Może płaski świat na grzbiecie czterech słoni, które z kolei stoją na grzbiecie wielkiego żółwia sunącego po kosmosie, nie jest do końca zgodny z prawami fizyki, ale za to jaki jest ładny! Ten świat to właśnie tytułowy Świat Dysku, stworzony przez nieodżałowanego pisarza fantasy – Sir Terry’ego Pratchetta. Autor ten wydał całe mnóstwo książek, które czytają rzesze fanów na całym świecie. Nic dziwnego, że tak oryginalne książki znalazły w końcu swoje odzwierciedlenie w grze planszowej. Czerpie ona garściami z tego zabawnego i ciekawego świata i jest prawdziwą gratką dla fanów dzieł Pratchetta. Ale spokojnie, jeśli nigdy nie mieliście jego książki w ręku, Świat Dysku: Ankh-Morpork i tak sprawi wam wiele frajdy!

Świat Dysku: Ankh-Morpork / fot. Przystanek Planszówka

Ooo, ale to ładnie wygląda!

Pudełko zawiera sporą planszę, instrukcję do gry plus karty pomocy ze skrótem najważniejszych zasad, drewniane pionki, żetony monet, znaczniki niepokoju, cztery rodzaje kart i kostkę. Jeśli macie do dyspozycji tylko mały stolik, to lepiej zagrajcie na podłodze, bo po rozłożeniu całości gra zajmuje trochę miejsca. Wykonanie pionków i kart jest na dobrym poziomie, zresztą nie można się spodziewać niczego innego po Phalanx Games Polska. Ten wydawca dba o jakość wykonania swoich gier (wystarczy przypomnieć Studium w Szmaragdzie, Scythe czy Pingwiny z Madagaskaru).

Mamy więc ładnie wyglądające drewniane pionki i piękne ilustracje na kartach. Te ostatnie to małe arcydzieła, które dodają smaczku grze i są zapewne najbardziej doceniane przez fanów pisarza. W końcu miło jest zobaczyć, jak właściwie wygląda Cudo Tyłeczek czy Gardło Sobie Podrzynam Dibbler. Karty mogłyby spokojnie być ilustracjami z książek, tym bardziej, że wśród ilustratorów pojawił się Paul Kidby, twórca grafik właśnie do powieści Pratchetta.

Plansza do gry to dokładnie odwzorowana mapa miasta Ankh-Morpork z podziałem na dwanaście dzielnic. Przez sam środek przepływa gęsta i śmierdząca rzeka Ankh, która „jest prawdopodobnie jedyną rzeką na świecie, na której śledczy mogą wyrysować kredą obrys zwłok.” (Pratchett, „Zbrojni”) Może to dobrze, ta planszówka nie raczy nas zapachami?

Świat Dysku – Ankh Morpork / fot. Przystanek Planszówka

Ratunku! Lord Vetinari zaginął!

W grze chodzi o to, że dotychczasowy władca miasta Ankh-Morpork, Lord Vetinari, zniknął w niewiadomych okolicznościach, a my wcielamy się w osobę, która chce przejąć jego stołek. Lub w niego samego. Bo w tym właśnie cała zabawa, że mamy 7 Kart Tożsamości i nigdy nie wiadomo, kto nam się trafi. Każdy z graczy wybiera losowo jedną z tych kart i w ten sposób staje się Chryzoprazem, Lordem Rustem czy na przykład samym Vetinarim.

Świat Dysku: Ankh-Morpork / fot. Przystanek Planszówka

W grze Świat Dysku: Ankh-Morpork każda z siedmiu postaci ma założone pewne cele, które należy spełnić, aby wygrać grę. Nie wiemy, kim są nasi przeciwnicy, ale dla naszego własnego dobra lepiej się tego szybko domyślić i trochę im poprzeszkadzać. W grze znajdziemy sporo negatywnej interakcji, więc jeśli macie zagrać z kimś, kto się obraża o byle co, lepiej to dobrze przemyślcie. Niektóre cele są łatwiejsze do osiągnięcia, inne trudniejsze, ale wiele zależy od przyjętej strategii. I chociaż jeden z celów brzmi w skrócie: wygrasz, jak skończą się karty, nie oznacza to wcale, że gracz nie będzie miał nic do roboty oprócz czekania na koniec. Wręcz przeciwnie – wtedy trzeba się najbardziej natrudzić, by przeszkadzać w każdy możliwy sposób.

