Gry w kółko i krzyżyk zapewne nie trzeba nikomu przedstawiać. Przynajmniej tym, którzy spędzali lata w ławie szkolnej jeszcze w poprzednim wieku, a w deszczowe popołudnia (wypadające zawsze w dni wolne, oczywiście!) czekali w długiej kolejce, żeby zagrać „na telewizorze” albo „na komputerze”. Obok gry w państwa-miasta czy statki była to bodaj najpopularniejsza metoda spędzania przerw, a przede wszystkim – nudnych lekcji. Wymagała niewiele – kawałka kartki oraz ołówka lub długopisu i można było grać do woli. W odróżnieniu od pozostałych wymienionych „gier na kartce” miała jedną niewątpliwą, a bardzo ułatwiającą rozgrywkę zaletę – nie trzeba się było w jej trakcie komunikować (co oznacza, że ryzyko wpadki przed nauczycielem było bliskie lub równe zeru). Pewnie z tego powodu moje zeszyty były upstrzone wręcz wzorami składającymi się z kółek i krzyżyków! Klasyczne 3×3, bardziej rozbudowane 4×4 czy 5×5, wreszcie 10×10. Były nawet próby grania w więcej osób, z wykorzystaniem dodatkowych symboli…

Trexo / fot. Przystanek Planszówka

Niewątpliwie te wieloletnie doświadczenia sprawiły, że na nową propozycję od Egmont Polska patrzyłam z nieukrywaną ciekawością, ale i nastawiona byłam niezwykle sentymentalnie. Cóż, Trexo to prawie jak powrót do dzieciństwa! O tym, co z tych wspominkowych wycieczek wynikło i jak kółko i krzyżyk działają w XXI wieku, kilka słów poniżej.

Kółko i krzyżyk czy domino? Oto jest pytanie!

Jak można się było spodziewać, Trexo nie jest grą, która może zaskakiwać skomplikowanymi komponentami. Skoro do tej pory wystarczała kartka i coś do pisania, to czego można chcieć więcej? Zamiast pierwszego archaicznego narzędzia w pudełku znajdziemy zatem planszę w kratkę o wymiarach 10×10. Długopis zastępują zaś płytki z krzyżykami i kółkami. Do złudzenia przypominają one klasyczne domino w pierwszej chwili zastanawiałam się nawet, czy komuś się coś przy pakowaniu gry nie pomyliło. Płytki są solidne, miłe w dotyku, a umieszczone na nich symbole wytłoczone, co zapobiega ścieraniu się farby. Szkoda trochę, że plansza nie jest z nieco solidniejszego materiału, który bardziej by się z nimi komponował. Przydałyby się również rozwiązania w postaci żłobień czy wybrzuszeń zapobiegające przypadkowemu przesuwaniu ułożonych płytek. A może po prostu marzę o Trexo w wersji deluxe edition na wzór chociażby Scrabble?

Trexo / fot. Przystanek Planszówka

Zasady gry są niezwykle proste. Przede wszystkim należy ułożyć płytki ze swoim symbolem w jednym rzędzie – pionowo, poziomo lub po skosie. Gracze wykonują swoje ruchy naprzemiennie. Podstawowe utrudnienie polega na tym, że niezależnie od chęci, własnych planów i obranej strategii, zawsze układa się oba symbole (stąd powyższe skojarzenie z klockami domino). Zmusza to do dokładnego analizowania nie tylko układów korzystnych dla siebie, ale i dla przeciwnika/przeciwniczki, gdyż zupełnie niezamierzenie można doprowadzić inną osobę do zwycięstwa.

Kolejne utrudnienie i najważniejsza zmiana w stosunku do grania w kółko i krzyżyk na kartce polega na możliwości układania klocków jeden na drugim. Dokładając kolejne płytki gracze decydują, czy po prostu poszerzają cały układ, czy może skuteczniejsze będzie nadbudowywanie płytek. Liczba poziomów jest ograniczona jedynie liczbą płytek w pudełku, zatem – przynajmniej do pewnego momentu – można szaleć. Niedozwolone jest jedynie układanie dokładnie jednej płytki na już leżącej lub częściowe jej zawieszanie w powietrzu oraz wykraczanie poza planszę. Proste, prawda?

Trexo / fot. Przystanek Planszówka

W wypadku Trexo, by wygrać, układamy nie trzy, a pięć kółek lub krzyżyków. W trakcie gry nie wolno pasować, więc trzeba rozważnie planować i wykonywać swoje ruchy. Nikt w końcu nie chce przypadkiem zbyt mocno ułatwiać drogi do wygranej przeciwnikowi/przeciwniczce. W przypadku, gdy położona przez nas płytka skutkuje pięcioma symbolami krzyżyków i kółek jednocześnie – niestety wygrywa konkurencja! Z kolei gdy nikomu nie uda się ułożyć wymaganej liczby symboli, a nie mamy już skąd dobierać nowych płytek – mamy remis.

Trexo / fot. Przystanek Planszówka

Rozgrywka Trexo przebiega bardzo sprawnie. Jedna partia może być wyjątkowo krótka, ale też zdarzają się całkiem długie. W końcu kto z nas nie ma wśród znajomych prawdziwych myślicieli, którzy bez poświęcenia pięciu minut na zastanowienie, nie wykonają żadnego ruchu? Co pozytywnie zaskakuje, gra nie nudzi się zbyt szybko, choć na pewno nie jest to pozycja na codzienne granie (jak większość gier logicznych).

Klasyk w 3D

Trexo jest niezwykle ciekawą propozycją dla wszystkich fanów gier logicznych. Daje okazję do nieco większego pokombinowania niż kartkowo-długopisowy pierwowzór, a jednocześnie zachowuje wszystkie jego cechy, tym samym dając okazję do świetnej zabawy z odrobiną „móżdżenia”. Dodanie możliwości nadbudowywania płytek jedna na drugiej otwiera nowe możliwości i zdecydowanie wydłuża rozgrywkę w stosunku do klasycznej wersji. W tym wypadku efekt 3D jest nie tylko uzasadniony, ale i niezbędny!

Trexo / fot. Przystanek Planszówka

Na pewno jest to świetny tytuł dla wielbicieli innych stosunkowo prostych gier logicznych np. Pentago, jak i dla wszystkich szukających odmiany. Trexo sprawdza się w przypadku rozgrywek w każdej kategorii wiekowej. Z opanowaniem zasad nie będą miały problemów dzieci (również młodsze niż 7 lat sugerowane na pudełku!), a dla starszych będzie to okazja do odświeżenia klasycznego kółka i krzyżyka. Rodzinne spotkanie, wakacyjny wyjazd, brzydka pogoda niesprzyjająca wychodzeniu na zewnątrz? Na pewno wybór tej gry w ciekawy sposób może urozmaicić wszystkie te sytuacje.

Trexo / fot. Przystanek Planszówka

Jedyne, czego nadal żałuję w przypadku Trexo, to fakt, że tego typu tytuły trudno jest dostosować do rozgrywania przez większe grono, ale co za problem zorganizować sobie prywatny turniej à la szachowy w warunkach domowych?

Dziękujemy wydawnictwu Egmont

Kraina z kreska2za przekazanie gry do recenzji