W różnych rolach mogą sprawdzać się miłośnicy gier planszowych. Dziś wcielimy się w architektów, którzy muszą podbić serce – jeśli nie oczy – najważniejszej osoby w Japonii. Zrobimy to za sprawą gry Wyspa Kwitnącej Wiśni autorstwa Kalle Malmioja, którą w Polsce wydało Lucrum Games.

W pudełku czeka na nas 40 kostek zasobów, 6 kart początkowych, 60 kart architektów ponumerowanych od 1 do 60, 8 kart specjalnego punktowania, 5 kart kolejności graczy, 5 kart podsumowania punktacji i mały notesik do zapisywania wyników. Przez 12 rund gracze będą tworzyć projekty, które mają zachwycić cesarza Japonii,  a wygra ten gracz, który zgromadzi najwięcej punktów.

Wyspa Kwitnącej Wiśni / fot. Przystanek Planszówka

Podczas gry każdy będzie tworzył projekt zabudowy Honsiu, korzystając z kart architektów, na których widoczne są lasy, jeziora, fabryki i miasta. Zdobywanie kart oparte jest na prostej mechanice, a mimo to wciąż mamy pole do popisu jeśli chodzi o tak lubiane przez wielu kombinowanie. Każdy z graczy zagrywa jedną kartę z ręki; ich wartości decydują o tym, kto pierwszy będzie wybierał nowy „teren” do swojego projektu. Mamy również możliwość podwyższenia wartości karty o 60, jeżeli położymy przy niej kostkę zasobów.

Czyj teraz ruch?

Pewnie nikogo to nie zdziwi – kto zagrał kartę o najwyższej wartości (łącznie z ewentualnym zasobem), otrzymuje kartę z numerem 1 i jako pierwszy zadecyduje, którą kartę dołączy do swojego projektu. W następnej rundzie jako pierwszy wyłoży swoją kartę awersem do góry. Myślę, że można pokusić się o grę bez kart wyznaczających kolejność, jeśli zamiast porządku, będą oferowały chaos.

Wyspa Kwitnącej Wiśni / fot. Przystanek Planszówka

Projektowanie to zdecydowanie najciekawszy etap tej gry, bo to tutaj rozpoczyna się inwencja twórcza. Każdy gracz, według określonych zasad, musi dodać nową kartę architekta do swojego projektu. Co najmniej jeden kwartał nowej karty musi zakryć lub zostać zakryty przez przynajmniej jeden kwartał na projekcie. Macie rację – nie brzmi to skomplikowanie, choć jeśli nie otrzymamy karty, którą pragnęliśmy zdobyć, znowu jest okazja by pogłówkować, a nawet szybko policzyć, które rozwiązanie przyniesie nam na koniec najwięcej punktów. Warto dodać, że wyjątkiem są tutaj jeziora, które nie mogą być zakrywane. Cóż, brzmi dość logicznie. 😉

Co ciekawe, do Wyspy wprowadzono również draft. Po 3 i 6 rundzie gracze wymieniają się kartami, co motywuje do tego, by najważniejsze dla nas „łupy” spożytkować czym prędzej.

Wyspa Kwitnącej Wiśni / fot. Przystanek Planszówka

Po ostatniej rundzie każdy z uczestniczących w rozgrywce otrzymuje punkty za obszary, jakie stworzył w trakcie gry, następuje również rozliczenie fabryk. Jeżeli korzystaliście z dodatkowych kart specjalnego punktowania, trzeba pamiętać, by i je rozliczyć.

Ale to już było…? Niekoniecznie

Zastanawiam się, jakie skojarzenia będą Wam się nasuwać, kiedy usiądziecie do Wyspy Kwitnącej Wiśni. U mnie pojawiły się myśli o Kingdomino, Carcassone (łączenie ze sobą terenów) i Gry ze śliwką na okładce i liczbą Pi w tle (wyznaczanie kolejności). Wyspa ma wiele wspólnego z wyżej wymienionymi tytułami, ale nie musicie obawiać się powtarzalności – dowolność w „zarządzaniu” swoim projektem, sposobie ułożenia kart, jest czymś świeżym i interesującym. Ze względu na szereg możliwości gra nie znudzi się tak szybko. Dróg do zdobycia punktów jest całkiem sporo, a ogranicza nas tylko… No, może nie wyobraźnia, ale wybór pozostałych graczy.