Świat Dysku: Ankh-Morpork / fot. Przystanek Planszówka

– Zagrywam Sekary i dobieram dwie karty

Zasady są proste. Mamy na ręku karty, które zagrywamy, a każda wywołuje jakąś akcję. Może poza kartą Obrane Orzechy, która nie robi nic, tylko zapycha rękę 😉 Dzięki Kartom Akcji możemy postawić na planszy agenta, przesunąć lub nawet go… usunąć, dobrać lub zagrać dodatkową kartę, pobrać pieniądze z banku, usunąć znacznik niepokoju, postawić budynek lub wywołać Zdarzenie… Ufff, sporo tego! Te ostatnie – Zdarzenia – są świetne, bo właściwie w większości to kataklizmy, które potrafią wywrócić grę do góry nogami!

Jeśli zaś chodzi o agentów, każdy gracz ma ich 12 do dyspozycji, ale jeśli z jakiegoś powodu musi usunąć agenta z planszy, pionek wraca od jego puli i będzie mógł go ponownie umieścić w dzielnicy. Agenci służą do zdobywania kontroli w dzielnicach, a dzięki ich obecności w nich, możemy także kupować budynki. Taki zakup często się opłaca, bo wraz z nieruchomością dostajemy Kartę Dzielnicy, na której został zbudowany a te z kolei dają całkiem przydatne bonusy, jak dodatkowe pieniądze, możliwość stawiania znaczników niepokoju itp.

Świat Dysku: Ankh-Morpork / fot. Przystanek Planszówka

W każdej turze zagrywamy i dobieramy karty, wykonując przypisane im akcje. Jeśli ktoś w warunkach zwycięstwa ma mieć pionki agentów w przynajmniej 11 dzielnicach, to będzie skupiał się na wystawianiu agentów. A jeśli ktoś ma wygrać, gdy na planszy będzie 8 znaczników niepokoju, to oczywiście będzie wprowadzał niepokój w kolejnych dzielnicach. W książce „Kolory Magii” Terry’ego Pratchetta mogliśmy przeczytać, że „ludzie powinni zostawać tam, gdzie się ich postawiło.” To zdecydowanie nie dotyczy tej gry, bo tutaj pionki agentów co chwilę zmieniają swoją pozycję, pojawiają się lub znikają.

Świat Dysku – Ankh Morpork / fot. Przystanek Planszówka

Hmm, to niepokojące

Ciekawym pomysłem w grze są znaczniki niepokoju. Niepozorne, małe, czarne i krąglutkie żetony, przez które jeden gracz rwie włosy z głowy, a drugi zaciera łapki. Pojawiają się na planszy jak grzyby po deszczu – gdzie nie spojrzysz, znaczniki niepokoju. Zgodnie z instrukcją, w dzielnicy pojawia się niepokój, gdy pojawi się w niej  drugi pionek agenta. Co ciekawe, dotyczy to także agentów pochodzących od tego samego gracza. Widać chłopaki nie lubią się między sobą, pewnie kłócą się o to, kto jest lepszym szpiegiem. Znacznik niepokoju pojawi się także, gdy z powodu karty Zdarzenia na planszę zostaną wystawione Trolle lub Demony z Piekielnych Wymiarów. Przy takim układzie najbardziej ucieszy się posiadacz tożsamości Smok Herbowy Królewski, który to właśnie czyha na jak największą liczbę znaczników niepokoju na planszy. Brzmi skomplikowanie? Spokojnie, po pierwszej grze wszystko staje się jasne, a ośmiostronicowa instrukcja w prosty sposób wyjaśni wam zasady gry.

Świat Dysku: Ankh-Morpork / fot. Przystanek Planszówka

Ja chcę jeszcze raz!

Gra Świat Dysku: Ankh-Morpork bardzo przypadła mi do gustu i to nie tylko dlatego, że uwielbiam serię książek Świat Dysku. W czasie rozgrywki dużo się dzieje, trzeba sporo kombinować i bacznie obserwować przeciwników. Nie ma czasu na nudę. Gracze przesuwają sobie nawzajem agentów, wywołują kataklizmy, które niszczą budynki (idealnie, jeśli akurat tylko budynki przeciwnika), wprowadzają chaos akurat w miejscu, gdzie ktoś chciał się osiedlić.

