Jeśli miałabym umieścić gdzieś w czasie początek mojej fascynacji nowoczesnymi grami planszowymi, wybrałabym jeden z jesiennych wieczorów, podczas którego moim oczom ukazało się małe opakowanie z księżniczką na okładce. Moją reakcją na propozycję gry było coś w stylu Oj weź, i tak przegram – tak, byłam jedną z tych typowych marud, które teraz mnie irytują, tak samo reagując na inicjatywy planszówkowe. Jednak List Miłosny, zwany przeze mnie długo listem do księżniczki, zaskoczył mnie totalnie, a szybkie pojęcie zasad sprawiło, że nabrałam planszówkowej odwagi (o ile coś takiego istnieje).

Lista skarbów / fot. Przystanek Planszówka

Tak to się wszystko zaczęło.

Teraz, w zimowy niedzielny wieczór kilka lat później, na moim stole leży dobrze znany List Miłosny w całkiem innej oprawie – Lista Skarbów powstała z połączenia sił wydawnictw Bard i Black Monk. To zabawne, że nie kręcę już nosem na gry, a wręcz ekscytuję się każdym nowym tytułem. Wiem, co to zepsuta mechanika i czym jest skalowanie. Nieobce mi również otwieranie drzwi i czekanie na potwory! Sporo się zmieniło od tamtej jesieni… Jednak zamiast snuć znowu refleksyjno-autopsyjne opowieści, postaram się opowiedzieć Wam o tym, czy ten nowy-stary list powinien zagościć na również na Waszych stołach.

Lista skarbów / fot. Przystanek Planszówka

Znowu możesz odpaść, nie robiąc ruchu

Czy ktoś chciałby przeczytać o zasadach Listu Miłosnego, który śmiało można zaliczyć do klasyków? Jeżeli nie mieliście okazji w niego zagrać, gorąco polecam zarówno granie, jak i zapoznanie się z treściami, które przygotowaliśmy dla Was już jakiś czas temu:

Lista Skarbów, czyli List Miłosny ubrany w szaty Munchkina, nie różni się mechaniką od dobrze znanego Wam zabiegania o względy księżniczki. Sprawą kluczową jest natomiast zmiana oprawy graficznej. Na kartach zobaczymy Kupę Skarbów na miejscu kultowej księżniczki Anette, Roślinę Doniczkową zamiast Strażniczki i… więcej nie zdradzam, by nie psuć Wam zabawy. Kilku rzeczy możecie być pewni. Po pierwsze, czekają na Was doskonałe (i być może znane) ilustracje Johna Kovalica. Po drugie: wciąż możecie tu odpaść, nie robiąc żadnego ruchu. Wciąż możecie zaśmiewać się do łez, odpadając przez gracza, który dopiero co poznał grę i zdając sobie sprawę, że na nic Wasze doświadczenie.

Lista skarbów / fot. Przystanek Planszówka

Bo to nadal ta chwytająca za serce mechanika, nawet jeśli to nie Pokojówka, a magiczny przedmiot zapewnia Wam ochronę.

Nie psuć zabawy, ale… komu?

Zastanawiacie się pewnie, dla kogo jest to gra i jakiemu gronu można ją zaprezentować. Moim zdaniem dla fanów Munchkina to pozycja obowiązkowa (ci pewnie skusiliby się nawet na Monopoly z jego udziałem). Świat kultowego tytułu Black Monk doskonale pasuje do złośliwej mechaniki Listu Miłosnego, a sprawna eliminacja graczy na pewno przypadnie do gustu fanom podkładania sobie kłód pod nogi. Kto wie, może któryś z fanów Munchkina nie miał jeszcze do czynienia z dworskim światem prezentowanym przez Bard i dzięki temu wróci do klasyki? Może będzie wręcz odwrotnie: oddani fani Listu Miłosnego po grze w Listę Skarbów postanowią sprawdzić, skąd wywodzą się te wszystkie karty o zabawnych nazwach. Tego życzę zarówno wydawcom, jak i graczom.

Lista skarbów / fot. Przystanek Planszówka

Kupa Skarbów nie marudzi jak Anette

Munchkin to świat, do którego prawie zawsze mam chęć wracać. List Miłosny to gra, którą bez wahania pokazuję znajomym nieobeznanym z planszówkami. Combo w postaci Listy Skarbów zasługuje więc na wysoką ocenę.

Czy trzeba mieć obie talie na półce?

Jasne, że nie trzeba. Ale można. Ja mam i świetnie się z tym czuję. 😉

Dziękujemy Wydawnictwu Black Monk za przekazanie gry do recenzji.

Black Monk logo