5 drewnianych domków, drewnianego bączka i kostkę. Do gry dołączona jest też książeczka z krótką lekcją historii na temat reglamentacji w Polsce Ludowej (duży plus za ten pomysł).

Reglamentacja
Reglamentacja / fot. Przystanek Planszówka

Zasady są bardzo proste, a znajomość „Kolejki” jeszcze przyspieszy pojęcie podstawowych reguł. Obok planszy rozkładamy sześć kart zakupów, które potem będziemy uzupełniać. Każdy z graczy ustawia swój pionek w kolejce, a także dostaje pięć kartek ze stosu (nie mylić z kartami zakupów – karty zakupów pozyskujemy za kartki). Dodatkowo każdy losuje jedną kartę zapowiedzianej wizyty i kładzie ją zakrytą obok znacznika domku. Można spodziewać się na przykład wizyty teściowej, zjazdu rodzinnego albo spotkania z kierownikiem. Kiedy już wiemy, co chcemy (musimy) zdobyć, by ugościć przybyłych, możemy przystąpić rozgrywki.

Każda runda składa się z dwóch faz: przydziału kartek i zakupów. Co ciekawe, pierwszą fazę rozpoczyna gracz stojący w kolejce jako trzeci. Tutaj w ruch idzie bączek! Kolejkowicz kręci bączkiem (jeśli sprawia to problemy, wystarczy chwilkę potrenować) i dopóki ten obraca się na stole, gracz dokonuje wymian z pozostałymi osobami. Można wymieniać się dowolną liczbą kartek, w grę wchodzi również sprzedanie miejsca w kolejce. Należy przygotować się na krzyki typu: Dam masło za alkohol!, zdesperowane Dwie kostki masła za alkohol!, błagalne A jeszcze za czekoladę?!. Ten, kto próbuje podczas czyjejś tury wymienić swoje kartki, może usłyszeć dosadne: Nie masz teraz prawa handlu! (sytuacja prawdziwa). Na podstawie zachowania podczas gry łatwo sobie wyobrazić, jak każdy zachowywałby się pod sklepem 35 lat temu…

Cisza nastaje wraz z zatrzymaniem się bączka: a można to zrobić samodzielnie. To koniec pierwszej fazy.

Reglamentacja 03
Reglamentacja / fot. Przystanek Planszówka

W drugiej fazie do akcji wkracza gracz pierwszy w kolejce, który za odpowiednią ilość kartek nabywa jedną kartę zakupów. Na przykład za jedną kartę na masło oraz dwie na mięso kupuje „zrazy zawijane” (to dość logiczne, ale dlaczego tort kupujemy za mąkę, alkohol i… mydło – to już nie do mnie pytanie). Gracz, który zrobił zakupy, idzie na koniec kolejki, a ten, który wskoczył na trzecie miejsce, kręci bączkiem i zabawa zaczyna się od nowa.

Czas na cicho-ciemnego

W „Reglamentacji” nie mogło zabraknąć spekulanta (czarny pionek). To z jego powodu do gry dołączona jest kostka. Kiedy spekulant ma robić zakupy, jeden z graczy rzuca kością. Liczba wyrzuconych oczek rozstrzyga, na co „zdecydował się” czarny pionek, po czym karta ląduje w pudełku. Niejednego gracza ta losowość zmartwiła – oto sprzed nosa uciekł sernik albo alkoholowy zestaw dla pana Henia Złotej Rączki…

Reglamentacja 05
Reglamentacja / fot. Przystanek Planszówka

Im dłuższa kolejka tym lepiej

Rozgrywka przy minimalnej liczbie graczy (3) wygląda bardzo sympatycznie i gra może przy takim składzie zaprezentować się w całej okazałości. Jak to jednak często przy tytułach o tej tematyce bywa, bardziej wczujemy się w klimat zapraszając do rozgrywki więcej osób (tutaj maksymalnie 5). Dlatego jest to odpowiednia propozycja na małą imprezę – o ile wszyscy są w stanie kręcić bączkiem (jeśli wiecie, co mam na myśli).

Żałuję, że nie można grać w „Reglamentację” we dwójkę, jednak jest to sprawa zrozumiała, w końcu wymiany nie byłyby takie ekscytujące, a konkurowanie w kolejce tylko ze spekulantem w ogóle nie oddawałoby klimatu tamtych czasów.

Reglamentacja 06
Reglamentacja / fot. Przystanek Planszówka

Czy warto? Jasne!

Łatwo chyba już wywnioskować, że polecam to małe, niepozorne pudełko wraz z dobrze wykonaną zawartością. „Reglamentacja” nie zajmie dużo miejsca na półce: kartonik jest pełen elementów, a nie powietrza (to naprawdę ważne dla tych, którzy cierpią już na brak miejsca na tę rozrywkę). Bączek to nietypowe rozwiązanie do odmierzania czasu (w końcu można było użyć klepsydry), które może przywołać wspomnienia. Pozostałe drewniane elementy są zadowalająco duże, złapią je nawet mało wprawne palce.

Gra jest łatwa, szybka, a w fazie wymiany może brać udział każdy gracz. To ostatnie sprawia, że w ogóle się nie nudzimy. Sytuacja w sklepie co chwilę się zmienia, a więc może się zdarzyć, że dotychczasowe kombinowanie na nic się zdało i musimy szukać innych słodkich sposobów na ugoszczenie przyjaciółek albo pani inżynierowej. Dobranie pożądanych kartek daje podobne emocje jak otrzymanie wymarzonego prezentu.

Reglamentacja 01
Reglamentacja / fot. Przystanek Planszówka

Sama się dziwię, ale nie mam już do „Reglamentacji” żadnych zastrzeżeń. To kolejna gra, która pokazała mi, że nie warto podchodzić do niepoznanych jeszcze tytułów ze zbyt dużym uprzedzeniem i przede wszystkim nie szufladkować gier ze względu na tematykę. Jeszcze nie raz wrócę do „Reglamentacji”, pokażę ją znajomym i rodzinie: a to chyba jeden z większych komplementów dla gry.

Dziękujemy Instytutowi Pamięci Narodowej za przekazanie gry do recenzji.

Logo-IPN-z-nazwą

PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena
8
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułWładca Pierścieni LCG – Sztandar spod Samotnej Góry
Następny artykułPasjane…. karciana różnorodność
Jeśli nie gra w planszówki, prawdopodobnie spędza czas na rowerze. Na równi z jeżdżeniem po mieście na ostrym kole uwielbia indoor cycling – od kilku lat spełnia się jako instruktor. Pozostały wolny czas poświęca na Radio Uniwersytet i prowadzenie bloga.