Niby można grać w dwie osoby, ale dopiero przy czterech czuć w pełni radość z gry. Przy dwójce graczy nie ma tylu emocji i tylu sposobności, by wprowadzać zamęt. A czasem miło jest popatrzeć, jak dzięki jednemu zagraniu wszystkim opadły szczęki i nagle zaczynają wyzywać, że „ejjjj, ale tak nie wolno… no weeeeeź się zlituj”. Gra ma w sobie spory potencjał i ledwo skończysz jedną rozgrywkę, a już masz ochotę na rewanż. Duża liczba kart i możliwości zagrań sprawia, że Świat Dysku jest mocno regrywalny a każda rozgrywka będzie inna od poprzedniej. To wielkie ciemne pudło jest warte swojej ceny i zapewni wiele godzin zabawy.

Okiem Magdaleny Walczak-Grudzkiej 9/10

Świat Dysku: Ankh-Morpork wylądował na naszej półce jeszcze zanim to było modne i – na nasze szczęście – zanim stał się towarem tak deficytowym, że jego ceny zaczęły osiągać absurdalne wręcz wysokości (krąży legenda, w którą jestem w stanie uwierzyć, że ktoś kupił tę grę nawet za 500zł).
Gdy Magda zaproponowała, że napisze recenzję Świata Dysku: Ankh-Morpork, pierwsza moja myśl brzmiała: Ohohoho, odważnie! I wcale nie dlatego, że trudno tę grę opisać. Raczej dlatego, że wywołuje ona wśród graczy mnóstwo bardzo skrajnych emocji: „świetna”, „nudna”, „spoko, ale nie za tę cenę!” itp. I do tych emocji, które wychodzą ostatnio na pierwszy plan, chyba najtrudniej się odnieść.
Nie jestem fanką Pratchetta. Nie przebrnęłam przez Kolory Magii i nie znam większości bohaterów zamieszkujących Świat Dysku. I dla mnie – osoby, która nie ma tego całego zaplecza, która nie zna kontekstów i która nie patrzy na Świat Dysku: Ankh-Morpork z emocjami fana, ta gra jest po prostu… idealna! Serio! Ma wszystko, czego potrzebuję i co uwielbiam w grach – mnóstwo negatywnej interakcji, dynamika rozgrywki, regrywalność, indywidualne ukryte cele, zabawne grafiki (które bawiły nawet wtedy, gdy nie wiedziałam, że za Paskudnym Starym Ronem idzie Zapach  posiadający własną osobowość; że Śmierć mówi tylko DUŻYMI LITERAMI a Cudo Tyłeczek była pierwszą krasnoludzią feministką…), karty zdarzeń, które potrafią zniszczyć nawet najbardziej misternie zaplanowaną strategię oraz – czy wspominałam już o negatywnej interakcji? 😀
Ja daję grze 9/10. Byłoby pewnie 10/10, gdyby gra była równie świetna przy partii dwuosobowej. A nie jest – choć wciąż dobra, nie przynosi już tylu emocji, co w pełnym składzie. Bez wahania proponuję ją wszystkim graczom (nawet tym, co za negatywną interakcją nie przepadają), ale przyznam jednocześnie, że za 500 zł bym nie kupiła. Ani nie sprzedała.
Czy są lepsze gry? Pewnie, że są! I to całe mnóstwo! Ale tylko po partii w Świat Dysku: Ankh-Morpork padają z moich ust słowa: „kurde, ale ta gra jest jednak dobra” – z nutą zaskoczenia i radości, tak jakbym z każdą rozgrywką, wciąż odkrywała ją na nowo. A to moim zdaniem jest najlepsza rekomendacja.
PRZEGLĄD RECENZJI
Ocena:
8
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułKosmiczny odlot z Black Monk Games
Następny artykułZagraj przedpremierowo w Dominion Nocturne
Miłośniczka fantastyki, kotów i dobrego piwa. Na co dzień tworzy dokumentację do naprawy silników lotniczych, a po godzinach lubi pograć w dobrym towarzystwie. Chociaż najbardziej lubi gry wywołujące salwy śmiechu, to chętnie wypróbuje każdą nieznaną sobie planszówkę.