Na pewno warto zwrócić uwagę na to, że gra dobrze się skaluje i również w duecie możemy rozegrać ciekawą partię. Gracze odkrywają 2 karty ze stosu dobierania i to one tworzą pierwszą parę. Drugą parę tworzą karty wystawione przez graczy. Kto zagrał kartę o wyższej wartości, może wybrać, które dwie karty weźmie na rękę. Oczywiście, aby nie było zbyt miło i łatwo, ze zdobytej pary można wybrać tylko jedną kartę i to ona dołącza ostatecznie do projektu. Rozgrywka we dwoje przypadła mi do gustu i wracam do niej nawet chętniej niż do zabawy w kilka osób, dlatego też spokojnie polecam tym, którzy częściej siadają do pojedynków niż do grania w większym towarzystwie.

Wyspa Kwitnącej Wiśni / fot. Przystanek Planszówka

Gra jest warta swojej ceny – zresztą nie bardzo wygórowanej – i jeśli chodzi o wydanie, geek może marudzić chyba tylko na wypraskę. Jeśli zaś mowa o samym „użytkowaniu”, u niektórych graczy mało delikatne próby wetknięcia karty w wybrane miejsce kończyły się rozsypanym projektem. Wygląda więc na to, że warto być delikatnym. Po co psuć sobie cały „zen” towarzyszący układaniu kart? Pozostaje mieć nadzieję, że trening czyni mistrza, więc podczas kolejnych rozgrywek nic nikomu nie legnie w gruzach. Nawet, kiedy karty będą w koszulkach.

Wyspa Kwitnącej Wiśni / fot. Przystanek Planszówka

Wyspa Kwitnącej Wiśni pojawiła się portfolio Lucrum Games razem z Najemnikami i Wściekłymi Psami. Można by więc pomyśleć, że to tercet przesączony negatywną interakcją. Jednych zawiodę, drugich uspokoję – Wyspa i negatywna interakcja…? Och, oczywiście, dozwolone jest psocenie w czyimś projekcie. Ale po co, skoro zamiast tego można rozwijać swój? Może i miło usłyszeć czasem pełne żalu westchnienie, kiedy wybieramy kartę, na którą polował przeciwnik, jednak nie to jest kwintesencją tej gry. Zbyt mocno jest się skupionym na poszerzaniu dobrze punktowanych obszarów. Wydawało mi się również, że to wyżej punktowane karty będą zawierały najlepsze ułożenie terenów, ale wrażenie to porzuciłam podczas którejś z rozgrywek, kiedy całkiem solidny projekt udało mi się złożyć z kart z większościowym udziałem tych o mniejszej wartości.

Wyspa Kwitnącej Wiśni / fot. Przystanek Planszówka

Wyspa Kwitnącej Wiśni nie podbiła mojego serca tak jak inne,  bardziej charakterne propozycje od Lucrum Games, niemniej nie mogę powiedzieć, że to gra w jakikolwiek sposób zła lub nudna. Jest w porządku. Zabrakło mi tutaj emocji, do których mnie przyzwyczajono; jednocześnie wiem, że Wyspa może być dobrym wyborem dla kogoś, kto nowoczesnych planszówek jeszcze nie zna. Również zaawansowani gracze z pewnością docenią ten tytuł jako filler, mogąc w nietypowy sposób tworzyć własny projekt. Niewątpliwie ta mechanika ma w sobie coś wyjątkowego, więc jeśli znudziły Wam się dotychczasowe gry, a wciąż pozostajecie wierni budowaniu terenów – sięgajcie śmiało po Wyspę Kwitnącej Wiśni. Głosy zachwytów po Spiel des Jahres 2016 nie mogą się mylić.

Dziękujemy Wydawnictwu Lucrum Games

za przekazanie gry do recenzji